.: Strona Główna
 .: Forum
 .: O Stronie
 .: Dołącz do BatCave
 .: Wyszukiwarka


 .: Batman: The Movie
 .: Catwoman

 .: Batman
 .: Batman Returns
 .: Batman Forever
 .: Batman & Robin

 .: Batman Begins
 .: The Dark Knight
 .: The Dark Knight Rises

 .: Batman: Mask of the
 Phantasm
 .: Batman & Mr. Freeze:
 Subzero
 .: Batman & Superman:
 The World Finest
 .: Batman Beyond:
 Return Of The Joker
 .: Batman: Mystery of
 the Batwoman
 .: Batman: Gotham
 Knight

 .: Zawieszone
 .: Fanfilms


 .: Seriale Animowane
 .: Seriale TV


     .: INNE :: PUBLICYSTYKA :: DLACZEGO AMERYKA KOCHA SUPER-BOHATERÓW? :.

Ostatnie lata zaowocowały w kine - matografii popularnej istnym wysypem obrazów inspirowanych komiksami. Przez ekrany kin przemaszerował peleton wspomaganych technikami komputerowymi superbohaterów.


Cyniczny "Hellboy", infantylny "Spiderman", wymuskani mutanci z elitarnej grupy "X-men" oraz kiczowata "Kobieta-Kot" zmasowanym atakiem na kino bawili wielbicieli obrazkowych opowieści irytując krytyków. A czeka nas jeszcze nadejście poddanych ponowoczesnemu liftingowi Supermana, Batmana oraz Fantastycznej Czwórki.

Niestety, kinowe adaptacje najczęściej niszczą lub wypaczają komiksową estetykę przerysowania. Ciekawe pomysły i niecodzienne techniki rysunku zamieniają się w komputerowe śmieci. Oczywiście komiks sztuką bywa. Częściej jednak jest odzwierciedleniem bezduszności kultury masowej. Kreska i pomysły najlepszego artysty wskutek interwencji Hollywoodu zmieniają się w brzydką i kulawą kaczkę, która tylko czasem zniesie złote jajo. Tak właśnie zmarnowano pełne specyficznego uroku historyjki o Hellboyu autorstwa Mike'a Mignoli oraz groteskową atmosferę "steampunkowego" świata w filmowej "Lidze niezwykłych gentlemanów".

Zombie popkultury - reanimacja

Przenoszenie na ekran rysunkowych fabuł często kończy się fatalnie, bo do wykonania takiego zadania potrzeba fachowca o zdolnościach, a przede wszystkim wrażliwości Tima Burtona. To właśnie Burton nasycił przestrzeń Gotham City elementami swojej dziecinno-koszmarnej wyobraźni, tworząc w 1989 roku
Batman Begins
niedościgniony wzór komiksowej adaptacji - "Batmana". Niestety, kontynuacje serii, reżyserowane przez Joela Schumachera, stały się jedynie "cieniami cienia" i nie powtórzyły sukcesu. Kolejnymi niewypałami okazały się również "Spawn" (1997) Marka Dippé oraz "Hulk" (2003) Anga Lee. Co ciekawe, wpadki wynikające z niezrozumienia komiksowej stylistyki zdarzają się nawet największym rzemieślnikom ekranu. Wystarczy wspomnieć słynną porażkę George'a Lucasa "Kaczor Howard" (1986) czy przerażające miernotą, nieco starsze "The Swamp Thing" Wesa Cravena (1982). Jest jeszcze seria całkowicie zapomnianych produkcji, takich jak walczący z atomowym zagrożeniem, pacyfistyczny "Superman IV" (1987) oraz boleśnie odegrany przez Dolpha Lundgrena "Punisher" z 1989 roku. Oczywiście, Hollywood stara się zlecać adaptacje komiksów także twórcom o sporym doświadczeniu, co niekiedy daje wymierne efekty. I tak na przykład Brayan Singer, twórca pamiętnych "Podejrzanych", z sukcesem wyreżyserował dwie części serii "X-men" zyskując miano specjalisty od filmowego komiksu. Trwają już prace nad trzecią częścią, powstanie także osobny obraz o przygodach najbarwniejszego członka brygady, nieokrzesanego Wolverine'a. Sam zaś Singer zajmuje się obecnie reżyserowaniem nowej wersji "Supermana". W roli wytwórcy superprodukcji zadebiutował także Sam Raimi, kojarzony najczęściej z autorstwem pełnej wątpliwego czarnego humoru serii "Evil Dead". Jego dwie części "Spidermana" to jeden z największych sukcesów kasowych ostatnich lat. Niestety, oba te filmy nie wnoszą niczego nowego do sztuki filmowej adaptacji. Niewielką odtrutką na miałkość komiksowych produkcji okazała się Rodriguezowska wersja komiksu "Sin City", w oryginale tworzona przez mistrza czarno-białej kreski Franka Millera.

Dlaczego kino polubiło komiksowych bohaterów?

Czas zapytać: "Za co naprawdę Ameryka kocha komiksowych herosów?" Być może odpowiedzi na to pytanie należałoby szukać w zamierzchłej przeszłości rasy homo sapiens. Pierwowzory superherosów drzemały bowiem w kulturze od zawsze. Z nadludzką kreacją bohatera spotykamy się już w mitach kultur pierwotnych. Ich obecność odnajdziemy również w opowieściach ze Starego Testamentu oraz antyku grecko-rzymskim. W każdej z tych opowieści można odnaleźć element wspólny. Jest nim arcyludzkie
John Constantine

marzenie o pokonywaniu własnych słabości. Prawdopodobnie właśnie dlatego niewątpliwym atutem każdego superbohatera są jego nadludzkie umiejętności. Zdolności te pochodzą najczęściej "nie z tego świata", nadane przez moce związane ze sferą sacrum. W komiksie częściej za doskonałość nadczłowieka odpowiada pseudonaukowa (lub raczej magiczna) siła technologii. Metamorfozę fizyczną dzięki takiemu cudowi technicznemu odnajdziemy w filmowych adaptacjach komiksów takich jak "Superman" (1979/2005) czy "X-men". Metamorfozę o podłożu "cudu religijnego" prezentują filmy "Spawn" (1997), "Kruk" (1994) czy "Constantine" (2005). Znamienne, iż nieco rzadszymi przypadkami w komiksowym świecie są postacie takie jak Batman, Punisher czy Daredevil. Batman jest bowiem bohaterem, który doskonałość swojego ciała zawdzięcza własnej ciężkiej pracy, zaś cudowne zdolności zyskuje jedynie dzięki technicznym wynalazkom. I właśnie postać Człowieka-Nietoperza wydaje się charakterystycznym przykładem bohatera, którego osobowość dość wiernie odwzorowuje niektóre z cech amerykańskiego społeczeństwa. Bruce Wayne jest bowiem bogaczem wykorzystującym swoje pieniądze do walki ze złem. To aktywista, który pomimo natury odludka czuje się związany ze społeczeństwem i dlatego pragnie je chronić. Jest także człowiekiem z krwi i kości, o czym świadczy jego traumatyczne dzieciństwo. I co ważne, owe ludzkie słabości nie przekreślają Człowieka-Nietoperza jako superherosa. To właśnie dzięki nim Mroczny Rycerz staje się zarazem ludzki i boski. I choć bohater ten zamieszkuje papierowe Gotham City, to naprawdę jest potomkiem zbiorowych marzeń ludzi tworzących niegdyś i dziś USA.

Od trapera do superbohatera

Ameryka bowiem to kraj, który od zawsze kochał bohaterów. To przecież postacie takie jak Daniel Boone czy Davy Crockett własnymi rękami zbudowały ów (k)raj możliwości, kładąc przy okazji trupem zastępy Indian i towarzyszących im zgłodniałych niedźwiedzi. Wyolbrzymione możliwości pierwszych bohaterów USA zbudowały fundamenty mitologii" złotej krainy wolności i indywidualizmu". I właśnie kino, ów wielki producent nowożytnych mitów, zauważyło siłę opowieści o pierwowzorach Self Made Mana, wykorzystując go w szczególnym momencie historii USA. Mało kto zdaje się dziś pamiętać, że to właśnie film o przygodach dzielnego Davida Crocketta z lat 50. wywołał jedną z pierwszych w historii tego kraju manii popkulturowych, którą natychmiast sprytnie wykorzystali specjaliści od sprzedaży ze studia Disneya. Koszulki, traperskie czapeczki oraz plastikowe figurki dzielnego bohatera jeszcze przez długi czas cieszyły oczy nie tylko najmłodszych mieszkańców Ameryki. Historycy kina ową potrzebę utożsamiania się publiczności z silnym i zmitologizowanym symbolem narodowym połączyli ze specyficznym lękiem drążącym pogrążoną w zimnej wojnie Amerykę.
X-Men
Po raz drugi podobne zjawisko pojawiło się w USA (a stąd obiegło świat) w latach 70. Lata te były bowiem okresem społecznego niezadowolenia. Przegrana wojna w Wietnamie, rosnące ceny paliw oraz brak stabilizacji nie sprzyjały optymistycznym nastrojom. I właśnie wtedy pojawiło się Kino Nowej Przygody gwarantujące odpolitycznioną i nacechowaną cudownością zabawę. Reżyserzy pokroju Spielberga i Lucasa bez zażenowania przyznawali, że pragną tworzyć kino oparte na wspomnieniach z dzieciństwa. A dzieciństwo kojarzyło im się z bajeczną, pełną magii i cudownie prostą kolorystyką komiksów o Flashu Gordonie. Prosty pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Wystarczyło tylko zamienić nieekologiczną czapkę i niemodne futro Davy'ego Crocketta na futurystyczną pelerynkę i kostium, aby udowodnić światu, że gusta przeciętnego odbiorcy pozostają niezmienne od setek lat. Umberto Eco, analizując w swojej "Semiologii życia codziennego" fenomen komiksowej wyobraźni, przywołuje obraz Richarda Donnera "Superman" z 1979 roku. Eco zauważa, że w filmie tym spotykamy bohatera wykreowanego odmiennie od komiksowego pierwowzoru z lat 30. Superman jest tu dziwacznym odpowiednikiem mesjasza, który niczym Mojżesz został zesłany na Ziemię w "kosmicznej kołysce. Nie jest przypadkiem" - pisze Eco - "że ma on przytłaczającego swoją obecnością ojca - granego przez Marlona Brando - którego historia wypełnia ponad połowę filmu, i że ojciec ten przekazuje dziecku, mającemu wyruszyć na Ziemię, Wiedzę, o której nic nam nie wiadomo, a która zawarta jest w diamentowych stalagmitach, materiale nad wyraz symbolicznym. Że daje mu trynitarny wiatyk, umieszcza go na statku kosmicznym w kształcie kołyski, podróżującej w przestrzeniach niczym kometa Trzech Króli. I że Superman słyszy jako dorosły człowiek głosy niczym jakaś Joanna D'Arc, ma problemy jak w Ogrodzie Oliwnym oraz wizje jak na Górze Tabor. To syn człowieczy. [...] Reinkarnacja Supermana jest zatem wersją popularną wielu głębszych i bardziej złożonych zjawisk, które świadczą o jednej tendencji: powrocie do myśli religijnej".

Inwazja obrazkowej wyobraźni trwa...

Oczywiście teza, że Kino Nowej Przygody jest fenomenem inspirowanym ruchami New Age, jest nadal podawana w wątpliwość. Jedno zdaje się jednak pewne - również i dziś Ameryka, a z nią i cały świat, potrzebuje filmowych obrońców, którzy po raz kolejny "dadzą tęgiego łupnia" wszystkim przedstawicielom Imperium Zła. Nie bez powodu w pierwszej części przygód "Spidermana" rozwścieczeni mieszkańcy Nowego Jorku wykrzykują do Zielonego Goblina ostrzeżenie: "Jeśli zadarłeś z jednym z nas - zadarłeś z nami wszystkimi!"
Spider-Man
Filmowy mit Ameryki został bowiem w nas wpojony, a my (chcąc nie chcąc) nosimy go w sobie. Wygląda na to, że im bardziej świat nie lubi Ameryki, tym bardziej Ameryka kocha swoich bohaterów. Oni zaś zdają się ją kochać bezgranicznie. Tylko tu diabelsko-ludzki mieszaniec może ratować świat popijając przy tym nonszalancko Budweisera. Tylko tu nieporadny nastolatek zamieni się w pewnego siebie mężczyznę, pokonując przy okazji system amerykańskiej edukacji, trądzik młodzieńczy oraz groźnie zmutowanych przeciwników. Richard Dyer w książce "On Entertainment" udowadnia, że amerykański przemysł rozrywkowy stara się odtwarzać porządek utopijny. To właśnie Hollywood jest najśmielszym wytworem kraju budowanego przez ludzi marzących o stworzeniu Nowego Jeruzalem, kraju o którym Jean Baudrillard pisał jako o "utopii wcielonej w rzeczywistość". Nie dziwmy się zatem, że kiedy na świecie panuje wszędobylskie zło i nierówność społeczna, to reklama, wideoklip oraz filmowe komiksy będą starały się ukazywać nam świat, w którym tej nierówności i zła istnieje nieco mniej. Czy jednak ucieczka do bardziej kolorowego i cudowniejszego świata obrazkowej fikcji zdoła choćby na chwilę dodać komukolwiek otuchy? Na to pytanie odpowiedzmy sobie sami. Jedno jest za to pewne. Każdemu wolno marzyć o lepszym życiu w krainie zamieszkanej przez doskonalszych ludzi. W czasach, kiedy głosy całego świata zdają się zwracać przeciw ideałom Ameryki, nie może dziwić gniewne oburzenie superbohaterów śniących o tym, aby ich ukochany kraj został znów pokochany przez resztę okrutnego świata. Czas przyniesie zapewne przewartościowanie również i tej postawy. Nieśmiałe początki takiego procesu odnajdziemy już w animowanych przygodach rodziny "Iniemamocnych". Groteskowym ukoronowaniem końca świata herosów mógłby się stać amerykański "remake" pamiętnej "Hydrozagadki" (1970) Andrzeja Kondratiuka. Niestety, tak inteligentna i zabawna krytyka "totalitaryzmu komiksowej wyobraźni" pozostanie chyba na zawsze w utopijnej sferze marzeń. Którym możemy się oddawać oglądając w multipleksie zapowiedzi kolejnych przygód superbohaterów.


Autor: Sebastian Jakub Konefał
Źródło: kino.onet.pl



Poprzednia strona




WAK - Serwis Komiksowy
Spider-Man Online

Punisher - Serwis o Punisherze
The Truth about The X-Files





© Copyright 2003 and 2012 by BatCave. Wszelkie prawa zastrzeżone
Batman is registered trademark of DC Comics, Warner Bros.

Projekt i wykonanie: myspace.com/WebMastaMajk