Forum

Już wkrótce
  • "JLA - Liga Sprawiedliwości: Saga o błyskawicy" (WKDCBiZ) - 24 kwi 2024,
  • "Mroczny kryzys na Nieskończonych Ziemiach. Tom 2" - 15 maj 2024,
  • "Nightwing. Bitwa o serce Blüdhaven. Tom 2" - 29 maj 2024,
  • "Batman. Pogromca sprawiedliwości. Tom 2" - 29 maj 2024,

Rozdział 3

Ciemność, jaka ją ogarnęła, zaczęła powoli opadać. Kimberly otworzyła powieki, jednak jej oczy powoli dostosowywały się do jasności, do której powróciła po straceniu przytomności. Dziewczyna zmrużyła oczy, widząc dookoła buzujące środki laboratoryjne z różnymi miksturami.

– Co, do cholery- zaczęła, próbując wstać, jednak w głowie trochę jej szumiało. Złapała się za jej tył, a wtedy usłyszała znajomy głos:

– Bruce, obudziła się !

Nastolatka usłyszała szybkie kroki i szelest jakiegoś materiału. Nadal widziała jak przez mgłę, do leżanki, na której spoczywała, zbliżała się postać odziana w czarny kostium, której umięśnione proporcje rysowały się idealnie pod pancerzem.

– Kimberly- krótki, lecz rzeczowy i spokojny głos sprowadził ją na ziemię. Dziewczyna zamknęła oczy i gdy je otworzyła, widziała już normalnie i wyraźnie. Przed sobą miała twarz Batmana, który nie zdjął maski, by objawić jej się jako Mroczny Rycerz.

– Co się stało?- spytała, kładąc nacisk na zdaniu- nagle jakoś urwał mi się film …

– Zemdlałaś- odrzekł Bruce, a jego głos był lekko zachrypnięty, gdy stał nad dziewczyną. Wpatrywał się w nią przez krótką chwilę, lecz potem skupił swój wzrok w innym miejscu, nie znosząc okazywania emocji. Cecha ta zakorzeniła się w nim głęboko w dniu, kiedy został mścicielem.

– Zostałaś zaatakowana przez obce przeciwciało, które podziałało w sposób katastrofalny na twoją ranę- Batman wziął do ręki foliowy woreczek, w którym znajdowała się odrobina krwi Kimberly- zbadałem ją i okazało się, że był to wpływ Kryptonu …

– Powiedziałeś, że w niszczący sposób- dziewczyna zmarszczyła brwi, oglądając swój łokieć- jednakże nic mi nie jest …

– Zaaplikowałem odpowiednie antidotum- powiedział krótko Mroczny Rycerz, umieszczając woreczek z krwią w jakiejś zastawce w sprzęcie laboratoryjnym-w takich wypadkach trzeba działać szybko i zdecydowanie, każdy kolejny ułamek sekundy przyspiesza obcemu działaniu patogenu.

Kim nic nie odpowiedziała, miała ochotę stąd wyjść i przez rok mieszkać gdzie indziej.

– Słyszałam głos Dicka- odparła tonem, nie wyrażającym emocji- gdzie …

– Tu jestem- Grayson wyłonił się znad sprzętu laboratoryjnego- pomagałem Bruce’owi ustalić wzajemne proporcje tego przeciwciała …

– Czy ten Krypton może znajdować się na Ziemi?- spytała nastolatka, ignorując chęć zapytania przyjaciela, czy wybaczył jej dziadkowi- przecież gdyby się o niego skaleczyła, zauważyłabym …

– Sam Krypton jako składnik fizyczny nie może zabić śmiertelnika, to wykluczone- odparł stanowczo Batman, a jego oczy zwęziły się- jednak nie wolno zapominać, że Kryptończycy to rasa, która żyła kiedyś na planecie Krypton, ale w momencie jej destrukcji, praktycznie nikt nie ocalał …

– Oprócz jednego jej przedstawiciela- wszedł w słowo Bruce’owi Dick- Supermana, znanego bardziej jako Kal-el na ich planecie …

– Ale przecież ja nie spotkałam Supermana- żachnęła się Kim, czując , iż zbliża się najgorsze- więc nie mógł mnie zranić !

– W przypadku Clarka Kenta to raczej niemożliwe- odrzekł szybko Bruce, opierając ręce na biodrach na pasie, który skrywał wiele niebezpiecznych akcesorii- ale musi to być jakiś nowy Kryptończyk, którego moce się dopiero uaktywniają … Sam Clark ma swoje lata, gdyż minęło ponad 50 lat, nim jako noworodek dostał się na Ziemię …

– Bruce, myślisz, że jakiś nowy obcy nawiedził Ziemię?- spytał Dick, marszcząc czoło- przecież od momentu Kary nikt z Kryptonu nie nawiedził Ziemi !

-Superman nie ma dalszych krewnych z Kryptonu?- spytała obojętnie Kim, uważając, by nie zdradzić drżenia w głosie- może oni …

– Nie- padła stanowcza odpowiedź Batmana, który zaczął przechadzać się po pieczarze- jego żona Lois jest Ziemianką, podobnie jak my i tym samym śmiertelniczką … Jego syn nie jest rodowitym Kryptończykiem, zresztą łączy w sobie geny ojca Kryptończyka, jednak ma matkę Ziemiankę i to wyklucza jego możliwość do generowania jakichkolwiek mocy. Zresztą przebadałem tę ewentualność ponad czterdzieści lat temu, gdy na świat przyszedł jego syn. Prawdopodobnie jednak Clark Junior nie żyje, gdyż został zgładzony przez bandę Harviego Denta, gdy ten wzniecił powstanie wszelkich rzezimieszków z Gotham. Zresztą Olivier, wnuk Kal-ela nie przejawia żadnych super mocy, o czym zresztą Clark by mnie osobiście poinformował …

Kim zacisnęła mocno palce na uchwycie leżanki, czując, jak przechodzi ją dreszcz. To Olivier wywołał falę destrukcyjną jej rany. A był wnukiem Supermana, Kryptończyka …

Kim poczuła na sobie wzrok Batmana. Podniosła głowę, starając się zachowywać swobodnie, by nie wzbudzić podejrzeń wiecznie czujnego Bruce’a. Spojrzała pewnym wzrokiem na Nietoperza, czując, że musi wymyślić jakiś sposób na wyjście z jaskini.

– Dziadku, chciałabym iść na górę. Muszę się odświeżyć, co chyba jest logiczne …

– Rozumiem- odparł Bruce, podchodząc do swojego superkomputera i manipulując coś jednym klawiszem- możesz iść śmiało realizować swój zamiar …

Kim zeskoczyła i wolnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia. Gdy minęła zegar z kukułką, pobiegła na górę, czując łomotanie w sercu.

Metropolis było siedzibą działania Supermana, który jako dziennikarz Clark Kent nie odznaczał się niczym szczególnym. Skromny pracownik Daily Planet, w dużych okrągłych okularach, był mężczyzną w wieku zbliżonym do Bruce’a Wayne’a, jednak życie zdążyło do boleśnie doświadczyć. Jego jedyny syn przystąpił do przestępczej hałastry, próbował zabić własnego ojca i gdy prawie mu się tu udało, został zgładzony przez bandę tych, z którymi zawiązał złodziejskie szeregi. Wszystko przez próbę wykiwania sprytniejszych od siebie, gdy chciał ukraść milionowe nakłady, będącymi główną spółką przestępczej paczki. Spuścizną po Clarku juniorze został jego syn Oliver, który był całkowitym przeciwieństwem ojca. Został wychowany przez swoich dziadków, nie pamiętając Clarka Juniora i szczerze nienawidząc go za to, że chciał zgładzić Supermana.

Kentowie mieszkali w jednym z drapaczy chmur w Metropolis, w centrum miasta. Oliver Kent był osiemnastolatkiem, który realizując maturę, myślał o karierze w zespole muzycznym, co było przeciwnym życzeniem jego dziadka, Clarka /Kal-ela, który chciał, by młodzieniec podjął studia prawnicze.  Jednak chłopak nie zamierzał iść tą drogą.

Ollie siedział w swoim pokoju i pobrzękiwał na gitarze, trzymając karteczkę, którą wcisnęła mu do ręki podczas pożegnania Kim. Zapisany był na niej jej numer komórki. Chłopak myślał nad inną jednak rzeczą. Niedawno zauważył u siebie rzeczy, który wydawały mu się do tej pory niemożliwe. Oliver bowiem odkrył, iż posiada te same nadprzyrodzone zdolności co Clark Senior, jednak umiał je kontrolować i wyłączać  na dłuższy czas. Nie powiedział jeszcze o tym ani Clarkowi ani Lois. Nie chciał się z tym ujawniać, dopóki nie będzie pewien, czy to aby nie czas etap przejściowy.

W dodatku Kimberly zaintrygowała go. To, że była ładna i atrakcyjna, zauważył od razu. W dodatku cechowała ją niezachwiana pewność siebie, nie była jedną z tych nudnych dziewczyn, no, na pewno nie jak ta jej przyjaciółeczka. Jego ostatnia dziewczyna, Beatrice, nie wiedziała, czego chce. Była idealna w łóżku, jednak jej wieczne marudzenie i niezdecydowanie irytowały chłopaka. Zaś Kim była ciekawym zjawiskiem tych przedstawicielek płci pięknej, które tak łatwo nie zmieniają zdania.

Rozmyślania Oliviera przerwał otwierany zamek w drzwiach. To Clark, jak zwykle o tej porze wracał z pracy. Był teraz głównym wydawcą Daily Planet. Chłopak zaczął grać na gitarze swój pierwszy poważny utwór, akompaniując lekkimi rytmami.

Clark zamknął drzwi i zdjął kapelusz, użytkowany przez niemal dekadę.

– Czołem, Ollie- rzucił Kal-el, zdejmując płaszcz- znowu ten smętny kawałek?

– Nie musisz rzucać tego kolokwialnego argumentu, jaki pewnie rysuje ci się w podświadomości- mruknął chłopak, dodając mocnego brzmienia na swym instrumencie- na pewno wyrażam nostalgii po Beatrice, zbyt wiele sprzeczności w niej siedziało !

– Co dziś na obiad?- spytał Clark, luzując sobie krawat. Jego mięśnie idealnie rysowały się pod jasną koszulą. Gdy przywdziewał kostium Supermana nie miał sobie równych.

– Babcia udusiła mięso- rzucił obojętnie Ollie, grając zupełnie inną nutę. Myślał u Kim. Pewnie, że zadzwoni. W końcu musi iść na jakąś randkę, nie był na żadnej od miesiąca. Jeśli okaże się łatwą i głupią panienką, będzie wiedział, że źle uderzył. Kobiety może są tajemnicze, ale ich płytkość wypływa na wierzch od razu.

Clark krzątał się po kuchni, a Krypto nie odstępował go na krok. Ollie rzucił gitarę na bok i dźwignął się energicznie. Był niezwykle wysportowany, w dziedzictwie po Kal-elu dysponował muskularną sylwetką, którą ciągle udoskonalał, chodząc na siłownię i pływając na basenie. Chłopak zdecydował się zadzwonić do Kim, ale rzecz jasna musi być na wyskoku, musiałby być zupełnie niepoważnym, by swoje sprawy uczuciowe  omawiać przy Clarku bądź Lois.

Ollie schował komórkę do kieszeni i wziąwszy gitarę, wyszedł z domu. Clark patrzył przez zmrużone oczy jak za wnukiem zamykają się drzwi.  Kiedyś aktywnie uczestniczył w życiu Oliviera, doradzał mu, jak też dawał reprymendy i za pomocą paska od spodni ujarzmiał jego temperament w dzieciństwie i w burzliwym wieku dojrzewania. Jednak teraz Ollie w ogóle nie przebywa w domu. Zaszywa się gdzieś ze swoimi kolegami i tworzy tę swoją muzykę.

Clark nałożył sobie mięsa na talerz i myślał o swoim jedynym wnuku. Lubił nawet tę jego dziewczynę, Beatrice. Nie wnikał w sferę seksualną Oliviera, bo nie miał do tego prawa, ale dziewczyna do skromnych nie należała. Lubiła się obściskiwać w miejscach publicznych, a chłopak nie znosił takiego bezprecedensowego zachowania. Chciał, by zaimponowała mu jakimś osiągnięciem, mądrą myślą albo czymś, czym wzbudziłaby uznanie. Jednak Beatrice nie miała w sobie tej wrażliwości intelektualnej, na jaką był wyczulony Oliver.

Kim siedziała u siebie w pokoju na łóżku po turecku i myślała o fakcie z tym Olivierem.  A więc jest to wnuk Clarka Kenta … Czyżby miał w sobie moce, które biologicznie nigdy nie miały się w nim ujawnić?

Nagle komórka Kim zaczęła wirować. Dziewczyna wzięła ją do ręki i zobaczyła, że na wyświetlaczu pojawia się nieznany jej numer. Kim zmarszczyła brwi i odebrała połączenie, nasłuchując.

Po dwóch sekundach usłyszała jakieś szuranie, więc spytała krótko:

– Nieuświadomiony w podrywach na telefon czy jakiś bierny szczęściarz szukający możliwości rozmienienia drobniaków na satysfakcjonujący bon?

– Dziś się spotkaliśmy nad zalewem- odparł aksamitnie męski głos- Oliver z tej strony !

Kim poczuła, że oblewa ją zimny pot. Podchodząc do okna, spytała:

– Twoje imię ma jakiś look? Czy  wolisz się bawić w oficynę?

– Nie preferuję bycia sztywniakiem w każdym towarzystwie- odezwał się obojętnie młody Kent- możesz do mnie mówić, jak chcesz, tylko uchowaj się od określania Ollinek, gdyż to wykracza poza gust dobrego smaku. Idealne dla jakieś miernoty, która szmuglowaniem zarabia na miejsce, gdzie może grzać tyłek. To kategoria dla wykolegowanych, a ja należę do pracusiów , którzy dają sobie luzu na fajce wodnej.

– Może być Ollie?- spytała Kim, uśmiechając się pozytywnie zaskoczona- lubię osoby, które preferują jasny umysł niż ten ograniczony do bycia plastykiem w tonie wszystkiego, co ma jedno źródło egzystencji: kasa !

– Nie lubisz korupcji i załatwiania wszystkiego przez kasę- Kent był pełen uznania- naprawdę niecodzienne nastawienie !

– Życie daje po tyłku i tego życia się uczysz- odrzekła Kim, siadając na rogu łóżka- czym się interesujesz?

– Kocham muzykę, zwłaszcza gdy ją mam przetworzyć na swojej gitarze- odparł rześko Ollie- może kiedyś zechcesz wysłuchać jakiegoś szlagiera …

– Aż tak się wybiłeś?- zaśmiała się dziewczyna- a teraz jest to aktualne? Nie ugrzęzłeś może w wannie i nie odwracasz kota ogonem, by odciągnąć myśli od wywodów czy się ogolić czy nie?

– Nawet, gdy się kąpię, to tworzę- odrzekł tajemniczo Kent- ale raczej w głowie, nie ryzykuję zniszczeniem drogiego sprzętu, który ma dla mnie symboliczne znaczenie. Mieszkasz w Gotham?

– Tak- odparła Kim- ale żadna żywa dusza tu nie trafi.

– Aż takie zadupie?- Ollie zacmokał, lecz dziewczyna mu przerwała:

– Nie, zwłaszcza gdy ktoś lubi być wędrowcem ! A ja jestem typowym nomadem …

Kent zaśmiał się, po czym rzucił:

– Może być to klasyczne miejsce nad zalewem?

– Pasuje idealnie- Kimberly uśmiechnęła się, po czym zakończyła połączenie. Dobrze, że się wykąpała i odświeżyła, od razu człowiek powstał z martwych ! Kim miała na sobie tunikę i legginsy, wygodnie i z gustem.

Dziewczyna wzięła torebkę i trochę kieszonkowych, które zawsze trzymała na ostatnią godzinę i wyszła ze swego pokoju. Ruszyła holem, pewnym krokiem i postukując obcasami, na które się zdecydowała. Po drodze usłyszała znajome szuranie i zobaczyła Alfreda, który polerował popiersie jej pradziadka, Thomasa Wayne’a. Lokaj męczył się z nosem ojca Bruce’a, gdyż był wydatny i nie chciał błyszczeć. Doktor Wayne uratował od szkarlatyny połowę mieszkańców Gotham, więc pokrótce się zasłużył na pomnik, zwłaszcza w przekonaniu swojego syna Bruce’a.

– Panienko Kimmy, czy wybiera się pani może do panienki Lizzie?- spytał Alfred, uważnie polerując szyję popiersia Thomasa Wayne’a- może doradzić pani, jaki prezent byłby idealny dla Alison?

– Dzięki, ale akurat nie po drodze mi do Liz i Ally- odrzekła Kim, zatrzymując się obok przyjaciela, który oderwał się od zajęcia i przyjrzał dziewczynie.

– Czy panienka idzie w strefę bezpieczną?- spytał bez ogródek kamerdyner, przyglądając się uważnie nastolatce- pan Bruce …

– Wolałabym, abyś nie mówił mojego dziadkowi, że wyszłam- odparła Kim, wiedząc jednak, że Wayne szybko ustali, gdzie jest- zresztą znasz go, dla niego to pół sekundy, by ustalić moje położenie. Ależ oczywiście, że to bezpieczna strefa !

– Proszę wziąć to- Alfred pogrzebał w kieszeni i podał dziewczynie gaz pieprzowy- w razie zagrożenia oślepia widzenie napastnika na okrągły kwadrans. Nie raz przydał się innym …

– Dzięki- rzuciła szybko Kim, chowając do torby przedmiot obrony i wychodząc z rezydencji. Pomknęła po marmurowych schodach i wypadła na podwórze. Dobrze sobie znanymi skrótami i dziurą w płocie na tyłach posesji wydostała się z twierdzy Wayne’ów.

Gdy Kim wyszła, Alfred uznał, iż niezwłocznie musi o tym poinformować swego panicza. Wycofał się do pieczary Batmana, gdzie już z daleka zastał Bruce’a manipulującego olbrzymim systemem operacyjnym, który był główną bazą do danych o wszelkich przestępcach. Batman był w kompletnym stroju, ale bez maski.

– Witaj, Alfredzie- przywitał swego przyjaciela Nietoperz, w skupieniu coś nanosząc do bazy- czyżby coś poufnego czy naruszającego sprawy najistotniejsze?

– Odnośnie panienki Kimmy, Sir- odrzekł kamerdyner, unosząc do góry jedną brew, na co Bruce zmarszczył lekko brwi.

– Panienka Kimberly wyszła z domu, chyba na spotkanie z kimś- powiedział Alfred, a Wayne się powoli wykręcił na obrotowym siedzisku. Twarz jego była skupiona, jak zawsze, jednak to nie odjęło jego wiecznej czujności.

– Dziękuję za każde podłoże lojalności, jaką wobec mnie wykazujesz- odrzekł Bruce, jak zwykle tonem nie wyrażającym żadnych emocji, głosem przewidzianym do pełnej gotowości  na rzecz moralności i restrykcyjnego przestrzegania prawa w obliczu jego łamania. W każdej chwili był przygotowany do działania.

– Kim nie zawsze musi mieć przy sobie tę specyficzną diodę- powiedział nieco luźniej Wayne, naciskając jakiś klawisz i na ogromnym monitorze zaczęły się pojawiać charakterystyczne szyfry, które zatrzymały się na jednym czerwonym punkciku- DNA mojej wnuczki jej wpisane odpowiednim kodem w moją bazę. Widzę, że teraz zmierza na obrzeża Gotham.

– Czy panicz Dick będzie nadzorował sytuację?- spytał Alfred, lecz Bruce odparł krótko, tonem zawsze panującego nad sytuacją:

– Wystarczy, że Kimberly kontroluje swoje życie … W wypadku zagrożenia uruchamia się specjalny program, zresztą zawsze jesteśmy w ciągłej gotowości … Na każdy przejaw zła, czy dotyczy on osoby fizycznej czy samego Gotham …

– Podchodzi pan niezwykle subiektywnie do swojej pracy- zauważył kamerdyner, patrząc wymownie na panicza- może warto czasem skonfrontować zagrożenia, jakie czyhają na młode kobiety …

– Moja wnuczka nie jest przykładem wiarołomnej osoby- odrzekł chłodno Bruce, marszcząc brwi- w równym stopniu jak każda osoba w Gotham zna wyczucie odnośnie skali przestępczości w tym mieście. Wie, czego się wystrzegać.

– Znowu ufa pan swojej intuicji- zaczął surowo Alfred- ona jest tylko dzieckiem, które potrzebuje ciągłego wsparcia …

– Nie jestem niedoinformowany, jeśli chodzi o życie!- Wayne walnął pięścią w ramię siedziska- Dick , Jason lub Tim w jej wieku poddawani byli takim wyzwaniom, że niejeden dorosły nie wytrzymałby tego !  Ona posiada wrodzoną podświadomość pokonywania wszelkich przeszkód ! Od wielu lat instruowałem moją wnuczkę w to, co niezbędne do przetrwania w postaci zagrożenia życia, więc nie jest cackiem zdatnym na szybką destrukcję !

Zapadła cisza. Bruce westchnął, patrząc na przyjaciela.

– Życie to nie bajka i każdy powinien umieć sobie z nim na swój sposób radzić- odrzekł nieomylny jak zwykle Wayne- jeśli okażesz bierność i słabość, nie masz po co szukać szczęścia …

– Leslie przewidziała, że pewnego dnia możesz doznać porażki, Bruce-odparł powoli Alfred, lecz Batman mu przerwał, cedząc każde słowo:

– Leslie Thompkins tak bardzo ufała swojemu zaangażowaniu w misję ratowania innych, że sama doprowadziła do nieszczęścia. Gdyby nie ona, Stephanie Brown by nie zmarła, a jej córka nie zostałaby sierotą ! Zresztą wiesz, że gdyby zdecydowała się pojawić w Gotham, bezzwłocznie zostałaby osadzona w Arkham!

– Nic nie wytłumaczy faktu, że doprowadziła do śmierci Spoiler- zaczął powoli Alfred- jednak niech pan nie zapomina, że Kimberly nie ma rodziców. Ale ma ojca swojej matki. Dlatego tak wierzy w pana misję.

Po tych słowach Alfred skinął głową i w geście zadumy odszedł.

Bruce Wayne siedział, skupiony i niezwykle mroczny, rozważając tylko to, co uznał za godne analizy.

Kim szła po piasku, czując jak piasek łaskocze ją w stopy. Było chłodniej niż rano, ale nigdy nie przywiązywała uwagi do klimatu. Jej długie, czarne włosy łopotały na wietrze, gdy zobaczyła w oddali wysoką postać chłopaka, o włosach tak ciemnych jak jej, który zbliżał się do niej, trzymając na ramieniu futerał od gitary.

– Witaj, Kim- rzucił krótko Oliver, siadając na piachu, co było jednak przykrywką, gdyż chciał sprawdzić, czy nie ma do czynienia z kolejną pustą panienką. Kim jednak znała tę skrytą mentalność wszelkiej maści facetów, więc spytała:

– Nie masz ochoty pochodzić po wodzie? Jest przyjemna pora !- spytała, uśmiechając się lekko- podobno żaden twardziel nie lęka się wody … o tej temperaturze !

Na dowód swojej słuszności rzuciła klapki na brzeg i wskoczyła do zalewu. Stała po kolana w wodzie, która była dość chłodna, jednak Kim nie dała po sobie tego poznać. Zaczęła się odważnie przechadzać, mimo iż strumień prądu wyzwalał w ogromne wyzwanie w jej  sile nóg.

– Radziłbym ci wyjść- powiedział Ollie, stojąc przy brzegu, gdy jego stopy zanurzyły się w chłodnym żywiole- każdy trzeźwo myślący człowiek wie, że można szybko być pokonanym przez naturę … Zwłaszcza, gdy- tu wszedł głębiej w wodę- testuje się na innych odwagę … a ja jestem zawsze gotowy do konfrontacji …

Kim spojrzała hardo na chłopaka i trzymała się pewnie podłoża, zwłaszcza że breja zalewu sięgała już jej bioder. Nie była osobą, która łatwo rezygnowała.

Nagle popołudniowe słońce w Gotham zaszło gwałtownie. Niebo zrobiło się momentalnie szare, a woda zaczęła wzbijać fale.

– Co do cholery- zaczęła wnuczka Wayne’a, spoglądając na nagłą zmianę pogody, gdy wiatr uderzył ją w plecy, powodując upadek. Żywioł zwykłego zalewu, który na co dzień był kąpieliskiem, zaczął przypominać wzburzone morze.

– Kim!- krzyknął Oliver, po czym bezzwłocznie dał nurka w odmęty, chcąc dostać się do dziewczyny, która znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Doskonale widząc pod wodą , zauważył Kim, której stopa zaplątała się w jakieś kłębowisko wodorostów. Nastolatka miała powietrze, zdążyła ja złapać przed zniknięciem w odmętach. Oliver czuł, że super moce wróciły. Z zadziwiającą szybkością i prędkością wydostał Kimberly z pułapki i trzymając ją w ramionach, wybił się w górę, chcąc się znaleźć poza zasięgiem wody. Umiał latać, jednak nie umiał tego kontrolować. Widział zalew z mikroskopijnej odległości, lecz nagle przestał czuć kontrolę w ramionach i całym ciele i trzymając mocno Kim, runął w dół z przerażającą szybkością. Nagle, tuż przed zderzeniem, odzyskał moc i zawisł z nastolatką. Regulując swój lot, osiadł z nią na piasku. Kim była nieprzytomna, więc wykonał szybko sztuczne oddychanie. Miała takie delikatne usta, pachniały wanilią. Gdy wypluła wodę, poczuł ulgę.

– To ty zmieniłeś pogodę w katastrofalny żywioł?- spytała Kim, gdy opanowała suchość w swoim gardle spowodowana chwilową obecnością wody z zalewu. Dziewczyna przyłożyła rękę do klatki piersiowej.

– To nie ja jestem odpowiedzialny za ten stan- odparł szybko i ostro Oliver- to pewnie robota Mr. Freez’a, który uciekł niedawno z Arkham !

W jednej chwili zaklął cicho, gdyż ujawnił poufną informację, jaką usłyszał gdy Clark rozmawiał z Lois.

– Zapewne szybko trafi do niego powrotem- odrzekła Kim, czując chłód na ciele. Ollie dostrzegł niedaleko swoją koszulę flanelową, którą porzucił, wchodząc za dziewczyną do wody. Szybko zerwał się na nogi i chwycił ją, nim porwał ją wiatr. Nałożył na ramiona Kimberly to odzienie, dodając:

– Może to nie najwyższy komfort, ale będzie ci cieplej …

– Dzięki- odparła, otulając się koszulą. Jej mokre włosy stanowiły kurtynę dookoła dziewczyny, które zasłaniały teraz jej twarz. Ollie odgarnął kosmyki z buzi Kim, lecz ta zareagowała natychmiast. Odsunęła się, patrząc ze złością na chłopaka.

– To, że mnie uratowałeś, nie daje ci upoważnienia na nic więcej- warknęła, lecz zaraz potem dodała łagodniej:

– W sumie dzięki za ten ratunek …

– Nie bałaś się ryzykować, wchodząc do wody- odrzekł Oliver, uśmiechając się do Kim, lecz zachowując dystans, tak jak chciała dziewczyna- jesteś niezwykle odważna, ale i masakrycznie uparta …

– To coś, co w sobie lubię- powiedziała  Kim- nie potrafisz kontrolować swoich mocy?

Ollie spoważniał, widząc, iż zdążyła zauważyć ten fakt i odkryć jego tajemnicę.

– Zacząłem to mieć niedawno- odrzekł beznamiętnie, ciskając kamień daleko w zalew- nad paroma rzeczami mam władzę, jednak niektóre mają wiele poziomów i wtedy jest nieco trudniej … Widzę, że jesteś zorientowana w tym temacie. Ty jesteś jakąś superbohaterką?

– Można nazwać samozwańczą- zadrwiła Kim- pewna osoba z mojego otoczenia uważa, że to nie supermoce czynią cię bohaterem, ale doświadczenie w tej kwestii i silnie rozwinięte percepcje umysłu … Jednak dla mnie ktoś jest bohaterem, gdy w sposób bezinteresowny poświęca wszelkie przyjemności i pragnienia na rzecz innych, jednak nie rezygnując z rodziny …

– Rodzice nie mają dla ciebie czasu?- spytał Ollie, marszczą czoło, lecz Kim odparła szybko:

– Moi rodzice nie żyją … W każdym razie matka, nie znam tożsamości ojca … Moim adopcyjnym opiekunem jest mój dziadek, jednak on całe życie poświęca się wytaczając wojnę wszelkiej maści przestępcom …- odrzekła posępnie Kim.

– Jest policjantem lub kimś w tym rodzaju?- spytał młody Kent, a dziewczyna wstała, mówiąc krótko:

– Tak, jest policjantem …

Olivier wstał i stanął bezpośrednio obok Kim:

– Jesteśmy ulepieni z podobnej masy … Moi rodzice również nie żyją, wychowali mnie dziadkowie … Matka zmarła, zamordowana przez ojca, on sam skończył tak, jak jego mentalność … Pieprzony gnojek …

Kim odwróciła się, a włosy pofalowały jej na lewą stronę. Wiatr swym żywiołem uderzył drugi raz i dziewczynę straciła równowagę. Olivier złapał ją, a ona wsparła się dłońmi na jego mocnych ramionach. Spojrzeli w sobie oczy. Kim poczuła, jak ogarnia ją dziwne uczucie. Ramiona młodego Kenta sprawiły, iż nie czuła się już taka samotna i wyobcowana, miała poczucie bezpieczeństwa, którego nie dał jej nawet Bruce Wayne. Olivier popatrzył na jej twarz. Miała duże, niebieskie oczy z długimi rzęsami, pełne i kształtne usta … Nie mógł się powstrzymać, ta chemia była silniejsza. Chłopak przechylił głowę i musnął wargi Kimberly.  Dziewczyna miała zamknięte oczy, brwi lekko ułożyły się w linię, oddającą sprzeciw temu, co teraz zaszło. Jednak ten pocałunek pozostawił niedosyt. Poddała się mu drugi raz, gdy Oliver spróbował ponownie. Jej ręce spoczywały na ramionach chłopaka, on przysunął ją bliżej do siebie. Całowali się przez dłuższą chwilę, gdy Ollie przestał, zdobywając się na proste wyzwanie:

– Jesteś niesamowitą dziewczyną, Kimberly … Nie chciałbym, byś następnym razem dała mi kosza, gdy teraz poproszę cię o następne spotkanie …

– Możemy się umówić- powiedziała szybko nastolatka, a Ollie uśmiechnął się i porwał ją w ramiona.

-Mówiłeś, że Freeze zmienił pogodę- powiedziała Kim, gdy Kent postawił ją na ziemi, kończąc obrót .

– Zaprojektował symulator pogody, który wcześniej dobrze ukrył- odparł Ollie, czując, jak wiatr się zmaga- tyle wiem od … pewnej osoby. Niestety nie mogę powiedzieć ci zbyt wiele.

– Twój dziadek to Clark Kent- odparła cicho Kim, otulając się szczelniej koszulą- znam jego pochodzenie … Jest Supermanem …

Olivier opuścił ręce, a Kim wiedziała, że szczerze go zszokowała. Spojrzała na niego i odwróciła się, idąc w stronę wyjścia, na trawę.

– Tak, masz rację- odrzekł młody Kent, doganiając koleżankę- jednak to bardziej skomplikowane, niż ci się zdaje.

– Nie musi zdawać- odparła Kim, patrząc mu prosto w oczy- znam ten świat pełen tajemnic. On sam jest moją sekretną częścią.

– Twój dziadek jest jakimś herosem?- spytał stanowczo Oliver, podnosząc do góry jedną brew- też wymusza na tobie dyskrecję?

– Ja go nawet wcale nie znam- odrzekła obojętnie, wkładając buty- ani on nie zna mnie … Nie uczestniczy w moim życiu, poświęca się celom wyższym …

– Chroni ludzkość?- spytał Ollie, a Kim nie chciała na niego spojrzeć. Miała zmarszczone brwi i poważny wyraz twarzy.

– Może kiedyś wyjdzie ze swej obsesji prawa i porządku- odrzekła- teraz jednak nie jest to możliwe …

Nagle Kim i Olivier usłyszeli wybuch w oddali. Dziewczyna spojrzała w tamtym kierunku, słysząc krzyki ludzi.

– Coś się tam dzieje!- powiedziała szybko- trzeba to sprawdzić !

– Może ci grozić niebezpieczeństwo- odparł stanowczo Ollivier, kładąc rękę na ramieniu- więc pozwól, że odprowadzę cię …

– Przeżyłam niejeden szok w moim życiu- warknęła Kim- więc nie będziesz mi mówił …

– Od tego są super bohaterowie- powiedział chłopak- oni nie lubią, gdy narusza się ich zasady …

Kim spuściła wzrok. Zbyt dobrze znała te słowa. Bruce nie lubił samozwańczych bohaterów, zwłaszcza, iż mogą bardziej namieszać niż pomóc.

– A jeśli nikt się nie zjawi?- spytała, kładąc nacisk na tym słowie, choć wiedziała, iż Batman już od dawna jest na miejscu.

– Trzeba respektować pewne reguły- Ollie spojrzał na Kim, dotykając jej podbródka- w każdej hierarchii istnieją zasady, które są świętym sacrum w danej grupie.

– Mówisz jak jakiś znawca- zaśmiała się z lekką ironią dziewczyna- herosi lubią także doceniać tych, którzy ryzykują dla kogoś w sposób bezpośredni, narażając się tym samemu na zgubę ! Ja nie uznaję żadnych zasad, które mogą doprowadzić do czyjejś śmierci ! Musimy ruszać !

Ollie przyglądał jej się spod zmarszczonych brwi. Wiedział, że nie przekona nastolatki. Musiał przestać oponować.

– Skoro tak uważasz- młody Kent skinął głową- ale musimy ruszyć nie rzucając się w oczy … Pojedziemy jakimś autem !

– Chcesz dokonać kradzieży?- Kim spojrzała na niego z oburzeniem- tu się liczy każda sekunda ! Odpal się w górę, bo za piętnaście minut będziemy liczyć trupy na ulicy !

– Dobra, ale muszę cię trzymać w ramionach- odrzekł Kent, podchodząc do dziewczyny. Kim pozwoliła się wziąć na ręce, pilnując, by mentalność fizyczna Oliviera nie zaszła za daleko i po chwili chłopak wybił w górę, kierując się w stronę miejsca, skąd dochodziły sygnały kataklizmu. Po chwil usłyszeli wybuch, który rozsadził najbliższy wieżowiec. Jego fundamenty poleciały w górę, Olivier w ostatniej chwili uniknął zderzenia z jednym z bloków. Kim wpiła się paznokciami głębiej w ramiona chłopaka, przygotowana na upadek. Jednak Ollie zachował równowagę i po chwili wylądowali na posadzce. Mr. Freeze, który  kiedyś był wybitnym naukowcem, znajdował się na jakimś budynku i za pomocą swojego urządzenia rozsyłał szczątki tego, co zdołał zniszczyć.

– Zabiję cię, sukinsynie !- wołał niczym opętany Freeze, nakierowawszy swoją maszynę na przemieszczający się bezszelestnie cień. Przestępca wypalił działo, którego ogromny blok asfaltu był wycelowany w ów obiekt. Ładunek nie przebył połowy drogi, gdyż Batman odbił się od ziemi i celnym kopnięciem zmienił jego kierunek, czego rezultatem rozbił się na murze, strumieniem ognia ukazując swoją destrukcję.

Kim zauważyła, że nigdzie nie było Dicka. Bruce Wayne działał w pojedynkę.

– Twoja władza jako stróża tego miasta dobiegła końca !- Freeze wycelował następne ładunki, nie patrząc, gdzie one lecą.

Batman usiłował się dostać na sklepienie budynku, gdzie stał szaleniec, jednak sople ognia uniemożliwiały osiągnięcie celu. Nietoperz zacisnął żeby i ze swego pasa wydobył jakąś fiolkę. Okręcił się, wykonując wiatr i rzucił ładunek w kule ognia, które z trzaskiem zabarwiły się na niebiesko i potem wybuchły, a fasada, na której stał przestępca, zawaliła się. Mr. Freeze poleciał do dołu, ze swoją maszyną, wrzeszcząc i klnąc wniebogłosy. Batman szybko przemierzył zawalisko i dotarł do przestępcy. Freeze wydostał się właśnie na powierzchnię, z ulgą stwierdzając, że nie doznał żadnych obrażeń i jego maszyna ocalała. Już miał do niej iść, gdy silnym ciosem w szczękę został powalony na ziemię. Przestępca został podniesiony za kołnierz przez Mrocznego Rycerza, który potrząsnął nim, cedząc ostro:

– Gra skończona, Freeze ! Zrób pożytek ze swoją zabawką, bo wersja, w której wracasz do Arkham, będzie boleśniejsza o szczegóły!- tu odrzucił ze wstrętem przestępcę, który wylądował na plecach, wzniecając kurz. Ten podniósł się na łokciu, uśmiechając się w ohydnym grymasie:

– Myślisz, że to uczynię? Prędzej umrę, niż zaprzestanę destrukcji tej planety ! I z miłą chęcią cię zabiję !

Batman podszedł do niego i kopnął go w goleń, a Freeze zaklął głośno.

– Nie lubię się powtarzać- warknął, zauważając, że przy uderzeniu przestępcy, z jego kostiumu wypadł pistolet. Wyjął bata rangę i cisnął nią w rzecz, którą Freeze nie zdążył się nacieszyć. Ostra jak nóż broń Nietoperza przecięła broń, która błysnęła i cicho wysypała z siebie pokaźny ładunek. Victor Fries wrzasnął z wściekłości i miał żądzę mordu w oczach.

– Zabiję cię, ty gnido, tak jak zabiłeś moją żonę !- wysyczał, chcąc się podnieść, jednak został powalony ciosem Nietoperza.

– Możesz wstać, ale tylko w jednym celu: powstrzymać działanie swojej maszyny- odrzekł zdecydowanie, z charakterystyczną chrypą Batman- inaczej odeślę cię do Arkham w kawałkach ! Co do twojej żony, zginęła przez twoją chorą obsesję dania nauczki tym, którzy kiedyś się z ciebie wyśmiewali ! Widziała jako jedyna w tobie dobrego człowieka, ale byłaby niepocieszona, widząc jak się staczasz na drogę wyrafinowanej zbrodni !

Na wątek o żonie, Freeze wydał z siebie zduszony okrzyk i rzucił się na Batmana, który chwycił przestępcę za ramiona i odepchnął . Szaleniec wyleciał w bok , boleśnie tłukąc sobie ciało. Jednak Batman nie triumfował zniweczeniem planów przestępcy. Był lekko zgięty, trzymał się za ramię, którego rękaw kostiumu był postrzępiony czymś ostrym. Batman miał zaciśnięte zęby, a gdy odjął wolną dłoń od skaleczenia, okazało się ze wnętrze ręki jest całe we krwi. Nietoperz był ranny. Batman, podparł się o ścianę, z trudem panując nad bólem. Wolne ramię ociekało ciemno bordową cieczą, rana wyglądała na głęboką.

Kim, która wreszcie odnalazła wejście do zamkniętego pola walki, dostrzegła Bruce’a, który znów próbował odzyskać swobodność ruchów. Dziewczyna podbiegła do niego, wołając:

– Batmanie, jesteś ranny !

– To nic poważnego- odrzekł Bruce przez zaciśnięte zęby, lecz Kim odparła ostro:

– Wręcz przeciwnie, rana jest głęboka ! Poczekaj- tu zdjęła z siebie koszulę Oliviera, rozerwała jej kawałek i owinęła nią ramię Batmana. Zrobiła to szybko i sprawnie, jakby ten fach od dawna wpojony.

– Ścisnęłam ci ramię, byś nie stracił dużo krwi- odrzekła z mocą dziewczyna, po czym zawołała:

– Oliver !

Nim jednak odpowiedział, Kim poczuła pchnięcie i upadła na posadzkę, podczas gdy Batman wykonał dwa lewe sierpowe Freezowi, a ten wreszcie poległ pokonany. Daleko za nim leżał nóż, którym wykonał obrażenia Bruce’owi, lecz przy ataku Mrocznego Rycerza wypadł mu z dłoni.

Po zadanych ciosach szaleńcowi, Batman syknął cicho, po czym spojrzał na ranę, która była przewiązana kawałkiem flanelowej koszuli. Powoli zaczynała przesiąkać krwią, na co Bruce Wayne zaklął:

– Do kurwy nędzy !

– Wezwałeś patrol?- spytała Kim, prostując i zerkając w stronę Freeze’a. Jednak tam, gdzie spoczywał przestępca, widniał ślad w postaci odwzorowania jego pleców na wapnie i pozostałym skupisku gruzu.

Dziewczyna obejrzała się na wszystkie strony, czując się odpowiedzialna za Bruce’a.

– O co chodzi?- spytał ostro Batman, a wnuczka odparła:

– Freeze zniknął !

– Pozostań na miejscu i nie waż się wykonywać nic, co mogłoby zaszkodzić tej rundzie- odrzekł stanowczo Nietoperz- dopuszczalne jest tylko to, co ci zalecę i chciałbym, byś dostosowała się do moich poleceń. Praca zespołowa to w tym momencie najważniejsza rzecz i okoliczności decydują, kiedy należy się do niej odnieść ! Czasami jej wymóg jest nieoczekiwany ! Rozumiesz?

– Tak- odparła Kim, myśląc o Olivierze. Gdzie on się do cholery podziewał?

– Stań za mną- rozkazał Batman, kontrolując rwanie w ręce i przybierając pozycję gotową do działania.

– Jesteś ranny i – zaczęła  wnuczka, lecz przerwał jej ostro:

– Już ! Komplikacje to kategoria, która prowadzi do zakłóceń wszystkiego ! A ja bardzo nie lubię utrudnień, do których mam określone postępowanie !

Jednym szybkim ruchem pchnął Kim na ziemię, powodując, że dziewczyna wpadła między plastikowe kontenery. Powód był jeden: natychmiastową reakcją uchronił nastolatkę przez atakiem noża o kilkudziesięciu centymetrach. Wbił się od razu w ziemię, niemalże do połowy swej długości. Inaczej jego tworem do zrobienia cięcia byłoby ciało wnuczki Batmana.

– Zostań tam, gdzie jesteś !- rozkazał Bruce dziewczynie. Sam analizował następne poczynania Freeze’a. Ten szaleniec miał arsenał noży, którymi chciał ich zaszlachtować.

– No, Victorze, nigdy nie tracisz motywacji. Jednak tu nie wykazałeś się niczym nowym- odrzekł Batman, przechadzając się po polu bitwy i trzymając się za ramię, którego rana osłabiała pewność kroków Bruce’a.

– No, załatwmy to wreszcie, Freeze- odezwał się Nietoperze beztroskim tonem, jakby rozmawiali przy piwie- widzisz, jestem ranny, więc to znacznie ułatwia sprawę !- w odpowiedzi na to kopnął z całej siły jeden z kontenerów, który nasunął mu się po drodze. Mając na oku Kim i wszystko dookoła siebie, czekał na odezwę szaleńca.

– To byłoby zbyt łatwe, gacku !- ten pełen ekscytacji głos dochodził zza pleców Batmana. Ten odwrócił się i ujrzał Freez’a,  na którego facjacie malował się uśmiech, jakby przed chwilą wygrał w totka. Batman zareagował natychmiast- miał już przygotowany plan negocjacji z tym psychopatą. Powód był oczywisty- Freeze obejmował ramieniem chłopaka, który przybył tu razem z Kim. Drugim łapskiem szaleniec przystawiał Olivierowi nóż do gardła.

– Zostaw go !- krzyk Kim spowodował, że Freeze zaczął się śmiać pustym, gardłowym tonem. Nożem naciął skórę swej ofiary, powodując zranienie i wypuszczenie stróżki krwi, która ściekła po podkoszulku Oliviera.

– Freeze, zakuty łbie, zostaw chłopaka i skup swą mentalność na mnie- odezwał się ostro i z twardo Batman- wreszcie możesz zrealizować swój plan, do którego dojrzewałeś latami ! Odstaw dzieciaka na bok i chodź po mnie !

– Większą satysfakcją będzie patrzenie, jak ten mały umiera i ty nic nie możesz zrobić- odpowiedział fanatycznie przestępca, a oczy mu się świeciły- ale … mogę go oszczędzić, jeśli zrzucisz swoją maskę !

– Nie rób tego !- zawołała z histerią Kim- nie słuchaj tego szaleńca ! Wystawia nas wszystkich na próbę !

– Ta dziewczynka ma idealny zmysł psychologiczny- zaśmiał się ironicznie Freeze, bardziej zginając ramię i utrudniając Olivierowi oddychanie- mogłaby wiele osiągnąć jako prokurator okręgowy albo dobry glina !

– I zrealizuje to, nawet Harvard będzie skromny do jej potencjału- warknął młody Kent, jednym ruchem wyswobadzając się z uścisku szaleńca i szybko rozprawiając się za nim za pomocą wyuczonych lewych sierpowych i dodatkowych chwytów w walce. Przestępca wykonał dwa podrzuty do góry i po chwili zaległ  w ziemi, robiąc w niej dół za pomocą silnego ciosu Oliviera.

– I nigdy więcej nie waż się mnie dotykać- wycedził chłopak, podnosząc Freeze’a za kołnierz- jedziesz jak najgorsza menda, z którą nawet podrzędna hałastra nie chce mieć nić do czynienia !

– Ollie, wystarczy- głos Kim był stanowczy, czuł na karku jej spojrzenie- zajmą się nim władze porządkowe Gotham …

Młody Kent spojrzał z obrzydzeniem na Freeze’a, po czym cisnął nim o podłogę. Przestępca wylądował wśród zniszczonych kartonów, które zamortyzowały jego upadek i uczyniły go lżejszym dla jego tylnych proporcji.

– Wykazałeś się sprytną sztuczką manipulacji- oświadczył chłodno Batman, podchodząc do Oliviera- jednak podstawienie własnego życia jako punktu wstępnego to rażący błąd, zwłaszcza jeśli nie jest się pewnym dalszego zwrotu wydarzeń. Radzę przemyśleć konwersację – tu szparki jego oczu zwęziły się, gdy wzrok spoczął mu na szyi chłopaka, a spora rana wskutek noża sączyła powoli krew, zaś wskutek gwałtownych ruchów Kenta skóra mogła się naderwać a skaleczenie rozszerzyć.

– Życie uczy, jak odnieść się do tego, co jest pod ręką- odrzekł Olivier- a że byłem tu obecny, można odnieść się do standardu: co robi czujny ojciec pilnujący córki, gdy ta spotyka się nie z tym, który zapewni jej przyszłe dziedzictwo ! Czasem sytuacja wymaga największego ryzyka, ale przynajmniej jedno istnienie może uratować kilka.

– Istotnie- Mroczny Rycerz patrzył ze skupieniem na Freeze’a, a Kim wiedziała, że coś analizuje- obeznanie godne samego herosa. Jak się tutaj dostaliście, skoro wszystko jest zawalone?

– Jakoś się dostaliśmy- wnuczka stanęła obok Olviera- są różne tunele …

– W tym miejscu dostęp ma tylko jeden kanał i tunel, jednak potrzeba dokładnych instrukcji, by go zlokalizować- oczy Batmana zwęziły się- poza tym wskutek ostatniej eksplozji Freeze’a już raczej nikomu się  nie przysłuży i to na długo.

– Do czego zmierzasz?- spytał ostro Ollie, czujny jak zawsze, gdy ktoś wkraczał w sprawy nieistotne dla tego osobnika – węszysz kolejną teorię spiskową? Wystarczy, że oczyszczasz Gotham z takich śmieci jak Freeze, licencja detektywa ograniczy twój szósty zmysł, więc odradzam pójście na całość.

– Dwójka dzieciaków może być zagadką dla funkcjonariuszy prawa- odrzekł stanowczo Batman- dobiorą się wam do skóry i do waszych rodzin, a jeśli zaczną podejrzewać, że mieliście związek z tą sprawą, będziecie mieć własną kartotekę. Za dziesięć lat będziecie mieć problem z podjęciem pracy, a wasze twarze będą w komputerowej bazie kryminalnej i wystarczy że odwalicie czystą amatorszczyznę, a gliny będą wiedziały kto za tym stoi.

– Podpieprzysz nas?- spytał Olivier, marszcząc czoło- aż tak jesteś wpływowy, że odskakujesz od własnych zasad i postępujesz jak szpicel?

Ledwie padło ostatnie słowo, silne ramiona Batmana przygniotły Kenta do muru. Nietoperz trzymał chłopaka za poły bluzki, zbliżywszy swoją twarz do jego.

– Posłuchaj, smarkaczu- wycedził- gdyby ode mnie zależało, już byś siedział w pierdlu i czekał na kaucję, która nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie masz pojęcia o robocie, jaką wykonuję, zamknij dziób i wkuwaj na sprawdziany. A prawdziwy jeszcze nie raz przeżyjesz, więc winszuję  doświadczenia, które brzmi głupota.

Batman puścił Oliviera, a na koszulce widać było krew, która płynęła Nietoperzowi z rany. Mroczny Rycerz oddalił się, a w tle słychać było wycie syren.

– Uciekajcie, już !-  odrzekł ostro Batman, a Ollie skinął na Kim i oboje wycofali się daleko, a gdy nie było żadnych świadków, chłopak z nastolatką w ramionach, wzbił się w powietrze.

– Bruce, jesteś nierozsądny- komisarz Barbara Gordon patrzyła na swego przyjaciela, który siedział na leżance w swej pieczarze i ze skupieniem obserwował, jak Alfred opatruje mu ranę. Kamerdyner zdążył już usunąć zanieczyszczenie i teraz zszywał naderwaną skórę.

Jego przyjaciółka od dawna uważała, że za bardzo ryzykuje zdrowiem. Przecież nie był już młody …

– Nie liczą się rany odniesione na bitwie, lecz doświadczenie i poznanie słabszej mentalnej strony przeciwnika- odparł z lekkim poirytowaniem Wayne, syknąwszy, gdy poczuł, jak miedziana ostrość igły uderzyła nie w ten punkt, co potrzeba. Kropelka krwi wypłynęła z miejsca, która doznała lekkiego zranienia, lecz Alfred poddał ją dezynfekcji.

– Nie jesteś młodzieńcem, który może zaryzykować, zwłaszcza takim, który ciągle bazuje na kwestii „ Wejdę i wyjdę tak, jak stoję”- głos pani komisarz był stanowczy, gdy stanęła nad swym przyjacielem, a szkła jej okularów błysnęły ostrzegawczo- w dodatku wszyscy się o ciebie martwimy …

– Wiesz, że nie zniosę aluzji dotyczącej mojego zdrowia- uciął ostro Wayne, wstając gwałtownie. Popatrzył na nitkę, która dyndała od jego zaszytej rany. Chwycił za jej koniec i oderwał irytujący go kawałek. Szczęśliwie nitka złamała się w połowie końca od rany i upadła na posadzkę, wiedziona wściekłością Bruce’a.

– Możesz powiesz mi, bym zaczął się rozglądać za nowym Batmanem?- spytał z sarkazmem Wayne, opierając się na blacie w pobliżu klawiatury od swego genialnego komputera.

– Sądzę, że nie byłoby to głupie- Barbara Gordon podeszła do przyjaciela i położyła mu rękę na ramieniu.

– Zupełnie nic nie rozumiesz- westchnął mężczyzna, prostując, a jego umięśnione ciało rysowało się idealnie pod kostiumem- Gotham potrzebuje Batmana, zwłaszcza że moje doświadczenie sprzyja zmniejszeniu się przestępczości w Gotham ! Przygotowanie nowego Batmana to zajęcie, które trwałoby latami, poza tym żaden niesprecyzowany do tego nie będzie nosił mojej maski ! na nią trzeba zasłużyć !

– Swoje doświadczenie możesz przekazać temu, kto według ciebie nada się na to miejsce- głos Gordon był optymistyczny- życie nie kończy się dzisiaj, Bruce …

– Dla wielu kończy się dzisiaj- Wayne spojrzał chłodno na swoją przyjaciółkę, ignorując pokrzepiającą wieść- wiele mafijnych gangów szykuje sprzątnięcie swych bossów, którzy za bardzo wchodzą w tyłek grubym rybom, którzy mogą odciąć główne źródła ich dochodów … Im mniejsze ryzyko, tym lepsze. Dlatego jeśli mam przyjąć nowicjusza, nie wiedząc, czy sprawdzi się jako moja młodsza kopia, a co gorsza powiernik tak olbrzymiego sekretu, wolę sam ciągnąć to brzemię !

– Kiedy powiesz Kimberly o jej babce?- Barbara poruszyła temat, którego Wayne unikał za wszelką cenę- Diana od dawna chce, by dziewczyna dowiedziała się, że pochodzi w prostej linii od Amazonek.

– Ustaliliśmy z Dianą jasne zasady- odrzekł zimno Bruce, patrząc na komisarz Gordon spod zmarszczonych brwi- posyłając Nicole na Ziemię, to tak jakby powierzyła ją mnie, a przede wszystkim własnej woli naszej wspólnej córki. Ona ryzykowała ciałem, duszą i życiem na to, co może się stać i co wcale nie jest nieuniknione. Diana zna zasady bycia super bohaterem, wie, że jeśli ktoś bliski nam ginie, to tylko i wyłącznie z własnego poświęcenia. Nikt nie ma o to pretensji. Byłeś, ale wybrałeś taką opcję i koniec, nic tego nie zmieni. Z każdym promieniem porannego słońca w Gotham wstaje nowe wyzwanie.

– Ale Nikki nie wiązała swojej przyszłości z Gotham- sprostowała Barbara Gordon- była tu gościnnie, chciała wypełnić swoją misję, ale została zaatakowana i dotkliwie pobita, życie jej dziecka było zagrożone ! Chciała nadal służyć sprawiedliwości, jakiej poddała ją Diana, nie planowała przecież własnego pogrzebu ! Bruce, czy takie rzeczy się dla ciebie nie liczą?!

– Posuwasz się momentami za daleko- wycedził Wayne, mrużąc oczy- gdybym nie znał cię dobrze, pomyślałbym, że za wszelką cenę chcesz wywołać u mnie uczucia, które posłużą na zmiękczenie moich zasad. Zresztą nawet jeślibyś próbowała, wiesz, że nigdy nie ugnę się pod żadnym wpływem !

– A twoja wnuczka?- córka Jamesa Gordona, podniosła do góry jedną brew- kiedy ostatnio pochwaliłeś jej świadectwo? Co o niej wiesz oprócz tego, że jest twoją jedyną najbliższą krewną?

– Dlatego nigdy nie zdecydowałem się na posiadanie rodziny- odrzekł krótko i dobitnie Bruce, patrząc na swą przyjaciółkę i zbliżając się do niej- zaś kobiety, z którymi się wiązałem, szybko stawały się przeszłością, gdyż nie mogłem ich uzależniać od mojej roboty. A przede wszystkim ich życia, faktu, że mogą stać się celem ataków ze strony przestępców. Bycie Batmanem to nie kaszka z mleczkiem- tu dotknął podbródka Gordon- i ty dobrze o tym wiesz, Barbaro.

– Przez to nie masz własnego życia- kobieta się cofnęła, marszcząc brwi- dlatego odeszłam, usunęłam się w cień, a bycie Batgirl spoczęło na innej. Zostałam żoną Sama Younga i zostałam matką bliźniaków. Brenda i Brandon są moim największym szczęściem, tej radości nie zamieniłabym na nic innego. Zaś ty masz tylko tę pieczarę i Alfreda- tu spojrzała zimno na Bruce’a- który jednak nie będzie z tobą na wieczność. Zaprzepaściłeś swoją szansę na sukces, którym byłaby rodzina.

– Szczęście to pojęcie względne, dziś trudno je osiągnąć, nie rezygnując z czegoś- Wayne potarł ręce, jedna o drugą, jakby w jaskini panował względny chłód- ty odeszłaś z Bat-zespołu i poświęciłaś się rodzinie, jednak nie można odejść, ot tak ! To jest test na twoją wytrzymałość i odporność. Jeśli czujesz, że nie dajesz rady, polegnij z honorem aniżeli wycofujesz się w tym momencie, gdy Gotham najbardziej cię potrzebuje. Nigdy nie rzuciłbym ani nie ograniczył sprawy, której poświęciłem całe życie. To zawsze będzie od ciebie zależne, czy tego chcesz czy nie. Każdy w życiu wypełnia swoją rolę społeczną. Moją jest bycie Batmanem.

– Nie mówiłam ci, byś się wycofywał- Barbara Gordon westchnęła i spojrzała na czubki swoich pantofli- mówiłam : ogranicz to i oddaj się pragnieniu bycia ojcem, mężem. Rozkoszuj się życiem, czuj zadowolenie …

– Uleganie własnym pragnieniom to cel zgubny !- huknął Bruce Wayne, jednak to nie wywołało na komisarz żadnego wrażenia. Zbyt dobrze znała tego faceta-jego spokojne czy gniewne pomruki od lat były dla niej czymś zwyczajnym.

– Moje życie to pilnowanie porządku w Gotham- odrzekł Batman, tonem nie wyrażającym emocji. Spoglądał przed siebie, zastanawiając się nad czymś.

– Gdzie jest Kimberly?- spytała Barbara, zerkając na zegarek- miejmy to już za sobą, Bruce …

– Alfred ją poinformował, już idzie- powiedział Nietoperz, lustrując wzrokiem zielony punkcik na monitorze. Pokazywał, że wnuczka Wayne’a była tuż tuż.

W końcu weszła, a na widok komisarz zmarszczyła lekko brwi.

– Kimberly, chciałam się dowiedzieć od ciebie, co wiesz na temat młodego mężczyzny, który ci dziś towarzyszył- Gordon spojrzała łagodnie na dziewczynę.

– A kim on może być?- żachnęła się nastolatka- jest zwykłym luzakiem, który za dnia zakuwa do egzaminów, a nocą wysila się, pisząc nawet ambitne teksty do własnego zespołu. I choć nie przebili się jeszcze niczym, uparcie wierzy w sukces.

– Nie o to mi chodzi- komisarz uśmiechnęła się lekko- czy on przy tobie przejawiał jakieś super moce?

– Jeśli masz pytanie, Barbaro, czy jest typem Super hero, to wystarczy, że spytasz się o to mojego dziadka- odparła krótko Kim- zna jego rodzinę od podszewki. Ten chłopak nazywa się Olivier Kent i jest wnukiem Supermana.

– To młody Kent?- Gordon była lekko zaskoczona- no dobrze, ale …

– Nie przejawia żadnych super mocy- powiedziała pewnie dziewczyna- sam czułby się wnukiem swojego dziadka, gdyby posiadał jego nieziemski potencjał. Niestety jest zwykłym śmiertelnikiem, jak jego babka mimo genów Kryptończyka.  Ale super moce to nie wszystko, liczy się wnętrze, a Ollie je posiada.

– Nie obchodzi nas charakter pana Kenta- odezwał się stanowczo Bruce- ale interesuje nas, czy nie łamie prawa, jakie obowiązuje super bohaterów. Każdy przestrzega pewnych reguł, a tych musimy skrupulatnie przestrzegać.

– Jakie to prawo?- spytała Kim, patrząc nieufnie na Wayne’a i komisarz Gordon- chociażby to główne, podstawowe?

– Personalia osoby, która jest herosem to sprawa całkowicie tajna- odrzekła Barbara- ale jej super moce muszą znaleźć się we właściwej rubryce. Wtedy znamy jej możliwości i wiemy do czego się odnieść, gdy wystąpi problem. Łatwiej wtedy zapobiec nieprzyjemnościom ze strony chociażby wierzycieli, którzy będą cię nękać bo porywem ognia zniszczyłaś im kemping i nowy samochód. To przykład. Jeśli sytuacja sama zaistnieje, logicznym jest, że super bohater musi jakoś temu zaradzić, obronić siebie, a czasem i ludzi w okolicy.

– Zaś może nieprzyjemności mieć ten- tu odezwał się Bruce Wayne, stojąc twarzą w twarz z wnuczką, choć ze znacznej odległości- który nie jest zarejestrowany jako heros, a używa swobodnie swoich super mocy, mimo iż nie zostały one rozpatrzone.

– Ollie nie ma żadnych super mocy- powiedziała twardo Kimberly, patrząc Batmanowi prosto w oczy- gdyby miał, od razu by je ujawnił. Przecież był ku temu stosowny moment, czyż nie,  dziadku?

– Kamuflaż, zwłaszcza gdy jest pod całkowitą kontrolą, ma na celu zmylić każdego- Bruce położył nacisk na każdym słowie- lecz mnie nikt nie oszuka, zwłaszcza jakiś dzieciak. Nie kwestionuję twojej wypowiedzi, Kimberly, gdyż wszystko samo wyjdzie na jaw. Pozostaje jedynie pytanie: czy chodzi tu o lojalność względem grupy rówieśniczej czy wobec stróżów prawa, którzy chcą dla niego jak najlepiej.

– Odpowiedziałam na twoje pytanie, Barbaro- odrzekła wnuczka Wayne’a, starając się mówić obojętnym tonem- masz jeszcze jakieś pytania?

– Nie, Kimmy- odparła komisarz Gordon- jednak jeślibyś się czegoś dowiedziała, daj mi znać, dobrze?

– Jasne- Kim skinęła głową i gdy przyjaciółka jej dziadka skinęła głową, pospiesznie opuściła pieczarę, wiedząc, że taki moment nie nastąpi z jej strony nigdy. Nie w przypadku Oliviera.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Kalendarium

Sonda

Najlepszy okładka (Dark Age):

Sonda

Najlepszy okładka (Bronze Age):