Finał, na który czekaliśmy

Nie da się ukryć tego, jak wielki wkład w historię gier na bazie licencji miała saga „Arkham” od studia Rocksteady (z gościnnym wkładem Warner Bros. Games Montréal). „Batman: Arkham Asylum” razem z kolejnymi częściami wywołało falę pozytywnych reakcji wśród graczy oraz fanów Mrocznego Rycerza. Bohater Gotham City został potraktowany z niezwykle dużą precyzją wraz z przeniesieniem wielu najważniejszych cech do medium, jakim są gry. Trudno zatem się dziwić, że „Batman: Arkham Knight” była jedną z najbardziej oczekiwanych produkcji tego roku. Rocksteady pracowało w końcu nad finałem co najmniej 3 lata.

„Batman: Arkham Knight” zabiera nas do Gotham City w rok po tragicznych wydarzeniach z „Batman: Arkham City”. Po śmierci Jokera, słynne miasto zmieniło się prawie nie do poznania, głównie za sprawą dużego spadku przestępczości. Wszystko przewraca się do góry nogami, gdy do Gotham powraca Scarecrow i grozi zatruciem swoim gazem strachu. Masowa ewakuacja powoduje, że w mieście pozostaje nieliczna grupa mieszkańców – w tym jego najwięksi złoczyńcy. Batman wraz z pomocą Oracle, Jamesa Gordona i innych musi stawić czoła zagrożeniu oraz tajemniczemu Arkham Knightowi, który wspiera misję Scarecrowa swoją armią oraz prowadzi zagadkową, osobistą wendettę przeciwko Mrocznemu Rycerzowi.

Finałowa część zobowiązuje. Rocksteady włożyło mnóstwo pracy, aby jak najdokładniej dopracować swoją mechanikę gry oraz dodać do niej nowe elementy, pozwalające jeszcze lepiej wczuć się w Batmana. Było to niezbędne, biorąc pod uwagę, jak wielką powierzchnię dostajemy do użytku. Oczywiście nie poruszamy się po całym Gotham City, ale na pewno jest to jego spora część, dużo większa, niż dotychczas. Ogromna przestrzeń pozwala wejść w skórę Batmana jak nigdy dotąd – atut ten z pewnością zadowoli najbardziej wymagających graczy, dla których pole do poruszania się w „Arkham Ciy” lub „Arkham Origins” było zbyt małe. Rocksteady ponadto wywiązało się ze swoich obietnic i w grze nie uświadczymy żadnych ekranów ładowania pomiędzy lokacjami. Jedynym minusem jest fakt, że fabularny wątek ewakuacji stał się dobrym pretekstem, aby miasto zostało wyludnione. Oczywiście kręci się w nim spora liczba przestępców, ale pustka jest odczuwalna. Dużą rekompensatą za opustoszałe momentami środowisko jest system misji pobocznych. Tak jak w poprzednich częściach, nasz główny cel nie jest jedynym. W dowolnym momencie możemy prowadzić jedno z kilku śledztw do wyboru. Spora część z nich spowoduje, że miasto jest jednak bardziej żywe, niż mogło się nam wydawać. Jak zwykle, czekają na nas złoczyńcy, których się nie spodziewamy (ja sam szczególnie ucieszyłem się na widok pewnego osobnika stworzonego przez jednego z moich ulubionych scenarzystów „Batmana”), a towarzysząca im fabuła jest nieraz równie ciekawa, co główny wątek. Poszczególne sprawy wprowadzają także nowe elementy rozgrywki podnoszące jeszcze bardziej poziom zabawy. Niestety, nie wszystkie dodatkowe misje można uznać za udane w przygotowaniu. Zredukowanie niektórych postaci do czasem nieznaczącej roli, albo wręcz odejście od jej autentycznego charakteru pozostawia pewien niesmak, którego już nic nie naprawi. Całe szczęście jest to tylko mały fragment pokaźnej liczby misji pobocznych, które w przyszłości będą jeszcze rozbudowywane w postaci dodatków dystrybucji cyfrowej.

Nowe elementy rozgrywki oraz rozbudowane wcześniej już wspomniane wątki pozwalają graczowi mocno uzupełnić dobór metod do zwalczania przestępczości i napotkanych wrogów. „Batman: Arkham Knight” przyniesie nam nieraz wiele trudnych momentów do przejścia, jednak odpowiednie przećwiczenie znanych nam taktyk z nowymi ruchami sprawi, że nieraz udowodnimy, na czy polega bycie Mrocznym Rycerzem. Największym atutem są tutaj nokauty z zastraszaniem oraz nokauty z użyciem otoczenia. Te pierwsze pozwalają nam na natychmiastową eliminację grupy wrogów, gdy nie są jeszcze świadomi naszej obecności. W ten sposób możemy bardzo szybko pozbyć się zagrożenia, albo zneutralizować część dużej, problematycznej grupy. Z kolei wykorzystanie otoczenia pozwoli nam nieraz wygodniej i sprawniej ukończyć uciążliwą bitwę. Są to elementy, które idealnie i ostatecznie uzupełniają umiejętności Batmana w serii „Arkham” wraz z wcześniej wprowadzonymi nokautami z krat, czy przy powieszeniu na gargulcach. Całość poszerza niesamowity tryb współpracy, kiedy Batmanowi towarzyszy Catwoman, Robin, czy Nightwing. Wspólne batalie lub cicha eliminacja przeszkód nie tylko zwiększają zabawę i zaangażowanie, ale także dają miejsce na pokazanie relacji głównego bohatera z innymi postaciami. Niestety, niezbyt często będziemy mieć okazję korzystać z pomocy współpracowników. Jest to element, który zdecydowanie mógłby pojawiać się częściej. Coś, czego jednak zupełnie się nie spodziewałem, to sposób, w jaki Rocksteady tym razem podeszło do walk z bossami. Tutaj praktycznie ich nie ma – tylko kilka starć zasługuje na to miano, co w porównaniu do „Batman: Arkham City”, czy „Batman: Arkham Origins” okazało się ogromnym krokiem do tyłu. W finale sagi zabrakło też map wyzwań. Zamiast nich, mamy do dyspozycji trening rozszerzonej rzeczywistości.

Oczywiście największą i chyba najbardziej oczekiwaną nowością był Batmobil. Słynny samochód Batmana był elementem, który Sefton Hill chciał ze swoją ekipą wprowadzić już dużo wcześniej, lecz ówczesne możliwości na to nie pozwalały. Finał był jednak idealną okazją do tego, aby powrócić do odstawianego na przyszłość pomysłu. Masywny wehikuł stał się w ten sposób integralną częścią rozgrywki, co jednocześnie stwarza jeden z większych minusów produkcji. Batmobil jest bowiem nie tylko pojazdem, który pozwala nam szybciej podróżować po ogromnej mapie Gotham City, ale stanowi również narzędzie do walki z armią Arkham Knighta. W całej grze usłyszymy wiele żartów z tego, że Batman jeździ czołgiem, a nie samochodem i nie jest to dalekie od prawdy. Tryb walki pojazdu bardzo często przysłuży się nam do eliminacji ogromnych zasobów bezosobowych dronów armii tajemniczego osobnika. Problem tej mechaniki polega na tym, że ogromna część naszego dążenia do celu będzie wysoce uzależniona od samochodu, który stał się też jednym z wielu gadżetów do użytku gracza. W ten sposób „Batman: Arkham Knight” przypomina bardziej grę wojenną. Całość nie byłaby problematyczna, gdyby nie fakt, że pojazd momentami zdecydowanie dominuje w rozgrywce i potrafi również zniszczyć intymność między bohaterami, która była dużo silniej odczuwalna w np. pierwszej odsłonie sagi. Oczywiście są również momenty, gdzie Batmobil dodaje ekscytujących wrażeń, chociażby w trakcie pościgów za złoczyńcami (osobiście, na tego typu fragmenty czekałem najbardziej).

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o (nareszcie) dużo lepszym wykorzystaniu faktu, że Batman jest także detektywem. Warner Bros. Games Montréal wprowadził do tej pory najlepszy system, który pozwolił nam rozwiązywać zagadki z perspektywy Mrocznego Rycerza. Tutaj znajdziemy jego ulepszoną wersję (niestety, wykorzystaną tylko raz) oraz kilka pochodnych jej fragmentów. Do atutów dochodzi także możliwość przeglądania nagrań video, które odpowiadają na niektóre pytania oraz pozwalają nawet zauważyć mrugnięcia oka puszczane w stronę fanów.

Główny wątek fabularny, tym razem przygotowany przez Seftona Hilla i małą grupy twórców (wspieraną przez Geoffa Johnsa z DC Comics), przynosi nam praktycznie wszystko to, czego oczekiwaliśmy po zamknięciu całej sagi. Kiedy już możemy odpuścić sobie realizację celów związanych z użyciem Batmobila, w końcu docieramy do tego, co czyni serię „Arkham” wyjątkową – relacje między bohaterami. Ten aspekt jest dużo ważniejszy niż w dotychczasowych częściach. Osobiście obawiałem się ponownie niezbyt ciekawie napisanych dialogów, z którymi Rocksteady ma problem od samego początku. W przypadku tej gry nadal można odczuć wspomniane niedogodności, ale widać też znaczną poprawę. Dzięki temu jesteśmy świadkami niesamowitej konfrontacji Batmana z jego największymi obawami i demonami. Rocksteady nareszcie przywróciło szacunek dla postaci Scarecrowa oraz pokazało, jak wielkim zagrożeniem może być dla Gotham i otoczenia Mrocznego Rycerza grając pierwsze skrzypce. Oczywiście równocześnie mamy tajemniczego Arkham Knighta, równie ważnego dla całej historii. Nie będę zdradzał jego tożsamości, ani kierował, kto może kryć się pod jego maską – każdy powinien móc to przeżyć po swojemu. Jest to o tyle istotna kwestia, gdyż dotyka delikatnej dla Batmana tematyki. Czy jego wątek jest solidnie przygotowany i zrealizowany? Zdecydowanie tak. Są oczywiście momenty, które dawały możliwości na lepszą budowę, ale w żaden sposób nie powstrzymuje od zaangażowania się w wątek Arkham Knighta.

Gracze przekonają się też wielokrotnie o tym, jak brytyjskie studio lubi bawić się formą oraz możliwościami gier komputerowych. Dzięki temu zobaczymy wiele ciekawych rozwiązań pod względem prowadzenia narracji, przedstawiania analiz przeżyć bohaterów i nie tylko. To oczywiście nie pierwszy raz, kiedy ekipa Seftona Hilla pokazała, na co ich stać pod względem innowacji – jednak tutaj widać wyraźny brak hamulców dla wyobraźni, przez co będziemy świadkami wielu angażujących i emocjonujących momentów.

Rocksteady przygotowało ponownie wiele niespodzianek dla graczy. Są to elementy, które wręcz nie mogły zostać pominięte w tak wielkim finale. Dzięki nim, seria sprawia wrażenie bardzo dobrej, zamkniętej historii i relacji Batmana z poszczególnymi postaciami. Szczególnie jeden wątek jest przepięknie zrealizowaną laurką, o której im mniej wiemy przed rozpoczęciem gry, tym lepiej.

Brytyjska ekipa twórców nie wszędzie jednak zabłysnęła, jeśli chodzi o przedstawienie pewnych bohaterów lub motywów. Ogromną bolączką w tym wypadku jest, momentami wręcz bezczelne, traktowanie postaci kobiecych. Rocksteady kilka razy obiecywało podkreślenie silnych ról bohaterek, jednak zapewnienia te nie znalazły odzwierciedlenia w końcowym produkcie. To nie pierwszy raz, kiedy studio zawodzi fanów w kontekście kreowania postaci po swojemu. Szczególnie sporo kontrowersji wywołał Bane, czy Harley Quinn. Ta problematyka utrzymuje się do teraz, przez co wrażenia z rozgrywki nie są tak dobre, jakbyśmy sobie tego życzyli. Niestety, nawet sam główny bohater – Batman – jest bardzo nierówno napisaną postacią w produkcji. Jego sposób działania momentami gwałtownie różni się od jego zachowania z poprzednich gier, czy znanego nam kanonu. Twórcy zaczęli stąpać po grząskim terenie, gdzie Mroczny Rycerz okazuje brak szacunku dla swoich współpracowników i nie stroni od tortur (!).

W „Batman: Arkham Knight” do swoich ról powrócili ulubieni aktorzy graczy i nie tylko. Pojawiło się kilka nowych nazwisk, aby nadać jeszcze wyższego statusu całej produkcji. To z pewnością nie ostatni raz, kiedy usłyszymy Kevina Conroya w roli Mrocznego Rycerza, a jego wkład w grę jest na bardzo wysokim poziomie. Co prawda kilka scen dawało odczuć, że zabrakło dobrego ukierunkowania w nagrywaniu dialogów, ale wszystko to rekompensują momenty całkowicie angażujące graczy. „Batman: Arkham Knight” to wyjątkowa produkcja, gdzie będziemy świadkami scen, których nie zobaczymy nigdzie indziej, dlatego gra aktorska jest tu szczególnie ważnym czynnikiem. Wcześniej wspomniany Kevin Conroy pierwszy raz od długiego czasu pokazał nam Batmana, który się boi, nie zawsze wie, co zrobić, lub kiedy staje w obliczu bardzo trudnej rozmowy. Cała reszta ekipy aktorów głosowych nie pozostaje w tyle. John Noble wcielając się w Scarecrowa stworzył prawdopodobnie najlepszy wizerunek tej postaci, jakiego kiedykolwiek byliśmy świadkami. Trudno również nie pominąć świetnej gry Wally’ego Wingerta. Jego Riddler od pierwszych gier stał na wysokim poziomie, jednak w „Batman: Arkham Knight” udało mu się powielić to wrażenie. Edward nigdy nie brzmiał tak szaleńczo i przekonująco. Podobną analizę można ciągnąć w nieskończoność – praktycznie każdy członek ekipy świetnie sprawdził się w swojej roli i nadał życia granym przez siebie postaciom. Pod tym względem finał sagi jest prawie krystalicznie czysty.

Do skomponowania muzyki do „Batman: Arkham Knight” powrócił Nick Arundel. Zabrakło jednak jego asystenta, Rona Fisha, którego zastąpił David Buckley. Jak łatwo można było się spodziewać, w trakcie całej produkcji usłyszymy liczne wariacje głównego tematu, który powstał pierwszy raz do „Batman: Arkham Asylum”. Całość sprawia, że pod względem muzycznym seria jest silnie ze sobą związana. Nie zabrakło oczywiście zupełnie nowych utworów. Kompozytorzy stworzyli niesamowitą ścieżkę dźwiękową, która wyraźnie mówiła nam, że mamy do czynienia z wielkim finałem, czymś, co stworzy podniosły nastrój i odda fakt ogromnego niebezpieczeństwa czyhającego na Gotham City. Arundel wraz z Buckley’em zadbali także o emocjonalną stronę gry, w ten sposób udowadniając, że saga „Arkham” potrafi także zaskoczyć nie tylko szybkimi, głośnymi i rytmicznymi partiami. Szczególnie warto wyróżnić motyw towarzyszący scenom, krótko mówiąc, zwiastującym niezbyt optymistyczne wydarzenia. Wtedy pojawia się dosyć rzadko używane w tej części pianino.

Niesamowite wrażenie robi oprawa graficzna. Długoletnia praca brytyjskiego studia zaowocowała w odświeżoną stronę wizualną. Jest to oczywiście naturalna kolej rzeczy przy przejściu na sprzęt nowej generacji. Postaci nabrały dużo bardziej rzeczywistych proporcji i wizualizacji, co najbardziej widać po samym Batmanie, czy Jamesie Gordonie. Najnowsze rozwiązania technologiczne Rocksteady wykorzystało też projektując szczegóły, które razem z innymi detalami tworzą niesamowity wizerunek Gotham City. Spływający deszcz po pelerynie Mrocznego Rycerza to chyba jeden z najbardziej hipnotyzujących widoków produkcji. Miasto Batmana ponownie stało się mieszanką współczesnych miast i gotyckiego stylu wprowadzonego przez Tima Burtona.

Finalną kwestią pozostaje oczywiście zakończenie. Najciekawszym faktem z nim związanym jest to, że daje duże pole do popisu, jeśli chodzi o interpretację. Jest to dosyć spora niespodzianka, biorąc pod uwagę poprzednie finały gier, które nie pozostawiały żadnej otwartej furtki dla wątpliwości. Wielka historia Rocksteady rozpoczęta w „Batman: Arkham Asylum” kończy się w satysfakcjonujący sposób, jednak zabrakło obecności kilku ważnych postaci dla tego uniwersum. Osobiście liczę, że dodatki w postaci DLC rzucą więcej światła na wydarzenia z finału. W obecnej formie mamy do czynienia jednocześnie ze znanymi rozwiązaniami w komiksach oraz czymś nowym od Rocksteady. Nie powinno to dziwić, gdyż brytyjskie studio budowało swoje uniwersum tworząc właśnie tego typu mieszankę.

Osobny akapit ponownie muszę niestety poświęcić wydajności produkcji z serii „Arkham” w wersji na komputery osobiste. Jak wszyscy dobrze pamiętamy, premiera „Batman: Arkham Origins” przyniosła niemały stres graczom z całego świata. Sytuacja powtarza się ponownie, a patrząc na relację odbiorców, jest dużo gorzej, niż poprzednim razem. Sam osobiście nie spotkałem się z żadnymi problemami, które nie pozwalałyby mi przejść gry. Prawdą jest jednak, że obecna forma tytułu posiada ogromne wymagania sprzętowe, wręcz niemożliwe do osiągnięcia, aby w pełni cieszyć się stroną wizualną na najwyższym poziomie. Trudno też nie zauważyć problemów z zajmowaną pamięcią.

Przejście „Batman: Arkham Knight” zajmie nam od 40 do 50 godzin.
Mowa tutaj o podstawowym trybie oraz przejściu wątku głównego wraz z misjami pobocznymi. Jest to o tyle istotne, gdyż tylko taki stan rzeczy pozwoli nam obejrzeć pełne zakończenie produkcji. Wiele czasu ponownie trzeba poświęcić na zagadki Riddlera. Po przejściu gry, kolejny raz czeka na nas tryb fabuły, gdzie doświadczeni gracze będą mogli rozpocząć przygodę od początku ze wszystkimi gadżetami, lecz z dużo wyższym poziomem trudności.

„Batman: Arkham Knight” istotnie jest wielkim finałem. Minusy produkcji w pełni nie zasłaniają tego, co Rocksteady chciało zaprezentować graczom. To nadal mocno angażująca historia, badająca relacje Batmana z jego współpracownikami, rodziną i złoczyńcami. Na pewno minie mnóstwo czasu, zanim ponownie będziemy mogli być zachwyceni na tak dużą skalę. Niesmak po kilku zmarnowanych okazjach będzie się niestety gdzieniegdzie utrzymywać. Nadużywany Batmobil i problemy z niektórymi postaciami może nie są gwoździami do trumny Rocksteady, ale z pewnością czymś, co studio powinno mocno przemyśleć, kiedy ekscytacja minie i przyjdzie czas na planowanie kolejnej gry, niekoniecznie związanej z Batmanem.

Plusy:

  • Niesamowicie rozbudowana rozgrywka, w tym tryb współpracy i nowe nokauty
  • Zaskakujące występy gościnne
  • Scarecrow oraz Arkham Knight
  • Relacja Batmana z jego największymi wrogami i obawami
  • Gra aktorska
  • Kolejna dawka sporej ilości easter eggów dla fanów komiksów
  • Satysfakcjonujący finał

Minusy:

  • Mnóstwo problemów z optymalizacją na komputery osobiste
  • Batmobil przejmuje zbyt dużą część rozgrywki
  • Prawie kompletny brak walk z bossami
  • Brak poszanowania dla niektórych postaci

Ocena: 4 nietoperki

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Cenega Poland.

Recenzował: kelen
Korekta: Karolina Jagodzińska

Forum