This is how the Batman died

Seria „Arkham” jest jednym z najjaśniejszych punktów w historii nie tylko istnienia postaci Batmana, ale także rynku gier wideo. Pierwsza część pojawiła się niemal znikąd i zrewolucjonizowała tytuły na podstawie postaci komiksowych, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardziej ambitne produkcje typu AAA. „Batman: Arkham Asylum” posiadało nie tylko świetną, grywalność, w pełni korzystając z umiejętności Batmana zarówno w walce, jak i skradaniu się, ale także bardzo sprawny, choć prosty scenariusz, bazujący na niezwykle intrygującym koncepcie. Dodatkowo można było również znaleźć mnóstwo ukrytych smaczków nawiązujących do komiksowej historii Mrocznego Rycerza. Ponad to, w dużej mierze dzięki sporej ilości zamkniętych lokacji, ta część nadal posiada najlepszy, najbardziej upiorny klimat, niemal jak z gry grozy. Ta wybuchowa mieszanka pokazała graczom jak olbrzymi potencjał drzemie w przekładaniu komiksów na konsole i komputery (inną sprawą jest już to, że żadna inna seria nawet nie zbliżyła się potem do poziomu marki „Arkham”).

Na całe szczęście otrzymaliśmy całą masę kontynuacji, które starały się powiększyć i urozmaicić zalety oryginału. Poczynając od kolejnego, świetnie przyjętego „Batman: Arkham City”, po z początku dość chłodno odebrane „Batman: Arkham Origins” (które jednak po naprawieniu większości problemów technicznych, stało się moją ulubioną grą w serii), na „Batman: Arkham Knight” kończąc. Jak więc poradziło sobie z tym zadaniem dzieło wieńczące trylogię studia Rocksteady?

W skrócie: słabo. Zacznijmy jednak po kolei, czyli od krótkiego streszczenia fabuły. Według producenta, gra opierać się ma głównie na walce Batmana z Scarecrowem, postacią nie widzianą w serii od oryginalnej części, która szykuje wielki plan ataku na Gotham i zemsty na Mrocznym Rycerzu. Pomagać mu ma zjednoczona koalicja wrogów, którzy po śmierci Jokera, mają być jeszcze większym zagrożeniem dzięki swojej współpracy. Gdyby tego było mało, do Gotham trafiła nowa uszata postać o imieniu Arkham Knight będąc równie tajemnicza, co, w zapewnieniach producenta, oryginalna dla mitologii Mrocznego Rycerza. Nowy złoczyńca sprowadza do miasta całą armię wraz z czołgami i dronami, aby rozprawić się z Batmanem, który jednak sam posiada własny as w rękawie – swój nowy Batmobil. Brzmi w miarę ciekawie, szkoda tylko, że nie wszystko z tego opisu jest prawdą.

Zacznijmy od postaci Scarecrowa, który pełni funkcję podobną do Hugo Strange’a z poprzedniej części, czyli od czasu do czasu jest głosem przypominającym o swoim istnieniu… i to by było mniej więcej tyle. Wielkim zawodem jest brak jakiejkolwiek umysłowej potyczki z tym przeciwnikiem. Naturalnie, można pokusić się o zdanie, że niejako cała gra takową jest. Jednak w przeciwieństwie do legendarnych starć z doktorem Crane’em z Arkham Asylum, tutaj nie wnosi to nic do rozgrywki. Ot, jego toksyna wywołuje w postaci głównego bohatera liczne halucynacje, ale również przez ich liczebność, przestają mieć one odpowiedni efekt. W grze jest jedna dość kontrowersyjna scena, która podzieliła fanów. Mnie niewątpliwie przypadłaby do gustu jako coś mocniejszego w serii, jednak była niesamowicie przewidywalna jako halucynacja i nie odniosła zamierzonego efektu. Sam John Noble w tej roli jest odpowiedni, ale jak wspominałem, poza mówieniem przez megafon ta postać nie ma żadnej głębi i niestety jej motywacja jest zrzucona na barki poprzedniej gry oraz kompletnie nie rozbudowana w finale. Zemsta na Batmanie za coś, co zrobił Killer Croc. Tak mniej więcej można podsumować przyczynę misternego planu szaleńczego doktora.

Jeśli chodzi o koalicję wrogów to jest to jedna z dwóch najbardziej fałszywych informacji podanych przed premierą przez producenta. Owszem, znajdziemy całkiem sporą ilość złoczyńców, ale poza krótkim udziałem w fabule głównej Pingwina, nic nie wskazywałoby na to, że wrogowie ze sobą współpracują. Każdy z nich działa na własną ręką, a Batman nawet nie wydaje się być ich celem. Wspomniany Pingwin jako jedyny dostarcza bronie milicji Arkhama Knighta, Two-Face natomiast rabuje banki, Riddler bawi się w swoje zagadki, kolejny przeciwnik po prostu morduje swoje ofiary, a jeszcze inny zmienia się w bezmyślnego potwora. I nie byłby to problem, gdyby przynajmniej Ci poszczególni wrogowie wprowadzali świeżość do rozgrywki, nowe walki z bossami i naprawdę ciekawą fabułę. Niestety, wszystkie misje poboczne z tymi postaciami są niesamowicie płytkie i nie dodają różnorodności, walk z bossami nie ma w ogóle, a fabuła jest zbyt krótka i nie daje satysfakcji. Dlatego najlepsza galeria wrogów w historii komiksu w tej grze zdaje się nie być żadnym zagrożeniem, a jedynie rzeczami, które Batman powinien zrobić. Naturalnie ktoś mógłby zwrócić uwagę, że już „Batman: Arkham City” miało problemy z misjami pobocznymi. I byłaby to prawda, ale w „Batman: Arkham Knight” to odczucie jest spotęgowane wielokrotnie – głównie przez brak walk z bossami, ale też fabularnie wypada to jeszcze gorzej. Wyjątkiem może być tajemniczy morderca, który zostawia ciała ofiar po całym Gotham, i być może dla niektórych graczy również Riddler… ale o nim mowa będzie później.

Najpierw chciałbym napomknąć o kolejnym problemie z grą czyli o postaci Arkham Knighta i jego milicji. Tożsamość tej postaci jest drugim kłamstwem producenta. Na ich nieszczęście większość graczy i tak domyśliło się, kto kryje się pod maską (sam napisałem tekst na parę miesięcy przed premierą, w którym przewidziałem kim jest osoba pod maską). Problem w tym jest taki, że na tej „tajemnicy” bazuje pierwsze 80% gry, natomiast gracz w tym czasie znacząco wyprzedza Batmana w domyśleniu się, o co chodzi i tak naprawdę bez emocji czekamy, aż główny bohater nas doścignie. Zamiast dać więcej miejsca na świetnych wrogów znajdujących się w produkcji, tracimy czas na wysłuchiwanie przechwałek i ciągłe ucieczki Arkham Knighta.

Jeśli zaś chodzi o jego milicję, to wprowadza jednak więcej złego, niż dobrego. Po pierwsze, jedyne urozmaicenia w typach przeciwników posiadają właśnie tylko członkowie armii Arkham Knighta, a nie zwykłe zbiry. Jest to problemem dlatego, że po pokonaniu milicji, w mieście zostaje tylko grupka przestępców nie zostawiająca nam jakiejkolwiek różnorodności. Po drugie, ilość czołgów jest drastycznie przesadzona. Nie chcę podawać procentów czasu jaki spędzimy w Batmobilu, bo nie da się tego podliczyć, ale moje odczucie mówi mi, że musiała to być ponad połowa całej zabawy, co tylko sygnalizuje, jak bardzo nużące były walki z czołgami. Owszem, wprowadziły nieco nowości do tej serii, ale ich ilość jest brutalnie przesadzona i męcząca. Wielu graczy będzie chciało wrócić do pokoi łowcy czy walki z wrogami, a gra im na to nie będzie pozwalała. Zwłaszcza w okolicy połowy fabuły głównej, gdzie musimy stoczyć jeden pojedynek za drugim. Po trzecie, ta część straciła przez to wszystko klimat poprzedniczek. Zamiast thrillera ze sztukami walki, dostaliśmy grę zrobioną przez Michaela Baya z wybuchami i fajerwerkami mającymi przysłonić mało oryginalny scenariusz oraz niedopracowanie wśród galerii wrogów.

Przechodząc do samej grywalności, zacznijmy od tego co prawdopodobnie będzie gwoździem do trumny dla wielu graczy, czyli Batmobil. Naturalnie są głosy od ludzi, którzy są zadowoleni z tego dodatku i lubią z niego korzystać, ale nawet najwięksi obrońcy tego pojazdu są zazwyczaj zgodni, że i tak było go za dużo. Mottem przewodnim gry było „Be the Batman”, ale po zagraniu można śmiało je zmienić na „Be the Batmobile”. Ilość walk z czołgami w samej fabule głównej jest przytłaczająca, a do tego dochodzą jeszcze misje poboczne zrobione tylko pod samochód. Jeśli chodzi o prowadzenie pojazdu, to jak wspominałem wcześniej, są osoby, którym przypadł on do gustu… ja niestety do nich nie należę. Batmobil prowadzi się dość średnio, natomiast przy misjach platformowych jest wręcz irytujący, bo jakakolwiek pomyłka i spadek często będą zmuszały gracza do cofnięcia się do samego początku i po raz nasty próbowania skoku z użyciem dopalacza, podczas gdy wiemy, że samym Batmanem bylibyśmy na miejscu dziesięć razy szybciej. Ale to jeszcze nie wszystko, bo zostaje nam Riddler, który jakimś cudem niezauważony przez nikogo, a tym bardziej najlepszego detektywa na świecie, z podziemi Gotham stworzył makabryczne tory wyścigowe, które mają przetestować… to czy Batman jest „szybki i wściekły”? Bo raczej o potyczce inteligencji nie możemy tu mówić.

Przed „Batman: Arkham Knight” seria jednak słynęła bardziej ze znakomitego systemu walki wręcz. Jak się spełnia tutaj? Jest dość podrasowany, ale w ostatecznym rozrachunku również wypada nieco słabiej. Nie jest to drastyczny krok wstecz, bo nadal można się dobrze pod tym względem pobawić, stosując stare triki, ale używanie nowych dodatków raczej psuje zabawę. Tak by jednak nie było, gdyby nie liczne błędy, które napotkałem. Powiązane są one głównie z użyciem środowiska i przechwyceniem broni, które często po prostu nie działa odpowiednio. Wciskając odpowiednie przyciski, gra nie odpowiada i gracz straci swoją kombinację, próbując korzystać z tych dwóch nowych ruchów. Kolejnym błędem jest unikanie mieczów przeciwników ninja (nie będę ich nazywał oficjalną nazwą, Combat Experts, bo tak naprawdę to nic innego, jak przeciwnicy ninja z „Batman: Arkham City” i „Batman: Arkham Origins”). Niezależnie jak dobrze wykonujemy ten manewr, przeciwnik i tak trafia nas mieczem. Są też problemy z kamerą i innymi mniejszymi błędami, które zdarzają się mniej systematycznie. Inne grywalne postacie natomiast nie posiadają kluczowych ruchów, które są potrzebne na mapach wyzwań. Przez te braki, gracz będzie zmuszony do ciągłego ataku z góry na wszystkich przeciwnikach z tarczą. Całe szczęście, Batmana posiada komplet swoich ruchów z poprzednich części i jeśli ktoś nie chce męczyć się z naszpikowanymi problemami nowymi dodatkami, nadal może się dobrze bawić. W grze możemy tez bić się w parach, ale mi ten pomysł nie przypadł do gustu. Po pierwsze, osobiście nie znoszę pomocników Batmana, po drugie gra i tak nie posiada wielu pokojów z dużą ilością wrogów, więc wolałbym sobie z takimi poradzić bez pomocy komputera grającego jako druga postać. Technicznie jednak temu dodatkowi zarzucić niczego nie mogę. Wypadł dobrze i bez błędów, ale tak jak mówiłem, na pewno nie jest dla osób, które lubią Batmana jako mrocznego, samotnego mściciela.

System łowcy i detektywa wrzucę na szybko do jednego wora, bo na szybko jest on również potraktowany w grze. Poza misją poboczną z Two-Face’em, w głównej fabule znajdziemy może trzy-cztery pokoje, gdzie trzeba będzie pokonać przeciwników „po cichu”. Na dodatek otrzymaliśmy sporo nowych możliwości, które znacząco skracają czas przebywania w nich. Dla niektórych to na pewno dobra nowina, natomiast miłośnicy systemu łowcy mogą czuć jednak niedosyt. Producent zapewniał, że tym razem przeciwnicy będą uczyli się na błędach i pokoje będą bardziej przypominały słynny pojedynek z Mr. Freeze’em z „Batman: Arkham City”. Nic bardziej mylnego. Nadal możemy pokonać cały pokój przewróceniem od tyłu, a inteligencja przeciwników nie sprowadza się do wiele więcej, niż tego co widzieliśmy w City czy Origins, czyli niszczenia gargulców lub stawiania pułapek. Także w połączeniu z nowym dodatkiem „Fear takedown” – który pozwala nam za jednym zamachem pokonać nawet 5(!) wrogów z bronią – i gadżetem naśladującym głos, system łowcy jest łatwiejszy, niż kiedykolwiek wcześniej. Pod względem roli detektywa, gra prezentuje się na szczęście najlepiej ze wszystkich. Mamy odtwarzanie nagrań wideo, skanowanie zwłok, czy też miejsca zbrodni. Szkoda tylko, że to działo się tak rzadko, bo rzeczywiście było najbardziej trafionym pomysłem w tej grze.

Przechodząc do walorów estetycznych, nie sposób nie wspomnieć o zaprojektowaniu miasta. Nie jest to duża mapa, wręcz maleńka jeśli porównamy ją do swoich konkurentów na rynku, ale i tak wydaje się, jakby znacząca ilość jest nieużywana oraz zbyteczna. Na pewno nie pomaga po raz kolejny ewakuowane miasto, ale chyba jeszcze większym problemem jest mała ilość charakterystycznych pomieszczeń wewnętrznych. Mapa podobno zwiększyła się pięciokrotnie w porównaniu do „Batman: Arkham City”, jednak ilość dużych lokacji wewnętrznych na pewno nie. Na dodatek wszystkie zdają się mieć bardzo industrialny, łatwy do pomylenia ze sobą styl. Ne ma typowych dla poprzednich gier charakterystycznych i różnorodnych wnętrz, w których gracz spędzałby dużą część rozgrywki. Przez to w mieście bardzo łatwo jest się pogubić, zwłaszcza jadąc Batmobilem. Każdy zakręt wydaje się nowy, bo po prostu fabuła nie pozwoliła nam wystarczająco dobrze zapoznać się z mapą, a zaprojektowane budynki, jak wspominałem, łatwo jest ze sobą pomylić. Na szczęście projekty postaci prezentuje się już znacznie lepiej i tutaj widać te 4 lata pracy włożone w produkcję gry. Użytkownicy wersji konsolowych strasznie zachwalają grafikę za detale i piękne efekty deszczu. Jak to jednak wygląda w praktyce na PC-tach? O tym nieco później.

Rocksteady do stworzenia motywu muzycznego ponownie zaprosiło Nicka Arundela, który skomponował ścieżkę dźwiękową do „Batman: Arkham Asylum” i „Batman: Arkham City”. Jak dla mnie mało natchniona decyzja, bo naprawdę nie kojarzę jakiegokolwiek momentu w którym zwróciłem uwagę na muzykę. Była raczej bezpłciowa i nie wpadająca w ucho. Najbardziej można odczuć tą różnicę, jeśli włączy się „Batman: Arkham Origins”, w którym charakterystyczny motyw przewodni Christphera Drake’a,od samego menu głównego przykuwa uwagę. Tutaj takiego mocnego akcentu zabrakło. Choć jeśli ktoś nie lubi być rozpraszany przez muzykę, może to potraktować jako plus.

Jednym z problemów poprzednich części gier Rocksteady była według mnie gra aktorska Kevina Conroya, który wcześniej brzmiał jak robot bez uczuć. W tej części Conroy się już poprawił i rzeczywiście słychać w nim emocje, czy to przy przesłuchiwaniu zbirów, czy rozmowie z pomocnikami. Szkoda tylko, że konstrukcja produkcji wywołuje spore zgrzyty w odbiorze gry aktorskiej. Często kiedy dochodzi do naprawdę dramatycznych sytuacji, chwilę później są one zapominane w głosie postaci. Największe problemy pod tym względem miałem z dwoma głosami wsparcia – Alfredem i Luciusem Foxem. W jednej chwili rozpaczają nad śmiercią jednej z postaci, a w następnej zimno informują nas o kolejnej misji albo żartobliwie o nowych dodatkach do batmobilu. Inni spisują się już nieco lepiej, a największa niespodzianka tej gry jak zwykle kradnie każdą chwilę, w której jest na ekranie, dzięki świetnej grze aktora znanego również z odległej galaktyki.

Sama końcówka zostawia raczej więcej pytań, niż odpowiedzi, jak również w mało logiczny sposób wyjaśnia ostateczną decyzję Bruce’a Wayne’a, niby chroniąca osoby mu bliskie, ale nadal nie rozumiem, co ma niby powstrzymać przestępców przed celowaniem w jego otoczenie. Wiele więcej zdradzać nie mogę, ale nie jest to zakończenie, na które czekałem cztery lata. Bardziej adekwatną reakcją byłoby raczej proste „Huh?”.

Z racji, że jest to recenzja wersji na PC, warto wspomnieć o licznych problemach związanych z tym portem, ale również z paroma innymi, które zdenerwowały również graczy konsolowych. Zostańmy jednak przy edycji na komputery osobiste. Jest ona po prostu fatalnie zoptymalizowana. Owszem, Rocksteady już podzieliło się z graczami patchem, który naprawił pewne problemy i dodał nowe opcje ustawień graficznych, których brakowało na samym początku. Jednak nadal nie zmienia to faktu, że wersja na PC jest zwykłym portem z konsoli i nawet posiadając komputer o lepszych parametrach od PS4 doświadczymy problemy ze spowolnieniem czy nierównymi FPSami. Aby gra działała płynnie potrzebny jest nie lada komputerowy potwór! Przez to wielu graczy PC-towych nie doświadczy tej pięknej grafiki, którą zachwycają się konsolowcy. Także jeśli ktoś uważa, że przy ponownym wydaniu gry sprawy mają już się dobrze jeśli chodzi o optymalizację, to na pewno tak nie jest.

Inne problemy są związane już z polityką WB i początkowym brakiem kluczowych trybów, albo ich całkowitym niedopracowaniem, jak również z haniebną polityką DLC. Jeśli chodzi o brakujący tryb to chodzi oczywiście o mapy wyzwań, które zostały zastąpione mapami AR, na których nie można było wybierać innych postaci, nie było rund i nie było też mowy o jakiejkolwiek imersji ze względu na paskudne niebieskie ściany oraz symulacyjną naturę tych map. Na szczęście dzięki fanom, Rocksteady w większości naprawiło już te problemy… jednak nadal pobierając dodatkowe pieniądze za mapy, które powinny być już w podstawowej wersji gry. Ponad to, WB pokusiło się o niesamowicie dużą cenę za Season Pass, czyli dostęp do wszystkich DLC, w wysokości 40 Euro, czyli 2/3 całej gry. W zamian za te pieniądze dostajemy 15-minutowe misje z pomocnikami Batmana i jedną, godzinną misję fabularną z Batgirl. Poza tym całą masę skinów dla Batmana i Batmobilu, które znacznie bardziej opłacałoby się kupić oddzielnie. Nadal jednak czekamy na ostatni dodatek do gry, Season of Infamy, czyli nowych przeciwników dla Batmana dodanych do gry. Być może te DLC uzasadni tak dużą cenę za Season Passa. W tym momencie chciałbym zaznaczyć, ze rozumiem, że koszt produkcji gier znacznie wzrósł i producenci powinni szukać dodatkowych sposobów na zarobienie pieniędzy, ale według mnie już lepszym pomysłem byłoby zwiększenie cen gier typu AAA, niż taka polityka handlowa.

Finał najlepszej serii gier na podstawie komiksów jest niestety dla mnie wielkim zawodem, ale także dla wielu innych graczy, głównie PC-towych. Na Metacritic produkcja posiada fatalny konsensus na poziomie 2/10 wśród graczy, z którym niestety muszę się w zgodzić. Zaczynając od Batmobilu, po zmarnowany potencjał wrogów i kończąc na fatalnym porcie na PC, dostaliśmy grę od studia, które się po prostu pogubiło i gdzieś po drodze straciło intuicję, czym jest prawdziwa gra o Batmanie. Czy to przez za duży samo zachwyt nowym dodatkiem czy to przez potencjalnie burzliwy związek z Warner Brothers Entertainment, coś poszło bardzo nie tak. Na szczęście nadal gracze mają 3 świetne gry, do których mogą wrócić w oczekiwaniu na poprawę i chyba, patrząc na wyniki sprzedaży tej gry na konsolach, nieuniknioną kolejną część przygód Mrocznego Rycerza. Ja tymczasem osobiście odradzałbym kupno „Batman: Arkham Knight”.

Plusy:

  • Rozbudowany tryb detektywa
  • Piękna grafika na mocnym sprzęcie
  • Motyw psychologiczny z… postacią niespodzianką

Minusy:

  • Za dużo Batmobilu
  • Przewidywalna fabuła
  • Słabo rozwinięci wrogowie
  • Mało rozbudowanych wnętrz
  • Niewykorzystany potencjał mapy
  • Nijaka muzyka
  • Błędy scenariuszowe
  • Liczne błędy techniczne
  • Fatalna optymalizacja na PC

Ocena: 2 nietoperki

Recenzował: LelekPL