Forum

Już wkrótce
  • "JLA - Liga Sprawiedliwości: Saga o błyskawicy" (WKDCBiZ) - 24 kwi 2024,
  • "Mroczny kryzys na Nieskończonych Ziemiach. Tom 2" - 15 maj 2024,
  • "Nightwing. Bitwa o serce Blüdhaven. Tom 2" - 29 maj 2024,
  • "Batman. Pogromca sprawiedliwości. Tom 2" - 29 maj 2024,

Rozdział 5

Olivier Kent siedział w swoim pokoju i starym zwyczajem pobrzękiwał na swej gitarze, analizując ostatnie dni. Melodia miała szybki i strategiczny rytm, gdy podczas refrenu chłopak mocniej uderzał w napięte żyłki. Krypto leżał u nóg swego pana, ogonem merdając o podłogę.

Olivier zaczął delikatniej dotykać strun, wybijając palcem na gitarze charakterystyczny takt. Gdy skończył, odłożył gitarę i uśmiechnął się do siebie na myśl o Kim. Wiedział, że dziś ma urodziny i kupił jej symboliczny prezent. Chłopak dźwignął się z fotela i podszedł do półki z ubraniami. Otworzył ją i pogrzebał pod stertą bawełnianych koszulek. Gdy jego palce natrafiły na plusz, wyjął tę rzecz spod swoich ubrań. Było to pudełko, przypominające obiciem futerał. Jednak gdy Olivier otworzył je, w oczy rzucił się skromny złoty naszyjnik z serduszkiem. Sam go wybrał w sklepie jubilerskim. Nagle chłopak usłyszał zgrzyt zamka i szybko schował swój prezent dla Kim. Zamknął szafkę i przejrzał się w lusterku, przeczesując ręką włosy. Grzywka nonszalancko opadała mu na czoło, jednak on nie był typem zapatrzonego w siebie gogusia, którzy pakują w siebie sterydy i wdzięczą się swymi sztucznymi mięśniami. On umięśnioną sylwetkę w dużej mierze miał po swoim dziadku. Wspomniany Superman właśnie wchodził do swojego mieszkania, gdy zobaczył wnuka, którego uwagę znowu pochłonęła jego gitara. Ollie rzucił dyskretne spojrzenie na Clarka, którego płaszcz był lekko wygnieciony i niedbale zapięty. Chłopak zaczął grać szybko i zawzięcie, nie zwracając uwagi na Supermana, udając, iż jest pochłonięty nad swoją aranżacją.

To, że Clark miał niechlujnie ułożony płaszcz znaczyło jedno- znowu jako Superman ratował Metropolis albo coś w obrębie ich miasta. Albo działał w Gotham, gdzie mieszkała Kim …

Clark spojrzał na wnuka, marszcząc lekko brwi. Młody coraz bardziej zamykał się w tej swojej muzyce, w ogóle nie rozmawiając z nim ani z Lois, która tak martwi się o dzieciaka. Ale troska o niego to jedno. Ma ważniejszą rzecz do omówienia.

– Olivierze, czeka nas krótka analiza pewnej sytuacji- odrzekł Clark, wieszając swój płaszcz w przedpokoju. Jego garnitur nie skrywał pod sobą białej, zawsze wykrochmalonej koszuli. Kent stanął naprzeciwko wnuka, trzymając ręce na biodrach i tym samym eksponując strój, jaki miał pod garniturem. A raczej logo, jakiego używał nieprzerwanie po dzień dzisiejszy. Znak Supermana, który widniał na jego klatce piersiowej.

Olivier przerwał swą grę, uderzył w struny i odstawił gitarę, patrząc na Clarka, który oczekiwał od niego zaprezentowania odpowiedniej postawy.

– O co znowu chodzi?- spytał chłopak, a w jego głosie zabrzmiała lekka nuta zniecierpliwienia.

– Nie radziłbym ci ponawiać tego tonu w następnym zdaniu- odrzekł stanowczo Clark, marszcząc brwi- skontaktował się ze mną Batman. Czy to prawda, że gdy Mr. Freeze zaatakował Gotham, znalazłeś się bezpośrednio na miejscu konfliktu tego szaleńca i Mrocznego Rycerza?

Olivier zaklął w duchu, jednak nie dał po sobie poznać, że ta sprawa w ogóle dotyczy jego. Wyprostował się i odparł niezwykle luzacko:

– Jeśli gdzieś idę grać z chłopakami, to musi być to od razu jatka jakiegoś psychopaty i Nietoperza? Nie, dziadku, nie znalazłem się tam, ale owszem, byłem w Gotham.

Chłopak utrzymał pewne spojrzenie, a niebieskie oczy Clarka zwęziły się. Weryfikował, czy wnuk mówi prawdę. Superman miał to do siebie, że jeśli czegoś się chciał zapytać, to działał szybko, zdecydowanie i krótko, bez rozwijania wątku. Często wybijał człowieka z konsternacji, tym samym mając odpowiedź, nim ten sam zdążył coś powiedzieć. Ale nie w przypadku Olviera, ten znał zbyt dobrze reguły Clarka i nauczył się całkowicie eliminować ich rezultat.

– Czyżby Batman chciał wybrać się na nasz koncert?- spytał sarkastycznie młody Kent-a może nie podoba mu się, że zrobiliśmy próbę w jego obszarze działania?

– Zupełnie na odwrót- odrzekł złowrogo Superman, unosząc do góry brwi- jesteś rozpatrywany przez miejscową policję jako suplement nowego super bohatera. A raczej moce, które możesz ujawniać. Te, których nie powinieneś odziedziczyć po mnie.

Olivier pokręcił głową, lekko się uśmiechając. Potem zapytał z powagą, patrząc prosto w oczy Clarkowi:

– Mieszkam z tobą od osiemnastu lat pod jednym dachem, dziadku. Czy zauważyłeś ostatnimi czasy, bym gdzieś wzniecił pożar lub fruwał, mimo praw fizyki? A może Nietoperz cierpi na jakieś zwidy, podyktowane prawem starości?

– Nie podejmowałbym tego tematu, gdyby nie pieczęć, do której odwołują się wszyscy super bohaterowie- brew Kal-ela wygięła się w łuk i zaczęła niebezpiecznie drgać- ona czyni cię prawdziwym bohaterem, bo moralne aspekty są tu najważniejsze. To one górują nas rozsądkiem, powagą i działaniem, jakiego wymaga od nas punkt sytuacyjny. I jeśli ktoś chce się bawić w pseudo bohatera, tylko dla własnego kaprysu, by wyleczyć kompleksy, będzie musiał tego zaniechać.

– Zamierzasz przekonać taką osobę ?- spytał Ollie, patrząc na twarz nie Clarka Kenta, a Supermana- jakiego argumentu użyjesz, by weszło mu to w krew?

– Nie będę przekonywał- odrzekł powoli Kal-el- zmuszę go, chociażby siłą. Bez względu, czy to będzie mój przyjaciel czy syn. Będę konsekwentny.

– Zaczynasz brać przykład z Batmana- stwierdził ironicznie Olivier- kiedyś byłeś opieszały, jeśli chodzi o myślenie mięśniami, wolałeś wyjścia strategiczne, oparte na negocjacjach !

– Nie poruszaj granic, do których nie dorosłeś !-fuknął Superman- jeśli dowiem się, że masz w sobie namiastkę moich mocy, a ukrywasz to przede mną, licz się z tym, że możesz stracić wszelką namiastkę wolności! Staniesz się zwykłym przestępcą, który uciekł przed wymiarem prawa !

– Czyli jeśli lodziarz przywłaszczy sobie pieniądze od dziecka, które zapłaciło więcej za lody- zaczął spokojnie Olivier- i mimo wszelkich prób odnalezienia malucha, by oddać mu jego resztę, machnie ręką i włoży kasę do swojej kieszeni, to też będzie kryminalistą? Człowiek, który słynie z filantropii lecz wskutek fatalnego zbiegu okoliczności raz mu się nie uda. To czy takiego gościa dostarczysz glinom, dziadku?

– Chłopcze, świat nie jest tak piękny jak ci się wydaje- Clark spojrzał z wyrozumiałością na wnuka- rządzą nim żelazne zasady i jeśli nie masz sprecyzowanego planu działania, który będziesz doskonalił przez lata, po prostu zginiesz. Bycie super bohaterem nie jest łatwe, synu.

Ollie odwrócił się, chowając ręce do kieszeni. Był to tylko chwilowy odruch. Potem wyjął je i klasnął w dłonie, mówiąc:

– Nie jestem idealistą, dziadku ! Jeśli jednak widzisz, że służby porządkowe, których celem jest ochrona miasta i jego mieszkańców, bawią się w hazard i korupcję, przecież nie będziesz stał bezczynnie, prawda? Zbierzesz dowody przeciwko gnojkom i wytoczysz im rangę czystej gry, czyż nie? Przecież to jest motto Supermana, prawda ?!

– Nie jesteś już dzieckiem, Olivierze- odparł poważnie Clark, robiąc krok w stronę wnuka- zawsze robię wszystko, co w mojej mocy, jednak niektórych grubych ryb nie da się na długo przyskrzynić. Jednak takich mam na oku od momentu ich pójścia za kratki.

– Czyli jednak Superman wszystkiego nie może- chłopak spojrzał w okno, przez którego wpadało słońce. Jego smugi odbijały się o podłogę, która wyglądała, jakby była nasmarowana iskrzącymi się diamencikami.

– Nie rozumiesz- Clark ściągnął brwi, dotykając ramienia wnuka- obowiązuje mnie psie prawo, wobec którego nie mogę być całkowicie obojętny. Pewne zasady muszę przeboleć, nawet jeśli w środku cały się gotuję wobec ich niepraworządności.

– Czym zdobyłeś babcię?- Ollie spojrzał na krewnego- ładnym uśmiechem czy bohaterskimi czynami, które były świadectwem, że umiesz walczyć o to, co jest w życiu ważne?

– Musisz zapytać Lois- Clark poklepał wnuka po ramieniu- czy chodzi tu o jakąś dziewczynę?

– Być może- Ollie zrobił tajemniczą minę- i to nie jest jakaś zwyczajna dziewczyna …

– Nie wnikam- Clark uniósł obie ręce na znak swej prawdomówności- mam jednak nadzieję, że kiedyś ją poznam !

„ Znasz ją lepiej niż myślisz, dziadku- odparł w sobie Ollie, widząc wycofującego się z pokoju Clarka- dzięki Batmanowi nigdy nie pozostanie anonimowa wśród herosów. Tak samo jak ja”.

Kim spojrzała w lustro i patrzyła, czy błękitna sukienka, jaką założyła z myślą o randce, dobrze leży na jej pośladkach. Stwierdziła, że pasuje jak ulał. Włosy miała zaczesane w luźnego koka, który dodawał wytworności i elegancji, zaś resztę dopracowała wedle własnego uznania. Sukienka była ledwie przed kolana, Kim nie znosiła długich i obcisłych kreacji, w której nie można się czuć swobodnie. Tutaj mogła założyć buty na niewielkiej szpilce, zresztą już była gotowa. Nie założyła kolii od Bruce’a z bardzo prostej przyczyny- łatwo stałaby się celem potencjalnych łowców kosztowności.

Kim zerknęła z boku na swoje plecy miały spory dekolt, ale przecież nie była małą dziewczynką, by wszystko skrzętnie maskować. Od dziś zaczynała powoli siedemnasty rok życia, więc była młodą kobietą, która miała swój cel w życiu. Kim schyliła się i wzięła do ręki swoje szpilki. Zerknęła dyskretnie na swoje paznokcie- francuski manicure idealnie pasował do całej kreacji. Dziewczyna otworzyła drzwi, po czym zamknęła je za sobą. Kim śmiało ruszyła przed siebie, czując delikatny materiał dywanów pod stopami. Gdy przechodziła niedaleko Sali przeznaczonej na przechowywanie najlepszych alkoholi wedle gustów Wayne’a i jego gości, ujrzała wychodzącego stamtąd Alfreda. Gdy służący dostrzegł dziewczynę, o mało co nie wypuścił tacy z rąk. Alfred poczuł, że palce stają mu się mokre w nieskazitelnie białych rękawiczkach. Poczuł uderzenie gorąca spowodowane zaskoczeniem- przed nim nie stała nieokrzesana małolata ale uderzająca swym blaskiem młoda kobieta. Kamerdyner nie wiedział, co powiedzieć, zawsze pamiętał małą dziewczynkę, którą uwielbiał się zajmować. Jednak Kim dorosła- szybciej niż mu się zdawało.

– Panienka Kimmy- Alfred uśmiechnął się lekko, choć wszystkie mięśnie miał napięte- czy to z Olivierem się panienka umówiła?

Dziewczyna cała promieniała- w jej oczach tańczyły iskierki radości, widać było, że nigdy nie czuła się tak szczęśliwa.

– Tak, z nim- odrzekła Kim, uśmiechając się- teraz wiem, że jeśli się dąży nieustannie do osiągnięcia swoich marzeń, można więcej zdziałać, aniżeli się wydaje ! Że nie tylko ja jestem zadowolona, ale druga strona także !

Alfreda ogarnęło miłe uczucie, jakie towarzyszy dobremu wujkowi, który widzi, że jego ulubiona bratanica to istne dziecko szczęścia, że coś takiego jak pech jej nie dotyczy. Kim była dla niego jak wnuczka, kochał ją miłością wielką, tak jak kochał panicza Bruce’a. Nagle ściągnął brwi.

– Czy panienki dziadek wie, że panienka wychodzi?- kamerdyner od razu sprowadził Kim na ziemię.

Dziewczyna spoważniała i podeszła do lokaja. Położyła mu rękę na ramieniu i powiedziała:

– Alfredzie, obecne stanowisko Bruce’a do Ollie’go nie graniczy nawet na tolerancji. Podejrzewa go o coś, co go nawet nie dotyczy, bo dotyczyć nie może- tu spojrzała przyjacielowi prosto w oczy- zależy mi na dyskrecji. Zwłaszcza, że dziś mam urodziny. I pierwsze, które spędzę bez Lizzie.

– Jesteś pewna, że ten chłopak jest w porządku?- Alfred popatrzył na nią badawczo- to znaczy, że nie ma żadnych złych zamiarów?

– Olivier już raz uratował mi życie- Kim ściągnęła brwi-po co miałby mi je darować, skoro od razu mógł przejść do rzeczy? Na pewno nie jest ideałem, bo nikt nie ma takiej mentalności , ale jest niecodzienny jak na te czasy. Szlachetny i dążący do sprawiedliwości na tym świecie. Zresztą znasz ten typ człowieka- tu poklepała kamerdynera po ramieniu- czy mogę liczyć na twoją pomoc? Zresztą wiesz, że Bruce’owi wystarczy sekunda, by mnie znaleźć. Lepiej oszczędzić mu zbędnych emocji …

– Dobrze, Kim- powiedział poważnym tonem Alfred- ale musisz zadzwonić przed dwudziestą. Wtedy jestem gotów trzymać się wersji, że jesteś u Lizzie.

– Jak teraz jest osiemnasta- jęknęła dziewczyna, lecz widziała, że kamerdyner patrzy na nią badawczo, a jego wzrok przypominał rentgen. W końcu westchnęła i odparła:

– Dobrze, zadzwonię. Ale ty też masz zobowiązanie, rozumiemy się?

– Tak, panienko- Alfred skinął głową- pełnienie stróża tego domu to dla mnie prawdziwy zaszczyt, a powiernika tej rodziny jeszcze większy.

– Ze mną nie musisz być tak oficjalny- Kim spojrzała rozbawiona na kamerdynera- wystarczy, że jesteś spięty w pobliżu Bruce’a i jego świty. Ze mną równie dobrze mógłbyś się wybrać na jakieś party. Twoje tkanki byłyby potem jak po niezłej saunie !

Dziewczyna widząc, jak Alfred robi się czerwony, wybuchła serdecznym śmiechem. Miała specyficzne poczucie humoru, w jej towarzystwie nikt nie czuł się skrępowany.

– Czy ten … to znaczy pan Ollie ma przyjechać tu po panienkę?- spytał Alfred, chcąc zmienić temat. Było mu gorąco w nienagannie założonym garniturze, więc poluzował nieco krawat.

– Mamy się spotkać za ogrodzeniem- odpowiedziała szybko, jednocześnie chcąc już opuścić twierdzę Wayne’ów. Włożyła na stopy szpilki i pomachała szybko Alfredowi. Kamerdyner otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz po chwili je zacisnął w jedną wąską linią. Czuł się zobowiązany powiadomić swego pracodawcę o zamiarze jego wnuczki, lecz czuł pewną lojalność wobec Kim. Tak niewiele miała swobody na zasadzie, że nikt nie wie, gdzie jest. Bruce momentalnie określał miejsce jej pobytu i dziewczyna nie mogła czuć się anonimowa. A dziś są przecież jej urodziny …

Gdy Kim zniknęła za drzwiami, uderzył ją blask księżyca. Padał prosto na schody z masywnej konstrukcji, które naproszone odrobiną światła nadal były ciemne i ponure. Kim ruszyła w kierunku dyskretnego przejścia, które umożliwiało jej przejście niezauważoną za mury rezydencji. Wiedziała, że o sukienkę czy włosy zaczepią się zbędne gałązki i listki, jednak to było jej całkowicie zbyteczne. Spędzi tak ważny dla siebie dzień z facetem, który budzi w niej najcieplejsze uczucia. Kim w końcu przedostała się przez delikatne chaszcze i prześlizgnęła się przez złączenie muru, które dawało nieco wolnej przestrzeni. A że dziewczyna była smukła i wysoka, łatwo przedostała się na drugą stronę. Gdy przeszła za mur, rozejrzała się dookoła. Las, który rozciągał się wokół rezydencji Wayne’ów robił imponujące wrażenie. Zupełnie jakby nie miał końca. Kim usłyszała trąbienie i po chwili wyjechał stary cadillac o granatowym kolorze, a jego koła lekko skrzypiały wskutek przeszkód, które pokonywał. Za kierownicą siedział Olivier, a gdy dojechał do Kim, zatrzymał się. Uchylił szybę od strony kierowcy i uśmiechnął się do wnuczki Batmana, a ta pochyliła się i powiedziała:

– Usiąść z przodu czy z tyłu? Tylko uprzedzam, że lubię wybijać rytm w czasie jazdy, jeśli dopuści mnie się na miejsca terenowe !

– Wolę nie ryzykować- odparł ze śmiechem chłopak, poddając analizie kreację Kim. Była bardzo gustowna i wyrafinowana, jednak pasowała do dziewczyny. Ucieleśniała jej wewnętrzny upór i niezależność.

Ollie nie reagował, poczekał aż usłyszy trzaśnięcie drzwiami. Jeśli jego uszy poczują nagły zaduch i mocne walnięcie, znaczy, że Kim usiadła tuż obok niego.

– Nie musisz udawać woskowej kukły- wesoły głos zabrzmiał mu tuż przy skroni- jestem, owszem, na siedzeniu pasażera, ale chyba niezbyt daleko ciebie, prawda?

Kent odwrócił głowę i stanął twarzą w twarz z wnuczką Wayne’a. Kim patrzyła na niego zuchwale, jednak można było wyczytać w jej oczach pewien dystans.

– Myślałem, że mi uciekniesz- odezwał się nonszalancko, zachwycając się jej jasną karnacją skóry- dotąd żadna dziewczyna nie wytrzymała ze mną dłużej niż pięć minut.

– No to masz chyba odpowiedź, że nie jesteś taki straszny- odrzekła nastolatka i uśmiechnęła się do niego, nie uciekając się do trzepotania rzęsami. Nie lubiła tego, wolała być naturalna.

– Owszem, mam- Ollie nachylił się i chciał ją pocałować, jednak Kim momentalnie odsunęła się i rozsiadła się wygodnie. Zapięła pas i powiedziała krótko:

– Jedźmy już. Mój dziadek zna inną wersję. Myśli, że jestem u Lizzie.

Ollie skinął głową i ruszył prosto przed siebie. Potem auto już swobodnie wyjechało na wyłożoną asfaltem jezdnię.

– Lizzie to ta, co ci wtedy towarzyszyła?- spytał chłopak, czując jak uchylona szyba dostarcza znacznej ulgi- czy może mowa o jakiejś innej Liz, która nie marudzi i opala się niepomna beztrosko latających psów?

– Naprawdę musisz jej to wypominać?- Kim podniosła do góry jedną brew- Liz jest cudowna, jednak gdy oddaje się ulubionym rzeczom i ktoś ją brutalnie z nich wyrywa, traci całe skupienie. Jest zła o to, a nie o psiaka, który spada nią meteor ! Ona bardzo kocha zwierzęta !

– Nie czepiam się- Ollie z rozbawieniem rzucił okiem na dziewczynę- ale widzę, że starannie dobierasz sobie towarzystwo. Ludzie z danego skupiska muszą przejawiać te zasady, jakie chociaż w połowie są respektowane przez ciebie.

– Nie jestem aż tak wymagająca- Kim pozwoliła, by kosmyki , które opadały jej na czoło, zostały uniesione przez pęd powietrza- Liz ma wiele rzeczy, które każdego doprowadziłyby do szału. Lubi siorbać colę przez słomkę, dopóki nie wyczuje dna kubka, ale zazwyczaj robi to, gdy jesteśmy we dwie. Nałogowo też obgryza paznokcie, nie z przejęcia, ale z przyzwyczajenia- dziewczyna uśmiechnęła się do siebie, jednak po chwili spoważniała- jednak nawet ona wie, że ludzkie chamstwo i obłuda rażą mnie najbardziej. Zawsze staram się interweniować, ale tylko wtedy, jeśli jest to w miejscu, gdy jestem w pobliżu lub jeśli są to działania wymierzone w moją osobę lub mój interes.

Ollie uśmiechnął do Kim, po czym skupił się na ostatnim półmetku jazdy. Dojeżdżali do wykwintnej restauracji, która nadwyrężyła fundusze chłopaka, jednak to nie miało żadnego znaczenia.

Gdy Ollie zajechał przed cel wyprawy, w oczy rzucił się mahoniowy kolor budynku, gdzieniegdzie piętrzyły się kolorowe bilbordy i liczna roślinność. Restauracja sprawiała miłe wrażenie, jednak odstręczająca barwa ścian robiła swoje. Ollie zaklął w duchy, obiecując sobie, że już nigdy nie powoła się na rezerwację przez telefon. W każdym razie restauracja było położona w centrum samego Gotham, więc ruch samochodów i taksówek wyzwalał życie, podobnie jak sąsiadujące parcele z określonym biznesem i rzecz jasna szeregi pieszych.

Ollie znalazł w końcu miejsce za restauracją , by zaparkować. Gdy jego wiekowe auto wreszcie stanęło, chłopak wyłączył silnik i chciał szybko wyjść z samochodu, by otworzyć drzwi Kim, jednak ona go wyprzedziła. Gdy ze śmiechem pokręcił głową, dziewczyna stała i opierając rękę na biodrze, patrzyła zuchwale na Oliviera. On podszedł do niej i położył dłonie na ramionach.

– Teraz pani pozwoli, że to ja się o panią zatroszczę- powiedział i pochylił się, by ją pocałować, jednak Kim odsunęła się i odparła, z gracją dygając:

– Jestem wdzięczna waszmościowi za okazane poświęcenie !

Ollie zaśmiał się, lekko zawiedziony, że dziewczyna nie dała mu się pocałować. Wydawała się być taka krucha i delikatna, że najchętniej by jej w ogóle nie wypuszczał z ramion, tylko utworzył kleszcze i ciągle trzymał Kim.

Ona spojrzała na młodzieńca, tak wysoka jak na swoje dopiero co zaczęte siedemnaście lat, jednak nie tak jak Ollie. Jej niebieskie oczy były duże i zaopatrzone w długie rzęsy, które przypominały wachlarze, jednak by mocniej się odznaczały, dziewczyna starannie je tuszowała. Czasami złośliwie jej sugerowano, że sztucznie aplikuje sobie urodę, jednak ona pewną doskonałość zawdzięczała babce Amazonce. Jednak nie wiedziała, jaka ona jest i jak wygląda.

– Jesteś niczym pewna utopijność na tej ziemi- powiedziała Kim, dotykając jego krawata i palcem wskazującym wodziła po jego torsie- zasady moralne względem drugiego człowieka są dla ciebie bardzo ważne. Niczym pewna ci bliska osoba dążysz do stałej sprawiedliwości na tym świecie, a nie ma nic bardziej szlachetnego jak bezinteresowne oddanie …

Zatrzymała dłoń na wysokości jego biodra i po chwili nieco się oddaliła. Ollie wyczuł to i ujął dziewczynę za rękę, schylając się i obdarzając jej smukłe palce pocałunkiem. Potem nastawił swoje ramię, a Kim uczepiła się go i razem udali się w stronę restauracji. Szła w szpilkach obok faceta, który zdobył jej serce. Gdy z Ollie’m znaleźli się przed drzwiami, chłopak stanął w miejscu i Kim puściła jego ramię. Potem z nieukrywaną nonszalancją otworzył jej drzwi i dziewczyna weszła do środka, rozglądając się dookoła. Wnętrze było pomalowane na orzechowy kolor, stoliki i krzesła w ciemniejszym odcieniu, podbite pluszem od siedzeń. Do tego obrazy przedstawiające naturę i gdzieniegdzie ustawiono doniczki z palmami.

Kim i Ollie podeszli do recepcji, gdzie chłopak przypomniał o rezerwacji stolika. Dokonawszy niezbędnych formalności, wnuk Supermana wskazał Kim stolik usytuowany w samym kąciku dużej sali. Oprócz białego obrusu i niezbędnych serwetek nie wyróżniał się niczym, jednak Kim była zachwycona. Ollie odsunął krzesło, a dziewczyna siadła na nim i pozwoliła chłopakowi się przysunąć. Gdy młodzieniec usiadł naprzeciwko niej, jak na wezwanie pojawił się kelner. Był to rudy, lecz przystojny na oko trzydziestolatek, żujący gumę, co raziło bardzo Oliviera.

– Życzą sobie państwo zapiekankę z serem czy gulasz z kawałkami steka?- spytał facet, kręcąc młynka kciukami, a Ollie, czując złość na rudzielca, spytał Kim aksamitnym tonem:

– Kochanie, co sobie życzysz?

– Preferuję gulasz- Kim uśmiechnęła się do kelnera, odsłaniając swoje śnieżnobiałe zęby- mam ochotę na prawdziwe, soczyste mięsiwo !

– Ok., jak pani sobie życzy- rudzielec zanotował coś w notesie i przygryzając ołówek zębami, spytał:

– A dla pana?

– To samo co ta pani, jednak ten gulasz niech będzie dobrze wyważony- odrzekł rozdrażniony Kent-gdyż równowaga , z jaką zostanie podany, zaważy czy mamy polecić komuś tę restaurację !

Kelner rzucił szybkie spojrzenie na Ollie’go, po czym skinął głową i szybko się wycofał.

– Irytujący gość- warknął Kent, po czym wbił łokcie w blat. Patrzył na Kim, której teraz falujący kosmyk spływał po na dekolt. Dziewczyna złapała Oliviera na podglądaniu, po czym spiorunowała go wzrokiem, jednak wszystko w żartobliwiej formie:

– Jeszcze trochę, a mnie połkniesz ! Lepiej skupmy się na daniu głównym, później pomyślimy o przystawkach !

Chłopak uśmiechnął, po czym schował rękę pod garniturem i wyciągnął pudełko, które było przeciągnięte różową .

-To dla ciebie- odrzekł wspaniałomyślnie, wręczając rzecz ukochanej- z okazji twoich urodzin.

– Dziękuję ci bardzo- Kim uśmiechnęła się i rozwiązawszy wstążeczkę, otworzyła wieko pudełka. Widząc podarunek od Ollie’go dziewczyna przyłożyła rękę do klatki piersiowej i uśmiechnęła się, nie dowierzając własnym oczom. Po raz pierwszy dostała coś od faceta na sensownej randce, bo z okazji jej urodzin.

– Jest piękny- odparła, biorąc wisiorek do ręki i oglądając serduszko.

Ollie przyglądał się szczęśliwej Kim, która podziwiała jego prezent.

– Może zabrzmi to sentymentalnie- powiedział, czując silną powinność wypowiedzenia tego, choć fakty mówiły same za siebie- ale chcę, by ten naszyjnik był dowodem mojego oddania tobie. Żadna dziewczyna nie zmusiłaby mnie nigdy do tego, bym bawił się w kupowanie świecidełek.

– To może go założysz?- spytała Kim, patrząc chłopakowi prosto w oczy. W obydwu dłoniach trzymała rozciągnięty łańcuszek wisiorka, a serduszko dyndało na spiętej szerokości. Ollie wstał i wziął swój prezent od nastolatki i stanął za nią. Kim odgarnęła włosy i chłopak założył jej wisiorek, nie mając żadnego problemu z głównym zapięciem. Gdy łańcuszek swobodnie opadł na dekolt Kim, Ollie spojrzał na siedzącą dziewczynę i dotknął jej podbródka .

– Twoja szyja prezentuje się pięknie i wyjątkowo- odparł i uśmiechnął się, muskając opuszkami palców policzek wnuczka Batmana.

Kim wstała i położyła mu dłoń na ramieniu.

– Nie ulegaj sile włoskich komedii- dziewczyna spojrzała na niego figlarnie- tam przynajmniej para randkujących ucieka od stylu drewniaków. Wzruszenie romantyczną chwilą nie może ci odebrać poczucia elastyczności.

– Nie zamierzam tonąć w statku, który tonie a nie dobija do celu- Ollie objął dziewczynę w talii i nie bacząc na jej reakcję, pocałował ją w usta. Kim nie zamierzała tego przerwać- przeciwnie, poddała się temu i pozwoliła chłopakowi kontynuować. Ollie nie zamierzał przestawać, długo czekał na tak dogodny moment. Był spragniony bliskości tej dziewczyny, pożądał jej, nie tylko jej bliskości ale i inteligencji, trafnych wniosków i humoru. Gdy na moment cofnął swe usta, by zaczerpnąć powietrza, powiedział z lekką chrypą, jaka zawsze cechowała Nietoperza:

– Kocham cię … od pierwszej chwili. Nawet jeśli wychodzę teraz na zniewieściałego romantyka.

– Nie wychodzisz- Kim spojrzała na niego, poruszona wyznaniem- to raczej ja tracę twarz twardzielki i czuję się przy tobie jak mała dziewczynka.

– Wprost odwrotnie- Ollie uśmiechnął się- jesteś tak piękna w swej prostocie, że mógłbym czekać na ciebie przez wieki.

– Nie starczyłoby ci czasu- Kim czuła na swoich plecach silne dłonie Kenta- ale na jedzenie przeszła mi ochota. Może wybierzemy się nad zalew?

– Możemy wyjść stąd w każdej chwili- odrzekł Ollie, a dziewczyna odparła:

– Chciałabym celebrować ten dzień nad miejscem, w które lubię chodzić od dziecka. Podziwiać gwiazdy i ufać w swój horoskop, choć nie wiem, czy będzie taki, jak podaje ten miesiąc. Będzie chyba piękniejszy.

Olivier pochylił się nad Kim i musnął delikatnie jej wargi. Potem pozwolił, by wyrwała się z jego objęć i ze śmiechem wypadła z restauracji, zostawiając na stoliku karteczkę z adnotacją „Z dedykacją dla koneserów mrożonego jedzenia”.

Samochodem Ollie’go przyjechali nad zalew w parku Gotham. Kim szła za rękę z Kentem, powoli dochodząc do piaszczystego wzniesienia, skąd zaczynała się prowizoryczna plaża.

– Od dziecka tu przychodzisz?- wnuk Supermana wychylił do przodu głowę i uśmiechnął się do dziewczyny.

– Od dziecka to może nie, ale od jakichś pięciu lat tak- Kim zamyśliła się- zazwyczaj, kiedy czułam silną potrzebę bycia sam na sam. Tekst „przychodzę tu od dziecka” to alternatywa, dzięki której nikt nie zadaje zbędnych pytań. Wtedy nic nie wydaje się podejrzane.

– Bruce wszak odegrał znaczącą rolę w tym wszystkim?- spytał Kent, podnosząc do góry brwi- jego całkowite poświęcenie Gotham przekracza granice dobrego smaku.

– Nie oceniam mojego dziadka- Kim zatrzymała się i zmarszczyła brwi, patrząc Olivierowi prosto w oczy- swojej zbawczej misji w imię tego miasta podporządkował całe życie, rezygnując z młodości, osobistych perspektyw- tu dziewczyna odwróciła głowę, czując powiew zimnego wiatru na swoich plecach.

– Poza tym moja mama i ja pojawiłyśmy się nagle w jego życiu, naruszając jego idealnie uporządkowany harmonogram- Kim zaczęła iść bardzo powoli bokiem- to wywróciło mu wszystko do góry nogami. Musiał czuć ostrą zgryzotę- tu prychnęła lekko- on, playboy, żyjący bez zobowiązań, mający co noc inną kobietę i ucieleśniający swoje mroczne alter ego … I tu nagle dowiaduje się, że jest ojcem i ma córkę !

Kim opadła na piach, czując jego wilgoć pod kolanami. Usiadła na nim, brodząc stopami w zimnych grudkach. Jednak ten chłód dobrze sprzyjał jej samopoczuciu. Czując gorzki smak rozczarowania i nieznośną potrzebę zwrócenia na siebie uwagi Wayne’a czuła się doceniona przez martwą glebę, która wyzwalała jej jakieś zainteresowanie.

Ollie podszedł do dziewczyny, siadając obok niej i podejmując jej rozterki. Dotknął jej dłoni, teraz tak przeraźliwie zimnej jak piach. Kim spojrzała na chłopaka, a w jej oczach dostrzegł dziwny spokój. Zacisnął mocniej swoje palce na jej dłoni, a wnuczka Batmana spojrzała na niego, uśmiechając się lekko. Kąciki jej ust były uniesione do góry wbrew sobie, teraz ta zawsze stanowcza osoba sprawiała wrażenie zupełnie bezbronnej owieczki.

Ollie przysunął się bliżej dziewczyny i pocałował ją w czoło.

– Gdy Bruce mnie zaadoptował, moje wychowanie powierzył Alfredowi- odrzekła cicho, wczepiając się palcami w garnitur Ollie’go – sam tylko nadzorował moje potrzeby swą ogromną fortuną. Nigdy nie spytał się, co lubię robić w wolne dni, jakie preferuję filmy czy jaki jest mój ulubiony przedmiot w szkole. Nie obchodziłam go wcale.

– Mnie obchodzisz, Kimmy- Ollie przytulił dziewczynę, ramieniem całkowicie zamykając przestrzeń między nimi. Ona znalazła schronienie, wtulona w jego tors. Był taki ciepły, nie chciała go jeszcze opuszczać.

Kim przesuwała dłonią, a raczej palcem wskazującym po ziemi. Nagle poczuła coś twardego pod jego opuszkiem. Chciała zmienić pozycję i wtedy dziewczyna syknęła. Uniosła dłoń i spojrzała na palec. Zaczął nasiąkać krwią i wtedy wzrok Kim powędrował na sam dół. Skaleczyła się o wystający kamień z ostrymi krawędziami. On też nosił ślady krwi.

– Kim, twoja ręka- Ollie szybko odczuł zmianę pozycji dziewczyny.

– To tylko skaleczenie- wnuczka Batmana chciała to powiedzieć swobodnym tonem, lecz nagle krzyknęła, łapiąc się za dłoń. Ollie zareagował natychmiast. Zerwał się na nogi i chciał ułożyć Kim w pozycji, by w jej zasięgu nie było ostrych przedmiotów. Jednak on także odczuł coś dziwnego w sobie. Jego prawa ręka, łącznie z ramieniem, wyzwalała dziwną energię, nad którą nie mógł zapanować. Zaczął czuć dłoni wibracje, jednak to go nie obchodziło. Chciał pomóc swojej dziewczynie, która wiła się z bólu w piachu.

Kim trzymała się za dłoń, której połowa skóry była już czarna. Dziewczyna dźwignęła się na kolana. Ręka paliła ją żywym ogniem, a krew zdawała się zastygnąć i całkowicie wyparować.

Nagle Kim usłyszała czyjeś kroki. Brzmiało to jak poruszanie się kogoś w długim płaszczu, który podsycany wiatrem powodował ostre łopotanie materiału.

Kim nie widziała nic poza zlewających się w ciemność nocy kształtów, których głosy wydały się dziewczynie znajome. Był w nich jeden, kobiecy, stanowczy i wydający krótkie polecenia. Kim chciała się podnieść, jednak ból już przeszedł na ramię, głosy tych postaci wwiercały jej się w czaszkę. Widziała wszystko jak przez mgłę, zaciskała zdrową dłonią piasek, który zdążył się przerzedzić w jej dłoni.

Nagle ktoś pochylił się nad nią. Była to niewątpliwie twarz kobiety, gdyż jej włosy połaskotały Kimberly.

Wnuczka Batmana poczuła, jak ciepłe dłonie tej osoby dotykają jej ramienia i zginają rękę w przegub.

– Zostaw mnie- Kim chciała się wyszarpnąć, lecz stawała się coraz słabsza, zwłaszcza gdy poczuła w swojej skórze obcy, zimny metal.

– Co ty- dziewczyna nie traciła siły do końca, a kobieta odparła łagodnie:

– Już po wszystkim, Kimberly.

Wtem oczom nastolatki ukazała się inna postać, idealnie wtapiająca się w sferę nocy. Była w pozycji półklęczącej, sylwetka atlety dawała jasność, że to mężczyzna.

– Zaaplikowałaś jej antidotum?- spytał towarzysz kobiety, lekko zachrypniętym głosem, a ta skinęła głową. Mężczyzna wstał, uznając ten wątek sprawy za zakończony.

– Dziadku, to ty?- Kim jeszcze nie pogrążyła się całkowicie w ciemności, jaka zaczynała dopiero wstępować- co tu się dzieje? Gdzie jest Olivier?

– Później się wszystkiego dowiesz, Kimberly- głos kobiety przestał być aksamitny, teraz przybrał stanowczą formę. Podtrzymywała rękę dziewczyny, by ta nie wytarzała się w piachu.

– Mam gdzieś to poźniej- odparła ze złością Kim i wyszarpnęła się nieznajomej- chcę wiedzieć, co jest grane.

– Niesamowite- głos kobiety był pełen zaskoczenia i zirytowania- ten upór jest mi bardzo znajomy !

– Jeszcze dziesięć sekund- Bruce Wayne spojrzał na wnuczkę, która walczyła z działaniem antidotum. Powoli jednak zaczęła się osuwać, aż w końcu opadła bezładnie na ziemię.

Jeśli przed chwilą była ciemność, to dlaczego tu jest teraz tak jasno ?! Czyżby nie żyła i była w stanie wyższego bytu?

Kim zaczynała powoli widzieć wyraźniej wszystkie obiekty. Gdy ujrzała sufit ciemny jak noc i wodę termiczną, która zasilała wszystko dookoła, odetchnęła z ulgą- była w pieczarze Batmana, czyli jeszcze nie umarła. W każdym razie jeszcze nie w tym wcieleniu.

Kim podniosła do góry głowę i ujrzała tyły dwóch postaci, które stały przy Bat komputerze, coś przy nim analizując. Jedną był niewątpliwie Bruce, a jego towarzysz … a właściwie towarzyszka. Była to kobieta o zgrabnej figurze, jednak widoczne były umięśnione jej ramiona i nogi. Jej strój składał się na gorset, którego góra była złota, dół zaś w odcieniu amerykańskiej flagi. Miała długie, czarne włosy i buty z cholewką.

Kim zmarszczyła brwi i spojrzała na swoją dłoń, w której nie odczuwała już bólu. Ręka nie była już czarna, przeciwnie, wyglądała tak jak zawsze. Była przypięta różnymi rurkami, jednak dziewczyna szarpnęła nią, powodując zerwanie się przewodów i spadek kilku elektrycznych diod, które połączone do urządzenia w kształcie telewizora, rejestrowały dane w jej dłoni.

Na spowodowany hałas, Batman i jego towarzyszka szybko się odwrócili. Urządzenie rejestrujące pomiary dłoni Kim by niewątpliwie zaliczyło upadek, gdyby nie szybka interwencja towarzyszki Wayne’a. W ultraszybkim tempie złapała wynalazek Batmana i postawiła na swoim miejscu. Gdy się wyprostowała, Kim mogła zobaczyć jej twarz. Była bardzo piękna, jednak nie ucieleśniała typowej niewiasty. Pewna siebie i nie znająca strachu.

– Nie powinnaś ulegać swoim słabościom- odrzekła stanowczo kobieta, a jej brwi utworzyły się w jedną, groźną linię- każdy z nas lubi wiedzieć, w czym uczestniczy, jednak nigdy nic nie robi się pod względem typowego dla okoliczności rozdrażnienia !

– Mniejsza o to- Kim nie przeraziła się władczą postawą nieznajomej- gdzie jest Ollie?

– Tam, gdzie powinien dawno się udać- lodowaty głos Nietoperza powoli uświadomił dziewczynie, że jej chłopak ma kłopoty.

– Co mu zrobiłeś?- Kim spojrzała z wściekłością na Batmana, na którym reakcja wnuczki nie zrobiła żadnego wrażenia. Popatrzył na nią, a jego źrenice były zwężone. Potem odwrócił się, a jego peleryna załopotała, wydając przeszywające uderzenie o posadzkę pieczary.

– Olivier Kent udowodnił, że się myliłem- odparł chłodno Batman, stojąc bokiem do wnuczki- mimo iż jego babka jest Ziemianką, geny Kryptończyka dały o sobie znać. Pan Kent przez cały czas był nieoficjalnym super-bohaterem, nie racząc poinformować o tym stosownych organów. Ukrywał to nawet przed własnym dziadkiem. Tak jak ty przede mną prawdę o tym chłopaku- tu Mroczny Rycerz obdarzył Kim spojrzeniem, jakie serwował tym, którzy działali przeciwko niemu.

Kim wytrzymała je, pewnie patrząc w źrenice Nietoperza.

– A ty ile chciałeś przede mną ukryć?- spytała ironicznie, cedząc wyraźnie każde słowo- wszystko zweryfikował przypadek, przez który poznałam twoją drugą tożsamość. A może tego też nie chciałeś mi powiedzieć?

– Wszystko, co jest dziedzictwem Batmana, zawsze nieoficjalnie się wiąże z drugą stroną maski, która daje mi nazwisko i usytuowanie w biznesie- Nietoperz nie patrzył na wnuczkę- nawet osobom, które mnie otaczają. Jeśli nie zamierzałem ci powiedzieć, to tylko w trosce o twoje bezpieczeństwo.

– I owszem, udało ci się!- prychnęła Kim, lecz Mściciel nie dał jej dokończyć:

– Wszystko, co podlega mnie, w równym stopniu podlega moim zasadom. A jeśli ktoś się nie godzi na ich następstwo, będzie zmuszony zagryźć zęby i się podporządkować. Prawo, które utrwalam w Gotham, dotyczy też osób, które mam pod opieką.

Zapadła cisza. Kim miała zmarszczone brwi, a jedną rękę zaciskała na skrawku koca, na którym leżała.

– Bruce, wystarczy- kobieta, która przyglądała się tej scenie, spojrzała stanowczo na Batmana. Wystąpiła do przodu, a jej twarz wyszła z cienia.

Kim, która miała na sobie sukienkę z urodzinowej randki, podniosła się z leżanki.

– Gdzie jest Olivier?- spytała ponownie-czy Barbara Gordon wsadziła go do pryczy, mimo iż jest niewinny?

– Chłopakowi na pewno nie dzieje się krzywda- w głosie towarzyszki Wayne’a można było wyczuć zniecierpliwienie- a ciebie miło widzieć po tak długim czasie. Mam na imię Diana i jestem twoją babką.

Kim poczuła, jak zasycha jej w gardle. Wiedziała, że niejaka WonderGirl jest matką jej matki, ale że zjawi się tak szybko od momentu, kiedy dziewczyna poznała swe pochodzenie? Coś się za tym kryło, czuła to !

– Wiem, że w niezbyt sprzyjającym momencie dowiedziałaś się, że twoja matka jest potomkinią królowej Amazonek, czyli mnie- Diana spojrzała uważnie na swoją wnuczkę- tak, Kimberly. Twoje pochodzenie jest wyjątkowe, a krew, która w tobie płynie, jest nie tylko moja, ale również jednego z głównych przywódców Ligi Sprawiedliwych.

– Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny- Kim dotknęła wisiorka, który dał jej Ollie- po co przybyłaś? Jaki masz w tym cel?

– Widzę, że jesteś dość przewidywalna- Wonder Girl spojrzała surowo na dziewczynę- nie jest to zbyteczna wizyta. Widzę w tobie potencjał godny niejednej Amazonki.

– Diano- Batman, który opierał się rękami o blat, sprawnie manipulując przyciskami, odpowiedzialnymi za działanie Bat komputera, przerwał swoją pracę. Wyprostował się, a jego postać, w czarnym kostiumie i gadgetach, jakie przy sobie miał, wzbudzała respekt. Dzięki przebraniu i swej osobowości, był mrocznym Mścicielem, przed którym miękli nawet najbardziej zatwardziali przestępcy.

– Powiedziałam ci, że nie zrobię niczego wbrew jej woli- Wonder Woman spojrzała na dawnego partnera-poza tym miałeś wystarczająco dużo czasu na ukształtowanie tego dziecka. Pozwól, że zaproponuję jej ofertę nie do odrzucenia.

– Twoje podejście tłumaczone jest prostym mechanizmem kształtowania każdej Amazonki- głos Batmana był lekko zachrypnięty, lecz zdecydowany- Nicole wzrastała w całkowitym oddaniu tobie i celom sprawiedliwości. Jednak celem tego dziecka nie jest bycie wojowniczką !

– Znam twoją szlachetność, Bruce- Wonder Girl zrobiła krok w stronę Kim- chcesz, by była szczęśliwa, a moja szkoła Amazonek jej w tym pomoże ! Wyrobi w niej niezależność i w pełni doceni swe atuty !

– Za jaką cenę, Diano?!- Mroczny Rycerz podniósł głos- poświęciłabyś życie tej dziewczyny wyższym celom ?! Nicole straciła nie tylko szansę na realizację własnych planów, ale nie doświadczyła chwały, jaką powinna była otrzymać. Nie odczuła tego w sobie, gdyż była przekonana, że to jest jej obowiązek względem ciebie.

– Pozwól zadecydować dziewczynie- ucięła ostro Wonder Girl i odwróciła się do wnuczki- Kimberly, masz szansę poznać tajniki bycia super bohaterką. Masz w sobie potencjał godny niejednego herosa. Ale potrzebny ci odpowiedni mentor i otoczenie- tu spojrzała ze złością na Wayne’a- Batman i ja dajemy ci prawo wyboru. Możesz zostać w Gotham i kontynuować życie Ziemianki albo rozwinąć swe predyspozycje w Szkole Amazonek na mojej planecie. Wybór, nawet jeśli odmowny, zaakceptuję.

Kim przegryzła wargę i spojrzała na Bruce’a. Trzymający się jakby na uboczu, zdawał się nie być zainteresowany dyskusją pomiędzy Dianą a ich wnuczką. Kim jednak doskonale wiedziała, że udaje dystans, dając przewagę słowną Wonder Girl. Tak naprawdę uważnie słuchał całej dyskusji, a jego oczy niczym rentgen śledziły każdy ruch dawnej kochanki.

– Więc jak, Kimberly?- Wonder Girl podniosła do góry jedną brew- czy chcesz poznać swoje dziedzictwo, które uczyni cię niepokonaną?

– To miłe i niewątpliwie kuszące, co proponujesz, Diano- Kim spojrzała babce prosto w oczy, pewna tego, co mówi- jednakże wychowanie, jakiego doznałam od Bruce Wayne’a nauczyło mnie jednego: jak ważna jak komórka ludzka, zwana rodziną. Gdybym wyjechała, czyż nie wyrządziłabym krzywdy dziadkowi bądź Alfredowi? Nie dopuszczę, by przez własny egoizm ucierpieli moi najbliżsi. Nie zostawię Gotham.

Po tych słowach, wypowiedzianych twardo na końcu , coś zadrgało w twarzy Bruce’a, jednak skutecznie zapanował nad skurczami mimicznymi. Nadal udając obojętny stosunek, czekał na reakcję Diany.

– Jesteś ambitna, Kimberly- Wonder Woman spojrzała z uznaniem na wnuczkę- lubisz scalać określone wartości, których często nie zauważają inni. Brawo, tak trzymaj, a zajdziesz wysoko.

– Na mnie już czas- Diana spojrzała na Batmana- pamiętaj, Bruce, że gdyby Kim zmieniła zdanie, zawiadom mnie.

– Nigdy nie rzucam słów na wiatr- Nietoperz stał naprzeciwko Wonder Woman, która zawsze przybierała zdecydowaną postawę, wspierając się dłońmi na biodrach. Królowa Amazonek skinęła głową i Batman odsunął się na rozsądną odległość. Nagle niebieski płomień ogarnął ciało Diany, która zaczęła się poddawać jego wpływowi. Powoli zaczynała znikać.

– Żegnaj, Kim- wyraźny i odbijający się od pieczary głos Wonder Woman był skierowany do wnuczki, a ta zdążyła jedynie pomachać Amazonce, gdyż po chwili nie było już Diany. W końcu pieczarę spowiła znajoma ciemność i ustało natężenie niebieskiego płomienia.

Bruce, który przed chwilą obserwował znikanie dawnej kochanki, już siedział przy Bat komputerze i wystukiwał coś na ogromnej klawiaturze. Lekko pochylony, dokładny i skupiony, zdawał się nie pamiętać wydarzeń sprzed kilku minut.

Kim poczuła, jakby uderzyła ją fala gorąca. Nawet do niej nie zagadał, nie mówiąc już o przeanalizowaniu propozycji Diany. Dziewczyna nie zamierzała tego tak zostawić. Kim wstała i ochoczo podeszła do Batmana. Jednak najpierw zamierzała nawiązać do czegoś innego.

– Dziadku, gdzie jest Olivier?- dziewczyna stanęła obok fotela, gdzie siedział skupiony w swej pracy Nietoperz- nie zbędziesz mnie jakimiś pobieżnymi informacjami, w dodatku możesz jasno wstawiać kit. Gdzie on jest? Co z nim zrobiłeś?!- ostatnie zdanie powiedziała lekko zdeterminowanym tonem, więc Nietoperz przerwał swoje zadanie i odwrócił się do wnuczki.

– Jak ci już wspomniałem, zajęła się nim komisarz Gordon- Bruce zwęził swe źrenice-zwykła papierkowa procedura, to konieczność, gdyż jest on oficjalnie super bohaterem. Według własnego uznania może nie, ale według prawa tak.

– Kiedy będzie wolny?- Kim nie ustępowała, a rozdrażniony Batman powiedział chłodno:

– To już praca Barbary Gordon, nie moja. Uważam , że wiesz już wszystko. A jeśli chcesz wiedzieć więcej, zadzwoń do Barbary. Odpowie na każde twoje pytanie, z granicą rozsądku, rzecz jasna.

Kim poczuła, że robi się spokojniejsza wewnątrz. Już chciała odejść, gdy przypomniała sobie o rzeczy, którą strach o Kenta całkowicie wykluczył. Niezwykle ważnej, bo gdyby nie ona, wspominałaby dziś udaną randkę.

– Co jest nie tak z moją ręką?- spytała Batmana- i co Ollie ma z tym wspólnego?

– Młody Kent ma w sobie nierozwinięte moce- odparł Nietoperz zachrypniętym tonem, patrząc w ekran Bat-komputera- to one wytwarzają destrukcyjny wpływ na wszystko, co żywe fizycznie i regulujące podstawowe funkcje życiowe. Gdy będzie panował nad żywiołem, jaki w nim buzuje, już nigdy nie zrobi nikomu krzywdy. W tym tobie.

Kim zmarszczyła brwi, po czym odwróciła się i pobiegła w stronę wyjścia. Gdy za wnuczką zamknęły się drzwi, Batman przerwał pracę i pocierając dłonią podbródek, cofnął się do wspomnień.

Każda noc w życiu Mrocznego Rycerza była taka sama: skopał tyłki kilku zbrodniarzom, niektórych arsenał rozbroił i wsadził rzezimieszków za mury Arkham. Była może trzecia nad ranem, gdy skończył swoją powinność względem Gotham i wrócił do swojej rezydencji. Zmęczony, ale usatysfakcjonowany kolejnym sukcesem.

Gdy wydostał się z Bat mobilu, pozwolił sobie na wzięcie głębokiego wdechu. Woda termiczna buzowała w rurach, dodając ciągłej energii jego jaskini. I tym samym jemu. Nic go tak nie uspokajało jak pracujący żywioł.

Nagle Nietoperz usłyszał ciche człapanie. Odwrócił się i ujrzał Alfreda, który szedł w jego kierunku, gotowy spełnić każde życzenie swojego panicza. On jednak miał co innego do zrealizowania.

-Później, przyjacielu- rzucił krótko Batman, przechodząc bezszelestnie i udając się tam, gdzie co kilka nocy chodził regularnie.

Kim spała, wtulona w poduszkę, a jej długie, czarne włosy, leżały rozsypane na kołdrze. Miała zaledwie cztery lata, a już była mądra i rezolutna.

Batman stał koło jej łóżka i wtopiwszy się w ciemność, wpatrywał się w śpiącą wnuczkę. Przychodził do niej późnym wieczorem, aby patrzeć, jak nieświadoma niczego, tkwi w świecie, który z jednej strony jest farsą. Jej dziadek nie jest tylko zapracowanym przemysłowcem, za jakiego uchodzi. Ma sekret, który stanowi byt jego egzystencji. To powołanie, którego słuszność odczuwa codziennie w kościach.

Nietoperz wyciągnął dłoń, ukrytą w czarnej, skórzanej rękawicy i zachowawszy najwyższą ostrożność, pogładził dziewczynkę po włosach. Przychodził tu raz na kilka nocy, by popatrzeć na tę małą. Za dnia, jak i wieczorem nigdy nie miał dla niej czasu, ograniczając swoją rolę opiekuna do zarządzania finansami na jej potrzeby i edukację. Nigdy nie wychodził poza ten obręb, wyjątkiem były tylko święta i urodziny połączone z imieninami. Czasem nawet tygodniami nie widział Kim, tak był pochłonięty swoim stanowiskiem mentora wobec Gotham.

Kim wtuliła się głębiej w poduszkę, a Mroczny Rycerz cofnął rękę, starając się dobrze zapamiętać ten moment. Nie wie, kiedy znowu ją odwiedzi. Gotham ma swoje prawa i to on musi pilnować, czy są właściwie respektowane. Jeśli nie, wie, kiedy i gdzie uderzyć. W końcu jest Batmanem.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Kalendarium

Sonda

Najlepszy okładka (Dark Age):

Sonda

Najlepszy okładka (Bronze Age):