Zack SnyderSerwis Birth.Movies.Death, który jako pierwszy doniósł w sieci na temat dokrętek „Suicide Squad” (choć z mylnym powodem), podzielił się kolejnymi informacjami pochodzącymi z jego źródeł w studiu Warner Bros.

W chwili obecnej, Zack Snyder zajmuje się kręceniem „Justice League”. Warner Bros. jednak nie jest zbyt zadowolone z odbioru „Batman v Superman: Dawn of Justice” wśród widzów, przez co reżyser nie jest w dobrych relacjach z kierownictwem.

W związku z tym, że realizacja filmowych przygód najsłynniejszej drużyny DC rozpoczęła się niedługo po premierze starcia Batman i Supermana, studio nie mogło dokonać większych zmian w kolejnej produkcji. Mówi się, że Warner Bros. nie jest zadowolone z kierunku, w jakim filmowe uniwersum słynnych komiksów jest realizowane przez Snydera.

Ponad to, The Hollywood Reporter doniosło o rezygnacji Setha Grahamego-Smitha ze stołka reżysera filmowego Flasha. Powodem miały być różnice kreatywne. Dodatkowo, według Birth.Movies.Death, James Wan ma odczuwać coraz większą presję związaną  z „Aquamanem”.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

41 odpowiedzi na „Plotki: Napięta sytuacja między Snyderem a Warner Bros.

  • Leon Kennedy pisze:

    Wydaje mi sie, ze przy takich filmach zawsze odczuwa sie presje… Co dobSmitha trudno.

  • Kinoman pisze:

    Ja to bym chciał żeby filmową ligę nakręcił George Miller zamiast Snydera. Warner Bros powinno już podziękować Snyderowi i Goyerowi bo mieli swoją szansę i wszystko spieprzyli.

    • Juby pisze:

      Goyerowi podziękowali już przy BvS.

    • Realista pisze:

      WB powinno podziękować samo sobie, bo to oni wszystko spieprzyli. „BvS” to ich korporacyjny twór. Z tego co czytałem, to Snyder miał już w 2013 roku pomysł na sequel „MoS” (taki prawdziwy) i pewnie gdyby nie chciwość studio, to byśmy to dostali.

      Co do Millera, to ludzie, nie rozśmieszajcie mnie. Większość z was to p**** hipokryci. Wymieniacie jego nazwisko, bo w zeszłym roku wyszedł mu „Mad Max”. Tymczasem pewnie część z was przed premierą filmu zwiastowała jego porażkę (no nie wypierajcie się teraz).

      Przy czym ja akurat uważam, że Miller to bardzo zły pomysł. Scenariusz do jego wersji JL był koszmarny i zakrawał na jakąś parodię. Dałbym skończyć Snyderowi to co zaczął. Widać wszakże, że „BvS” było bardziej prologiem do jego „JL”, niż czymkolwiek innym.

      • Kinoman pisze:

        P**** hipokrytami jak to nazwałeś są ludzie którzy wciąż próbują udawać że nic złego się nie stało i bronią Snydera pomimo że facet obiecywał świetny film a spieprzył sprawę jak wcześniej spieprzył MoS. Ludzie broniący Snydera powinni się puknąć w czoło i zadać sobie pytanie – czy rzeczywiście jest bez winy?! bo trzeba być skończonym durniem żeby za wszystko obwiniać w tej sytuacji wytwórnie.

        • Grifter pisze:

          Nic nie spieprzył MoS jest świetny a Batman v superman dobry. Gdyby nie studio które chciało już startować z JLA byłby bardzo dobry.

  • ZackSnyder_fan pisze:

    Wielka szkoda, tego się obawiałem…Cóż przynajmniej Zack dostarczył nam dwa wspaniałe filmy nie licząc Watchmena. BvS miał kilka wad fabularnych, ale nadrabiał całą resztą, przez co byłem skłonny przymknąć na to ok.

    Pozostaje tylko głośno wykrzyczeć DZIE-KU-JE-MY!

    (No i po JL spodziewam się dużo)

    • archieg2 pisze:

      Kilka wad fabularnych… dobre xD
      A z tą resztą to nie wiem o co chodzi.
      No niestety jak na taki film, to reakcje krytyków bardzo złe, fanów mieszane a i box office nie za dobry. Owszem prawie 900 mln to dużo, ale jak się zakłada, że z palcem w d… będzie miliard, to jest rozczarowanie. Solowe filmy Nolana 2 na 3 przebiły miliard bez problemu. Tylko problem nie jest tak na serio z Goyerem czy Snyderem, problem jest w WB, jak się nie myśli samemu to tak jest. Ja na miejscu WB wywaliłbym ludzi odpowiedzialnych za marketing i tych co wpadli na „wspaniałę” decyzje dotyczące wyboru producenta itd.

      • ZackSnyder_fan pisze:

        Przejrzałem całą masę recenzji i czasami nie mogę wyjść z podziwu jak ten sam element może być interpretowany na totalnie dwa różne (skrajne!) sposoby, ale co do jednego tacy ludzie są zgodni: WADA.

        Ktoś stwierdził, że wadą filmu jest olanie/potraktowania bez respektu (jak zwał tak zwał) Batmana, zrobienie z niego antagonisty i postaci z którą ciężko się identyfikować i zżyć emocjonalnie. Kolejny recenzent natomiast stwierdza coś dokładnie ODWROTNEGO, że wadą jest zrobienie z Batmana głównego bohatera, skupienie się na jego postaci zamiast rozwinięcie Supermana, a w ogóle film o tytule „Batman vs Superman” to film o Supermanie. Wynik? NAJGORSZY film jaki jeden i drugi „recenzent” widział 3/10. Masa ogólników, bardzo rzadko konkretnej merytorycznej! analizy poszczególnych scen, dużo krytyki dla krytyki, no bo co mam być gorszy od recenzenta z Rotten Tomatoes? Znajdę jeszcze więcej wymyślnych wad i zjadę film na czym świat stoi!

        Śmiech na sali. Przypominam, że w filmach Nolana, też zawsze znajdowano 50 absurdów, (w jednej części!) które wcale nie były inteligentniejszymi zastosowaniami niż te w BvS. Właściwie konstrukcja przypomina Dark Knighta z Ledgerem, jedynymi błędami jest montaż i pocięte sceny, sporo niedopowiedzeń etc – nic dziwnego, skoro oryginał trwał 5 godzin czy tam 4. Pominę już ile błędów/głupot/kretynizmów przejawia się w filmach Marvela czy Bayformersach, które każdy broni argumentem „no, ale dobra rozrywka” – no nie, dla mnie humoj na poziomie gimnazjum nigdy nie był dobrą rozrywką. Pod tym względem melancholijny Snyder bije te ekranizacje na głowę.

        A porównywanie do Batman i Robin, to już czyste szaleństwo. Albo ktoś nie oglądał obu tych filmów, albo nie widzi różnicy między Batmanem Millera a Adama Westa, czego mu szczerze współczuję.

        • NotObjectiveButFair pisze:

          Różnica polega na tym, że Michael Bay wie, że jest Michaelem Bayem i dlatego robi takie filmy jakie robi i nie udaje, że są czymś więcej. Zack nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest na poziomie Baya, więcej wydaje mu się że jego filmy mają jakiś wyższy przekaz, którego malutcy nie rozumieją i dlatego go krytykują. Widać to chociażby po jego kretyńskich próbach bronienia BvS, w których wyraźnie nie zrozumiał z czym mieli problem jego krytycy, przytaczając im dziwaczne kontr argumenty, jak choćby ten ze Star Wars FA.

          • ZackSnyder_fan pisze:

            Z całym szacunkiem, ale – co mnie to obchodzi co myśli Snyder? Może nawet powiedzieć, że zamach w Denver był próbą ataku na przyszłe filmy o Batmanie; prywatne opinie reżysera na temat swojego dzieła mnie nie obchodzą tak długo jak mi się film podobał. Na Bayformersach najpierw czułem rozczarowanie (względem komiksów/seriali animowanych) potem czułem się oszukany, (po zapewnianiach reżysera że tym razem będzie inaczej) za trzecim razem już zażenowany (różnica wiekowa zrobiła swoje), a czwarty już odbył się wyłącznie z powodu znajomych, którzy mnie zabrali na seans. Tak więc, to nie była dobra rozrywka na żaden sposób.

            Styl Snydera za to do mnie trafia, jest komiksowy, jest melancholijny – ok, dziwacznie na swój sposób, ale można się dzięki temu nieraz dobrze wczuć i jest to ciekawe podejście do treści komiksowych, tym bardziej, że klasyczne pozycje DC są opowiedzane w równie dojrzałym tonie – przypomina mi Nicolasa Windinga Refna, który też nie nakręcił dzieł sztuki, ale jednak ma swoje grono odbiorców. Problem polega na tym, że większość ludzi się przyzwyczaiła do głupkowatej konwencji filmów komiksowych (nie mówię że wszyscy!) i są chyba bardziej oburzeni zmianą stylu niż treścią filmu.

            Jako ciekawostkę podam, że wśród swoich filmwebowych znajomych widzę dosyć wysokie noty (od 7 do nawet 10!) dla BvS, wystawione przez te same osoby, którym podobał się Punisher Warzone, Blade i poważniejsze pozycje. Nie taki Snyder zły jak się wydaje.

          • aimP0d pisze:

            @ZackSnyder_fan To że film jest smutny nie znaczy, że jest poważny, czy dojrzały. Jeżeli ktoś podchodzi do kina na zasadzie „Nie ma żartów=dobry film” to ma ewidentnie problemy z obieraniem tekstów kultury. Jeżeli ktoś naprawdę zna i lubi postacie Batmana i Supermana, to widzi, że Snyder spieprzył je dokumentnie, wizualiami prosto z komiksu (niestety głównie tylko jednego – TDKR) przykrył wypaczenie esencji charakterów i niesamowite spłycenie. Do Batmana mam niej zastrzeżeń, nawet podoba mi się taka wizja, jednak dostrzegam, że jest to strasznie pusta, obrazkowa wręcz interpretacja, z tym zabijaniem i jego komicznym tłumaczeniem przez Snydera w wywiadach na czele. Jeśli ktoś nie zna komiksów z kolei, to tym bardziej film wyda mu się chaotyczny, źle napisany, niemal niezrozumiały (cameo flasha i trailer Injustice w środku filmu – WTF to jedyna słuszna reakcja).

  • Kinoman pisze:

    Mnie filmy Zacka Snydera przypominają trochę Joela Schumachera i jego Batmany z lat 90-tych z tą różnicą że ten drugi przynajmniej ma na koncie też sporo innych filmów które można uznać za udane (Czas zabijania, Upadek, Telefon) a ten pierwszy to kompletne beztalencie którego żadna szanująca się wytwórnia nawet nie powinna dotykać kijem:)

    • Grifter pisze:

      też widzę to podobieństwo w szczególności w 300. Identyczne jak batman forever.

      • Kinoman pisze:

        Głupich nie sieją. Jak nie rozumiesz o czym napisałem to lepiej nie rozmawiajmy.

        • Grifter pisze:

          jak nie potrafisz sformułować zdania którego nie będziesz się wypierał to nie pisz.
          „Mnie filmy Zacka Snydera przypominają trochę Joela Schumachera i jego Batmany z lat 90-tych”
          Jednoznacznie napisałeś ‚filmy” czyli miałeś na myśli wszystkie filmy Snydera.

  • Mr. ?? pisze:

    Zawsze można zatrudnić S. Blacka czy J. Daley, J. Goldstin który po słabym Vacation 2015 bawią się scenariusze MCU Spider-Mana.
    Zrobić JL na poziomie IM3, z infantylnym humorem, gdzie taki Bruce / Batman jest idiotą …
    To ja już wolę Z. Snydera.

  • ZackSnyder_fan pisze:

    Niestety nie mogę odpowiedzieć na komentarz, a więc:

    @aimP0d „To że film jest smutny nie znaczy, że jest poważny, czy dojrzały. Jeżeli ktoś podchodzi do kina na zasadzie „Nie ma żartów=dobry film” to ma ewidentnie problemy z obieraniem tekstów kultury.”

    Nikt nie mówił, że tak jest i nie nazwałbym filmu poważnym czy tam dojrzałym zresztą. (Dla kogoś facet w trykocie i pelerynie może nigdy takim nie być)

    Myślę, że melancholia to odpowiednie określenie dla estetyki Snydera, mi to przypadło do gustu, więc podstawowy zgryz jaki mają fani mam z głowy. Już zakochałem się w tym stylu podczas seansu 300, gdzie wszechobecny defetyzm przeplatał się z agresją nabuzowanych testosteronem herosów i niesamowitymi efektami specjalnymi. Nazwałbym to rozrywką dla dużych chłopców. I raczej do tej grupy jest skierowana ta stylistyka, od kiedy postaci kobiece rzeczywiście są sprowadzone do roli romansu któregoś z bohaterów.

    No a właśnie, co do uproszczenia postaci, no jasne, że się zgodzę – ale czy każdy film nie jest uproszczeniem w stosunku do komiksu? Tym bardziej, że mówimy tu o dwóch godzinach poświęconych dla dwóch bohaterów, przy czym jeden z nich jest wprowadzany do tego uniwersum. Nie dało się inaczej, film to ewidentny set-up movie, budujący podwalinę pod przyszłe odsłony i jeśli chodzi o Batmana i Wonder Woman to spełnił swoją rolę, bo nakręcił mnie mocno. Na pewno bardziej niż Avengers na Thanosa (dopiero Strażnicy Galaktyki to zrobili)

    I naprawdę nie rozumiem co jest takiego złego w tych cameo Justice League? Jedyny błąd, to fakt, że nie zostały one nam zaprezentowane po napisach końcowych, no bo czy czymś się one różnią od nawiązań do avengers w Marvelu? Nie. Czy czymś się różnią od chaotycznych wizji Rey – z Kylo Renem w roli głównej – w ostatnim Star Wars, które też nie dostały ŻADNEGO wyjaśnienia i cholera wie o co w tych migających klatkach chodziło? (Toż to był istny przekaz podprogowy!)
    Nikt się nie czepia o montaż, ani o niezrozumiałe treści, tylko dlatego, że było tego po prostu mniej (o całe 5-6 minut!) czy, że to jest Disney? Bo czasem nie wiem, a przeciętni fani chyba powtarzają po innych.

    Nie mówię, że film jest na tym samym poziomie co wymienione, ale wieszanie na nim psów za może odrobinę większe błędy niż w innych chwalonych pod niebiosa produkcjach to czysta kpina.

    • aimP0d pisze:

      Nie powiedziałbym, żeby np. Batmany Nolana były uproszczeniem postaci, raczej wręcz przeciwnie. Batman w tej wersji zyskał podbudowę charakterologiczną nieobecną w innych wersjach (kosztem innych elementów oczywiście, jak np. niesamowitego intelektu czy niemal nadludzkiej niezłomności). Nie jestem fanbojem trylogii Nolana (choć lubię), mam jej wiele do zarzucenia, ale spłycanie postaci nie jest jedną z tych rzeczy.

      To, że film jest set-up movie jest jedną z jego największych wad. Ewidentnie próbowano tu nadgonić „zaległości” względem Marvela, by w pogoni za kasą z box office stworzyć filmowe Justice League. Elementy teasujące innych bohaterów, czy wspomniana przeze mnie wizja Batmana są dodane na siłę, burząc spójność historii. Pokazane po napisach raziłyby dużo mniej. Ja, choć absolutnie nie uważam się za znawcę komiksów, będąc osobą w miarę zaznajomioną ze specyfiką komiksowych uniwersów, czułem lekkie zdezorientowanie przy scenach „madmaxowych” i wizji z Flashem.

      Nie sądzę, aby fani, czy krytycy burzyli się ze względu na ton filmu (przynajmniej większość). Większymi problemami są postacie, czy montaż. Jestem daleki od jechania po filmie jak po burej suce, dostrzegam pozytywy, ale nie jest to ani dobry film o Batmanie i Supermanie, ani dobre rozpoczęcie filmowego uniwersum.

      Jeśli chodzi o Star Wars, to ludzie po prostu chcieli zobaczyć jeszcze raz to samo, i to dostali. Nie zważają na głupoty czy uproszczenia, tylko cieszą się, że znowu oglądają Gwiezdne Wojny. Hipokryzja w pełnej krasie.

      • ZackSnyder_fan pisze:

        „kosztem innych elementów oczywiście, jak np. niesamowitego intelektu czy niemal nadludzkiej niezłomności”

        No właśnie, Batman Nolana został pozbawiony najważniejszych cech Batmana, (czy to są najważniejsze jego cechy: można się spierać w nieskończoność, w moim odczuciu tak) czy u Snydera został ich pozbawiony? Od kiedy brawurowo porwał się na walkę z Supermanem, Doomsday’em i z pełnym przekonaniem wziął na siebie odpowiedzialność za życie mrs Kent – sądzę, że nie. Powiem więcej, akurat jego postać jest chyba najbardziej krytykowanym elementem trylogii Nolana, czytałem nawet opinie, że jest „płytkim upośledzonym osiłkiem bezmyślnie bijącym bandziorów po pyskach”. Batman w wizji Nolana miał być zwykłym człowiekiem, ale czy ta postać potrzebuje takiej przemiany? Dyskusja otwarta. Zresztą, u Snydera postać Gacka też przecież nie jest wcale płytka, o ile się jej nie ocenia wyłącznie na podstawie kilku aktów przemocy. No właśnie, brutalność to najlepszy tego przykład, Bruce Wayne to absolutny wrak psychiczny(sam fakt, że go nawiedzają te przeróżne wizje już o tym świadczy): Alkohol, kobiety, depresja, strach który się objawia poprzez agresje. Od Batflecka czuć wciąż niezagojone rany powstałe po śmierci rodziców. Wciąż nie uporał się z tą traumą, cały czas reaguje agresją, odniesienia do Robina i ex-pracownika na wózku inwalidzkim tylko sugerują jej ciągłe narastanie. W żadnym filmie, Batman nigdy nie miał tak bezpośredniego kontaktu z tym wydarzeniem. Nolanowy Batman kochał nade wszystko Gotham, nie próbował pomścić rodziców w każdym ciosie wymierzonym w złoczyńcę. Batfleck za to zachowuje się jak rozzłoszczona sierota. Tym bardziej buduje to potencjał pod jego relację z Alfredem. Odnoszę wrażenie, że ta wersja Mrocznego Rycerza jest tam ludzka, gdzie można sobie na to pozwolić, a tam pozostaje niezmienna gdzie zawsze była (jak wspomniałeś niezłomność, intelekt)
        Jedyny problem uproszczenia, polega na tym, że zabrakło czasu na jego głębsze rozwinięcie i jest potraktowany trochę po macoszemu. W końcu nietrudno przeoczyć tę butelkę alkoholu na stole i uszczypliwość Alfreda, by uznać, że ten Wayne to cierpi na jakieś zaburzenie afektywne dwubiegunowe z tą całą wybuchowością.

        Co do recenzji: sporo krytyków pieprzy strasznie ogólnikowo i bezsensu, bez odniesienia do treści filmu jakby mówili o czymś innym dla samej sztuki mówienia. Czasami ciężko powiedzieć o co im tak naprawdę chodzi. Zresztą wśród forumowiczów z tego co widziałem też się zdarza, nie będę wskazywał palcem. Co do postaci, Batmana już oceniłem resztę sobie daruje, bo faktycznie niewiele można powiedzieć na ten moment, ale czy w Avengers mieliśmy jakieś rozwinięcie bohaterów? Nie, bo nie trzeba było, po ich solowych występach. WB zwyczajnie pokpiło sprawę, wychodząc chyba z założenia, że ludzie po oswojeniu się z gatunkiem i filmami Marvela, dadzą radę łyknąć postać Wonder Woman czy Lexa bez uprzedniego zapoznania się z nimi. Ale… czy tak rzeczywiście nie jest w moim czy Twoim przypadku? Szczerze mówiąc mnie już nudzą te genezy bohaterów opowiadane w kółko na nowo, dlatego ja np. cieszę się z takiego rozwiązania. Postać Spider-Mana w MCU też wskoczy z pewnego momentu działalności pająka i oby nie przyszło im do głowy, opowiadać go na nowo.

        No właśnie, tak samo ja chciałem zobaczyć kolejny raz Batmana i Supermana na dużym ekranie w konwencji Snydera. Czy też muszę zwracać uwagę na głupoty i uproszczenia, tylko po to by móc wystawić filmowi „zasłużoną” niską ocenę?

        • aimP0d pisze:

          Batmana Nolana użyłem jako kontrprzykład na spłycanie postaci przez ekranizacje, absolutnie nie stawiam go jako idealnej wersji. I podtrzymuję zdanie, że to Nolan nie spłycił Batmana, tylko 1. inaczej rozłożył akcenty (bo te rzeczy „pominięte” gdzieś tam jednak są na dalszym planie; intelekt przejawia się choćby w przeprogramowaniu latającej maszyny czy śledztwie w sprawie Jokera) i 2. dodał elementy zwyczajne, ludzkie (Batman chcący mieć normalne życie, rodzinę, gotowy na dobre zawiesić pelerynę na kołku to coś, czego jeszcze nie było).

          W sumie to zgadzam się z większością rzeczy, które napisałeś o Batfflecku. Może spłycenie postaci to nie jest dobre słowo akurat w jego przypadku.
          W avengers jak najbardziej jest rozwój postaci, stają one w nowym świetle choćby przez interakcje między sobą. W MCU jedna z rzeczy, które DC powinno naśladować, to właśnie dobre przedstawienie charakterów postaci i ich relacji.

          Ależ oczywiście, każdy może mieć własne zdanie na temat filmu. Ja mam do BvS (czy ogólnie Snydera) sporo zastrzeżeń, ale to nie znaczy, że każdemu będzie przeszkadzać to samo.

        • podpis pisze:

          Może i Batman Nolana nie ma „niesamowitego intelektu” ale przynajmniej nie jest idiotą jak ten Snydera.

  • Dr. Crane pisze:

    Pamiętam jak w kinie typ zdjął okulary i zaczął płakać kiedy pokazana była scena z pogrzebu Supermana i to wygrawerowane ”S” na trumnie xDDD. Jaki film, taki reżyser…

    • Realista pisze:

      Co masz do symbolu Supermana na trumnie, która miała być jedynie oddaniem hołdu?

      LOL.

      • Dr. Crane pisze:

        Wiesz co? zmień ten cholerny nick, chyba że jesteś dzieckiem i nie wiesz o co chodzi. Ta scena była na maxa idiotyczna bo jak można komuś odprawić wojskowy pogrzeb jeśli nie jest żołnierzem i nigdy nim nie był??? po drugie -wygrawerować trumnę z ”S” wyobrażasz to sobie? Świat jaki jest, taki jest ale ten ”amerykański mit” jak to nazywa wielu został tutaj przesadzony. Dla przykładu przykładu – wielu żołnierzy walczy w Afganie i wielu z nich ginie w różnych okolicznościach. Czy widziałeś żeby któryś z nich miał tak wygrawerowaną trumne i huczne salwy ? I ty nazywasz siebie REALISTĄ… dobre sobie!

        • Kinoman pisze:

          Kolega może trochę przesadził z tym dosadnym porównywaniem do realiów ale z jednym się zgodzę że ta scena była idiotyczna :mrgreen:

        • Matias pisze:

          Przecież podczas rozmowy Bruce’a z Dianą, jest to wytłumaczone. Kiedy Wayne mówi: Taki cyrk, żeby pochować pustą trumnę? Diana: Nie wiedzą jak oddać mu hołd, więc oddają jak żołnierzowi(coś takiego).
          W wygrawerowany symbol na trumnie? Przecież to jest nawiązanie do kultowego komiksu!

        • Rarian pisze:

          No tak, w filmie o latających kosmitach walczących ramię w ramię z Amazonkami to to grawerowane S zabiło ci realizm filmu xD. A Twoje porównania do żołnierzy z Afganistanu to już ostra beka.

  • Bazyl pisze:

    Też myślę, że powinni wymienić Snydera. Bynajmniej, nie ze względu na jego umiejętności reżyserskie, ale po to by załagodzić BÓL CZTERECH LITER pewnych ludzi, który wylewa się notorycznie do sieci. Ludzie ile można tego gówna słuchać…

    Zahacza to już o taki absurd, że można się pociąć.

  • Kfarc pisze:

    Naprawdę szkoda mi gościa. Po jego Watchmenach polubiłem jego styl, i BvS mi się podobał, tylko że (znowu) próbował zrobić więcej niż potrafi. Mam nadzieje że po całkowitym przepisaniu scenariusza Liga będzie lepsza. Do trzech razy sztuka? Bo czwartego raczej nie będzie.

    • archieg2 pisze:

      Jak dla mnie fajnie by było jakby Snyder zabrał sie za to tylko od strony wizualnej a stronę fabularna ktoś inny, cholera wie, ktoś taki co czułby klimat postaci a nie narzucał własna wizje 😛

      • Kfarc pisze:

        Niech mu znajdą partnera, bardzo dobrego scenarzyste. I niech go nie puszczają solo do reżyserki. Bo gość chęci ma dobre, ale czasem go odrobinę ponosi. A jak skończy pracę przy DCEU, chciałbym zobaczyć od niego Dragon Balla. Tylko i jedynie dla jego scen walki. 😀

  • Leon Kennedy pisze:

    Oby Wan pozostal na stolku Aqumana, bo jego odejscie bedzie swiadczyc o kryzysie universum juz teraz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

dni
3
0
godzin
2
3
minut
5
8
sekund
3
4
Kalendarium
Sonda

Najlepszy plakat z "The Dark Knight Rises" (postacie)

Forum
Już wkrótce
  • Gotham 4x05 - 19 Paź 2017,
  • Batman kontra Dwie Twarze (DVD) - 25 Paź 2017,
  • Justice League: Action, Sezon 1, Część 1 (2DVD) - 25 Paź 2017,
  • Batgirl: Rok Pierwszy (WKKDC) - 01 Lis 2017,
Komiksowe Top 5