Batman: Hush

BATMAN: HUSH

Data wydania: 11 marca 2026
Scenariusz: Jim Lee, Scott Williams
Rysunki: Jeph Loeb
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz, Marek Starosta, Jarosław Grzędowicz
Oprawa: twarda
Format: 180×275
Ilość stron: 376
Wydawca: Egmont Polska
Wydawca oryginalny: DC Comics
Cena: 169,99 zł

Ponad dwadzieścia lat temu ceniony scenarzysta Jeph Loeb i pierwszorzędny rysownik Jim Lee wywrócili świat Mrocznego Rycerza do góry nogami, wprowadzając przeciwnika dorównującego mu intelektualnie, lecz pozbawionego jego moralnych zasad. Ten złoczyńca, Hush, o mało nie pokonał Batmana w imię zemsty, zmuszając Zamaskowanego Krzyżowca do zmiany metod w jego nocnym pościgu za sprawiedliwością. Jeph Loeb („Batman: Długie Halloween”, „Batman: Mroczne Zwycięstwo”) oraz rysownicy Jim Lee („Liga Sprawiedliwości”, „Suicide Squad”), Scott Williams („All-Star Batman i Robin, Cudowny Chłopiec”, „Superman”) i Alex Sinclair („Batman and Robin”) przedstawiają najbardziej osobistą sprawę Mrocznego Rycerza!

Wydanie zawiera liczne materiały dodatkowe, jak szkice, projekty postaci, przypisy Jima Lee oraz przegląd projektów do filmu animowanego opartego na komiksie, a także wywiad z twórcami na temat dziedzictwa postaci Husha oraz nową pięciostronicową historię Jepha Loeba i Jima Lee.

Cichosza! Tej historii zapewne żadnemu fanowi Człowieka Nietoperza nie trzeba przedstawiać. Wydana pierwotnie w miesięczniku Batman w numerach #608-619 ukazała się pierwszy raz w Polsce za sprawą wydawnictwa Egmont w dwóch tomach latem 2005 i latem 2006 roku opartych na amerykańskich TPB.

Gdy w sierpniu 2016 roku na naszym rynku zadebiutowała Wielka Kolekcja Komiksów DC Comics od Eaglemoss, to właśnie Hush został wybrany na jej otwarcie (tomy 1-2, w twardej oprawie z lekko zmienionym podziałem na ilość zeszytów – tym razem po sześć w każdej części).

W sierpniu 2019 roku Story House Egmont sięgnęło po tę historię ponownie, wybierając ją na jeden z pierwszych komiksów wydanych w limitowanym formacie Batman Noir. W ten sposób polski czytelnik mógł nabyć historię Jepha Loeba i Jima Lee w całości w jednym albumie, ale pozbawioną oryginalnych kolorów.

Wszystkie te wydania prędzej czy później znikały z rynku pierwotnego powodując, że kultowy etap komiksowych przygód Zamaskowanego Krzyżowca ponownie pozostawał niedostępny… aż do teraz.

11 marca 2026 roku Egmont wydał Batman: Hush po raz trzeci. Niczego nie ujmując poprzednim wydaniom, śmiało mogę powiedzieć, że po ponad dwóch dekadach w końcu zrobiono to jak należy. Kompletna historia (wszystkie 12 zeszytów oraz uzupełnienia) w powiększonym formacie DC Deluxe, z obwolutą i ponad 60-stronami materiałów dodatkowych. Tylko oceniając książkę po okładce można stwierdzić, że najnowszy Hush prezentuje się fantastycznie, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Szczególnie dobre wrażenie robi wyraźniejsza jakość druku w porównaniu do tego przed dwudziestoma laty, obwoluta (mam wrażenie, że grubsza niż dotychczas w komiksach wydawanych w DC Deluxe), a także najlepsza możliwa ilustracja na front, wykonana przez Jima Lee pod jubileuszowe wydanie Batman: Hush 20th Anniversary Edition.

Wystarczy już chwalenia samego fizycznego albumu. Najważniejsze w tym przypadku jest to, jak samo dzieło znosi próbę czasu. W moich oczach: obroniło się bez zarzutu. Love it or hate it, Jeph Loeb robi tutaj to, co robił z Batmanem najlepiej. Tworzy wciągającą intrygę z tajemniczym nowym złoczyńcą, wplata w nią galerię najsłynniejszych przeciwników Batmana i pisze to tak, aby nawet kompletnie nowy czytelnik mógł na spokojnie wejść w komiksy o Nietoperzu i nie drapać się po głowie z dezorientacji.

Zdaję sobie sprawę z krytyki scenarzysty za wewnętrzne monologi głównego bohatera, niedopracowaną i mało przekonującą motywację tytułowego złoczyńcy, przesadne kombinowanie, czy też ilość dziur scenariuszowych w fabule. Większość tych zarzutów w ogóle do mnie nie trafia.

Uwielbiam myśli Batmana za to, że przybliżają mi oraz nowemu czytelnikowi, kto jest kim i skąd się tu wziął. Dzięki temu łatwiej się odnaleźć w ogromnym świecie DC. Trzeba również podkreślić, że tego typu ekspozycja bywa powtarzana ze względu na comiesięczny tryb wychodzenia materiału oryginalnego.

Motywacja Husha jest dla mnie dostatecznie satysfakcjonująca, choć ewidentnie przedstawiona zdawkowo, aby eksplorować ją później. Poza tym, trudno mi się czepiać słabo zarysowanych motywów antagonisty, skoro w komiksach z Batmanem mamy do czynienia ze złoczyńcami, których jedyną motywacją potrafi być to, czy coś ma związek z ptakami lub parasolami – nie bądźmy hipokrytami.

Jeśli są tu jakieś dziury scenariuszowe i uproszczenia, to muszą być zmyślnie zamaskowane, bo przeczytałem całość co najmniej trzeci raz i niczego takiego nie odnotowałem. Jedyne, na co zwróciłem uwagę, to wiek Bruce’a podczas śmierci rodziców (zazwyczaj był on chłopcem 5-9-letnim, tutaj jest mowa o tym, że miał jedenaście lat) oraz przekombinowanie ostatniego rozdziału.

Gościnne pojawienie się postaci Harolda i zamknięcie jego wątku po tym, jak inni komiksowi twórcy Batmana o nim zapomnieli na lata, bardzo przypadło mi do gustu (nawet jeśli wprowadzono go za późno). Podobne odczucia mam również co do głównego twistu z zamordowanym w środku historii Tommym Elliotem (doskonała zmyłka). Za niepotrzebne uważam natomiast pojawienie się Harveya Denta (jego udział wydaje się dopisany do reszty na późniejszym etapie tworzenia historii) oraz twist po twiście, czyli ostatnia scena z Riddlerem w Azylu Arkham.

Nie są to grzechy ciężkie, ale zdecydowanie były to rzeczy niepotrzebne. Z całych dwunastu rozdziałów, drugą połowę ostatniego (odkąd na moście pojawiają się Gordon i Dent) czyta się najgorzej. Do dziś nie jestem pewien, czy nie pogubiłem się w tym kto, co i kiedy ostatecznie zrobił zanim docelowa historia ruszyła.

Myśląc o Hushu nie skupiam się jednak na niedopracowanych lub przesadzonych elementach głównej intrygi. Nie skupiam się na gorszych dialogach (tym bardziej, że większość z nich bardzo lubię, szczególnie rozmowę Batmana z Nightwingiem w Batmobilu oraz nieintencjonalne zacytowanie Clinta Eastwooda z Bez przebaczenia w ostatnim rozdziale). Według mnie to nie tyle kolejna próba stworzenia detektywistycznej sagi na miarę Długiego Halloween, a przede wszystkim jedna z lepszych historii miłosnych Człowieka Nietoperza.

Bruce i Selina od dekad skakali z jednego dachu na drugi, dosłownie i w przenośni, a tutaj w końcu na którymś się zatrzymali i postawili zdecydowany krok w kierunku stabilnego podłoża. Hush to ten czas w historii komiksów z Batmanem, w których podjęto kilka odważnych decyzji, takich jak wyjawienie Selinie prawdziwej tożsamości zamaskowanego mściciela, a także odważeniu się obdarowania tą wiedzą jednego z jego najstarszych adwersarzy – Riddlerowi. To tutaj postawiono też podwaliny pod powrót Jasona Todda i nie bano się pokazać zmiany w charakterze Mrocznego Rycerza pod wpływem uczuć do Catwoman oraz jego bliskich.

Dzięki tym decyzjom, rozplanowaniu fabuły na obszar większy niż samo miasto Gotham (epizodycznie przenosimy się do Metropolis, a nawet na pustynię w północnej Afryce), a także dzięki olśniewającym, pełnych szczegółów w tle kadrom, Hush był i pozostaje bardziej widowiskowy od wielu przesadzonych crossoverów.

Skoro o widowisku mowa, nie można zrecenzować tego komiksu pisząc tylko o wkładzie Jepha Loeba. Wszak głównymi gwiazdami są tutaj trio Jim Lee, Scott Williams i Alex Sinclair. To ich NIESAMOWITE prace (duże litery użyte nieprzypadkowo) sprawiły, że wiele kadrów i sylwetek postaci na stałe trafiło do kanonu komiksowego świata DC będąc wzorcem dla przyszłych twórców.

Szata graficzna Husha była wprowadzeniem komiksów z Batmanem w XXI wiek. W moich oczach kładzie na łopatki większość tego, co powstało przed nim i do dziś niełatwo mi wskazać tytuły, które to przebiły. Jim Lee już w latach 90. był legendą amerykańskiego przemysłu komiksowego, a jego debiut przy pracy nad historiami obrazkowymi z Mrocznym Rycerzem okazał się tym, czego postać Batmana bardzo potrzebowała. Chciałem powymieniać swoje ulubione kadry, rozkładówki i okładki, które przygotował, ale niezwykle trudno takie wskazać. Tutaj wszystko wygląda jak przysłowiowy milion dolarów.

Ta dynamika! Ta perspektywa! Te kolory! Jedyną uwagę względem strony wizualnej jaką mam, to nadmiar użycia komputera. Szkice Jima Lee były przecież bezbłędne, tak samo tusz Scotta Williamsa i kolory Alexa Sinclaira. Czemu więc psuć to efektem rozmazania lub flary? Czasami rozmycia mające podkreślić efekt ruchu przy poruszaniu się pojazdem lub w trakcie walki wręcz to tylko gubienie ostrości fantastycznej pracy wspomnianych artystów. Z kolei flara mająca pogłębić efekt światła i cienia sprawia, że czerń miejscowo przestaje być czarna, co też w moich oczach zaburza zamysł twórcy przy projektowaniu i późniejszym nakładaniu tuszu. To drobnostki i jest tego raptem kilkanaście przykładów na ponad 300 stron, ale nigdy nie zostanę fanem tego typu efektów.

Wydanie DC Deluxe zostało wzbogacone dużą ilością materiałów dodatkowych: wywiadem z duetem Loeb-Lee, masą ciekawostek i easter eggów wskazanych przez Jima, okładkami, projektami, zdjęciami figurek, konceptami do filmu animowanego z 2019 roku, szkicami, reklamami, podziękowaniami i sylwetkami twórców. Świetna rzecz! Zabrakło tylko wstępów Loeba i Lee znanych z pierwszego wydania Husha w naszym kraju oraz oryginalnej okładki Batmana #619.

To w sumie przypomniało mi jeden zarzut względem najnowszego DC Deluxe (i jednocześnie współczesnych wydań zbiorczych amerykańskich) – strony tytułowe w komiksie pozbawione są wielkiego napisu „HUSH” (występuje on tylko w pierwszym rozdziale). Kadry na całą stronę zawierają małą ramkę z numerem rozdziału, ale cała reszta to ilustracja. Z jednej strony to super sprawa móc przyjrzeć się dokładniej, niż kiedykolwiek wcześniej wspaniałym pracom Jima Lee, ale z drugiej – to ingerencja w oryginalny wygląd tych komiksów.

Słowem podsumowania, Batman: Hush to w moich oczach Klasyka komiksu przez duże K. Po latach nadal czyta się ją wspaniale (nieporównywalnie lepiej od obecnych ongoingów, choćby najnowszego Batmana od Matta Fractiona). Wciąga od pierwszej akcji z Killer Crokiem, intryguje, bawi i pozwala zapomnieć o bożym świecie. Może i ma pewne mankamenty (z czego sami twórcy zdają sobie sprawę mówiąc o tym w wywiadzie dostępnym w dodatkach) ze względu na które nie otrzyma u mnie najwyżej oceny (to nie poziom kryminalnych sag duetu Loeb-Sale z drugiej połowy lat 90.), ale spokojnie stawiam go na równi chociażby z Trybunałem Sów (przegrywa z nim intrygą i czarnym charakterem, a wygrywa stroną wizualną i wątkiem Batmana z Catwoman).

Może to ze względu na nowe – bardzo atrakcyjne – wydanie, a może to kwestia mojego sentymentu, bo komiks ten był dosłownie wszędzie, gdy dopiero raczkowałem w Internecie próbując poczytać coś o mojej ulubionej fikcyjnej postaci, ale nie potrafię jednak ocenić tego albumu niżej. Dobra, za bardzo się rozpisałem… sza!

Ocena: 5,5 nietoperka

Recenzował: Juby


Wydanie powstało na podstawie komiksu: BATMAN: HUSH 20TH ANNIVERSARY EDITION.



dni
1
4
0
godzin
0
0
minut
3
0
sekund
0
2
dni
4
8
3
godzin
0
0
minut
3
0
sekund
0
2

Forum

Update



Już wkrótce

  • "Batman: Nowe Gotham, Tom 1" – 17 czerwca 2026
  • "Batman: Miasto szaleństwa" – 15 lipca 2026
  • "Batman, Tom 6: Umierające miasto" – 15 lipca 2026
  • "Batman: Caped Crusader" – 2. sezon – 31 lipca 2026

Kalendarium

  • 62 lat(a) temu urodził się Sean Pertwee, odtwórca roli Alfreda Pennywortha w serialu Gotham

Sonda

Czy kolekcja Kroniki Mrocznego Rycerza powinna otrzymać pełnoprawny start?




Zobacz wyniki