Powrót do lat 60. z okazji 60-lecia premiery Batmana

30 lipca 1966 roku odbyła się kinowa premiera filmu pod tytułem Batman. Pierwsza pełnometrażowa produkcja o Mrocznym Rycerzu dystrybuowana wówczas przez 20th Century Fox pierwotnie miała być pilotem serialu telewizyjnego. Ostatecznie zrealizowano go dopiero po zakończeniu pierwszego sezonu, którego popularność wśród amerykańskiej widowni oraz sukces zasilił budżet o dodatkową sumę.

Z okazji 60. rocznicy premiery postanowiłem wrócić do filmu i spróbować odpowiedzieć na kilka pytań. Jakie to pytania? O tym za chwilę, ale z miejsca zaznaczę, że odpowiedź na nie wcale nie będzie taka prosta. Przede wszystkim dlatego, że ta filmowa wersja Człowieka Nietoperza nigdy mi się nie podobała.

Mój pierwszy kontakt z Batman zbawia świat – jak nazwany był w polskiej telewizji – to okolice lat 2003-2004 i popołudniowa emisja na kanale TV4. Pamiętam, że gdy pierwszy raz zobaczyłem jego zapowiedź byłem mocno zaskoczony. To istniał jakiś aktorski Batman przed filmem Tima Burtona? Kostiumy bohaterów wyglądały dość śmiesznie, bardziej od archaicznego stroju Supermana Christophera Reeve’a. Ale w myśl „na bezrybiu i rak ryba” oczywiście postanowiłem film obejrzeć i nawet nagrać go sobie na kasetę.

Seans ten był dla mnie dość traumatyczny. Nie znałem postaci Człowieka Nietoperza sprzed lat osiemdziesiątych. Slapstickowa komedia, gdzie Batman jest w zasadzie gliniarzem pracującym głównie za dnia (!) i który na koniec filmu walcząc z łotrami zostawia na ekranie kolorowe onomatopeje była dla mnie czymś ciężkim do zaakceptowania.

Podczas finałowej bójki na okręcie Pingwina było mi wręcz wstyd, że to oglądam. Dla wielu fanów może być to nie do pomyślenia, ale tak, wolałem i nadal wolę Batmana i Robina w reżyserii Joela Schumachera od produkcji z lat 60.

W tamtym czasie chciałem posiadać wszystko i wracać do wszystkiego, co związane z postacią Zamaskowanego Krzyżowca. Dlatego mimo wszystko trzymałem nagranie na kasecie przez jakiś czas i co najmniej raz do niego wróciłem. Później mój kontakt z filmem Lesliego H. Martinsona ograniczył się chyba tylko do jednej powtórki w sierpniu 2012 roku.

Po 14 latach postanowiłem dać mu kolejną szansę i odpowiedzieć na dwa pytania.

Czy owa produkcja dobrze znosi próbę czasu?

Czy w końcu się do niej przekonam? (wszak dziś wiem o mojej ulubionej postaci o wiele więcej i poznałem ją już w różnych konwencjach, w tym w komedii, a nawet w wersji LEGO)

Na pierwsze niestety nie mam odpowiedzi. To tak dziwny twór o tak specyficznym humorze, że nawet w sześć, a nie sześćdziesiąt lat po premierze mógł być już postrzegany jako coś, co mogło powstać wyłącznie w kolorowych latach sześćdziesiątych. Dzisiaj odczuwam jego specyficzność i archaiczność tak samo, jak dwadzieścia lat temu.

Na drugie znam odpowiedź, ale nie taką, na jaką liczyłem. Niestety, wciąż nie lubię tego filmu. Minął szmat czasu, ale podczas powtórki czułem się podobnie do tego, gdy oglądałem Batman zbawia świat po raz pierwszy (jedyna różnica to brak zaskoczeń, m.in. gdy na ekranie zaczęły pojawiać się wszelkie „trachy” i „bachy”).

Jest tu kilka udanych gagów (najlepszymi oczywiście pozostają próba pozbycia się bomby i zakończenie), ale całościowo ta komedia w ogóle mnie nie bawi. Jest nudna i przez większość czasu opierająca się na żałosnym humorze i niedorzecznych dyskusjach. Nie potrafię też nie widzieć masy dziur scenariuszowych, jak chociażby tego w jaki sposób w dwuosobowym Batmobile’u przewieziono Pingwina do groty i z powrotem (montaż skrzętnie próbuje to zamaskować). Oj durny to film i niestety nie z półki „durny, ale fajny”. Po prostu durny.

Wersja Człowieka Nietoperza z lat sześćdziesiątych ma jednak pozytywny, którym nie będę zaprzeczał. Całość bardzo dobrze oddaje ton komiksów ze Srebrnej Ery (a przynajmniej tych, z którymi miałem styczność).

Adam West jest wspaniałym Batmanem / Bruce’em Wayne’em tamtych czasów (to naprawdę dobra rola, do której doskonale pasował wizualnie), a partnerujący mu Burt Ward (Robin), Frank Gorshin (Riddler), Burgess Meredith (Pingwin) i Lee Mariwether (Kotka) niewiele mu ustępują. To w większości wzorowo skompletowana obsada (najgorzej wypadają Joker i Alfred), która robi dobrą robotę z materiałem, jaki otrzymała… po prostu nie jest to materiał dla mnie.

Czy w takim razie żałuję powrotu do Batmana z 1966 roku? Absolutnie nie. Zabierałem się do tej powtórki od dawna i jestem zadowolony, że udało mi się do niej przysiąść na sześćdziesięciolecie kinowej premiery.

Nigdy nie przepadałem za tym filmem i wiem, że nigdy go nie polubię. To nie mój Batman i tyle. Nie mam do niego sentymentu, nie przepadam za taką konwencją i takim humorem. Nawet gumowy rekin za którymś razem przestał mnie bawić. Campowa interpretacja z Adamem Westem i Burtem Wardem o wiele lepiej sprawdza się dla mnie w formie filmów animowanych (polecam oba powstałe niedługo przed śmiercią ś.p. Westa).

Niemniej, uważam że to pozycja, którą każdy fan Człowieka Nietoperza powinien poznać i sam wyrobić swoją opinię na jej temat. Może właśnie ten rok – ta rocznica – są odpowiednim momentem, na powrót lub nadrobienie zaległości? Może to właśnie dziś? Może dziś jest jeden z tych dni, w których Batman po prostu nie będzie mógł pozbyć się bomby?

Przygotował: Juby

dni
8
4
godzin
2
2
minut
4
9
sekund
4
0
dni
5
6
7
godzin
2
2
minut
4
9
sekund
4
0

Forum

Update



Już wkrótce

  • "Batman: Caped Crusader" – 2. sezon – 31 lipca 2026
  • "Uniwersum DC według Alana Moore'a" – 12 sierpnia 2026
  • "Injustice 2, Tom 1" – 12 sierpnia 2026
  • "Red Hood: Outlaws, Tom 5" – 12 sierpnia 2026
  • "Absolute Batman, Tom 1: Zoo" – 26 sierpnia 2026

Kalendarium

  • 79 lat(a) temu urodził się Arnold Schwarzenegger, aktor znany z roli Mr. Freeze’a w filmie Batman & Robin
  • 56 lat(a) temu urodził się Christopher Nolan, reżyser filmów o Batmanie z lat 2005-2012
  • 13 lat(a) temu odbyła się amerykańska premiera DVD Justice League: The Flashpoint Paradox