BATMAN: H2SH
Data wydania: 15 września 2026
Scenariusz: Jeph Loeb
Rysunki: Jim Lee
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Oprawa: twarda
Format: 180×275
Ilość stron: 176
Wydawca: Egmont Polska
Wydawca oryginalny: DC Comics
Cena: 109,99 zł
Tajemniczy złoczyńca z przeszłości powrócił, wywracając świat Mrocznego Rycerza do góry nogami. Teraz Batman musi wykorzystać wszystkie dostępne zasoby i narzędzia, aby uratować zarówno swoje miasto, jak i siebie. Kontynuacja oryginalnej sagi Hush zwiastuje nową erę dla Gotham i wszystkich jego mieszkańców.
Jeph Loeb („Batman: Długie Halloween”, „Superman na wszystkie pory roku”) to dwukrotnie nominowany do Emmy scenarzysta i producent filmowy oraz komiksowy, laureat Nagrody Peabody’ego, czterokrotnie uhonorowany Nagrodą Eisnera i pięciokrotnie nagrodą magazynu Wizard. Jim Lee jest autorem rysunków do wielu bestsellerów wydawnictwa DC, w tym „All-Star Batman i Robin, Cudowny Chłopiec”, „Superman: dla jutra”, „Superman wyzwolony”, a także wydawcą i dyrektorem kreatywnym DC Entertainment.
Album zawiera oryginalne zeszyty „Batman” #158–163. Autorką okładki polskiego wydania H2SH jest znana artystka, malarka, ilustratorka i autorka komiksów Joanna Karpowicz („Anubis”, „Jutro będzie futro”).

Recenzja
Jeszcze przed lekturą długo wyczekiwanej kontynuacji kultowego Batman: Hush spotkałem się z bardzo negatywnymi opiniami na jej temat. Dlatego od razu pozwolę sobie odpowiedzieć na dwa najważniejsze pytania. Czy H2SH sprostał oczekiwaniom i jest równie dobry, co pierwsze spotkanie Mrocznego Rycerza z szepczącym zabójcą? Zdecydowanie nie. Czy naprawdę jest tak złym komiksem, jak twierdzi wielu rozczarowanych fanów? Moim zdaniem również nie.
Zacznę od pozytywów. Oczywiście największym plusem tych sześciu zeszytów są prace tria Jim Lee, Scott Williams i Alex Sinclair. Panowie może i są o ponad dwadzieścia lat starsi, ale ich talent jak widać nie gaśnie. O ile dwa pierwsze rozdziały wypadają dość sztywno, tak z każdym kolejnym ilustracje robiły na mnie coraz większe wrażenie. Warstwa wizualna albumu zdecydowanie cieszy oko, mimo tych samych drobnych uwag, które kierowałem do wszystkich poprzednich prac ostatnich lat wspomnianych twórców (miejscowe nadużywanie komputera).
Jim Lee dba o każdy szczegół. Nawet zarost Bruce’a, który rusza do akcji ogolony na zero, rośnie z każdą upływającą godziną fabuły. Kolorystycznie jest tak, jak lubię – intensywnie i czuć mrok miasta, choć jednocześnie nie unikano mnóstwa barw, w tym mieszania chłodnych z krwistymi czerwieniami. Bardzo się cieszę, że Batman szybko zmienia kostium na taki z logo w żółtej elipsie na piersiach.
Całość czyta się szybko (lektura na mniej, niż dwie godziny) i bez większego zgrzytania zębami. Dzięki dużej ilości akcji i atrakcji trudno tu o poczucie nudy. Problem polega na tym, że lepiej za dużo nie myśleć o scenariuszu, bo ten jakościowo jest na drugim biegunie.
H2SH zaczyna się od oklepanej akcji z Batmanem próbującym powstrzymać Jokera. Śledztwo za uciekającym klaunem doprowadza Mrocznego Rycerza do opuszczonego wesołego miasteczka. Tam czeka na niego związany i bliski śmierci Joker, a Batman staje przed dylematem moralnym – uratować szaleńca, jak zaplanował to Hush, czy pozwolić mu umrzeć?
Chyba każdy już się domyśla jak absurdalną decyzję podejmuje Bruce i do jakich konsekwencji ona doprowadzi. Batrodzince niespecjalnie spodoba się zaś gnanie na złamanie karku i robienie wszystkiego co się da, aby uratować psychopatę, który później zabije setki niewinnych mieszkańców Gotham. Gorszego punktu wyjściowego nie dało się wymyślić, a dalej nie jest lepiej.
Tytułowy antagonista nie ma żadnej motywacji do powrotu. Pozostała śmietanka z galerii łotrów Batmana wyjaśnia swoją obecność często jednym zdaniem, a każda kolejna scena akcji służy jedynie prowadzeniu do kolejnego pościgu lub bójki. Zdarzają się tu też bardzo dziwne kwestie, jak Batmana, który z miejsca rozgryzł, że jego wrogiem ponownie jest Hush, bo „tylko jeden człowiek wie, kim jest i w co wierzy”. No nie, nie tylko ten jeden. W dodatku drugi jest ojcem kobiety, która dosłownie kilka godzin wcześniej go uratowała (Talia Al-Ghul), a trzeci również pojawi się w tej historii (Riddler). No i ledwo żywy Joker jeszcze tej samej nocy wraca do pełni zdrowia?… okej.

W swojej recenzji Husha wspomniałem, że największą mocą tej opowieści jest nie główna intryga, a skupienie się na relacji Bruce-Selina. Ponadto, bardzo chwaliłem widowiskowość, którą było czuć zarówno w scenariuszu, jak i w rysunkach. H2SH nie posiada żadnej z tych zalet.
Batman i Kotka dostają tu zaledwie jedną wspólną scenę. Nie pojawia się tu też nikt inny, z kim Bruce mógłby mieć jakiś wątek inny, niż ciągłe ganianie za bandytą w bandażach. Z kolei historia jest wręcz śmiesznie skromna. Wydaje się jakby całość toczyła się tylko jednej nocy, tylko w Gotham (przypominam, że w pierwszym Hushu wraz z bohaterami udaliśmy się do Metropolis, a nawet do Afryki), gdzie świat wypełniają tylko superbohaterowie i ich przeciwnicy.
Serio, czemu w pierwszym Hushu można było pokazywać oddziały policji, reporterów po operacji Wayne’a, uczestników pogrzebu Tommy’ego Elliota na cmentarzu, setki osób na widowni opery, a tutaj wszystkie lokacje są puste? Wszędzie tylko Batman, jego pomocnicy i ci, z którymi ma się mierzyć. Gdzie jacykolwiek statyści? Gotham wymarło? Zupełnie jakby ktoś przykręcił budżet i kontynuację widowiskowej produkcji kinowej za dwieście milionów zrealizowano jako fanfilm na YouYube’a.
Jeph Loeb i Jim Lee od początku zapowiadali drugiego Husha jako pierwszą połowę większej opowieści. W takim wypadku wypadałoby zakończyć go cliffhangerem, który sprawi, że na zamknięcie historii będę czekał przebierając nogami. Pod tym względem scenariusz Loeba również zawodzi. Zakończenie jest otwarte, ale pozostawione w takim miejscu, że nie wiem z jakiego powodu miałbym czekać na to, co będzie dalej.
Zdecydowanie wolałbym, aby H2SH został wydany w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, ale polski wydawca zdecydował się na wariant DC Deluxe. No cóż, jest jak jest. Pod obwolutą z ilustracją polskiej artystki kryje się alternatywna okładka Jima Lee do Batmana #158 (wersja panoramiczna), blisko 150 stron naszpikowanego akcją komiksu oraz 24 strony z okładkami alternatywnymi służącymi za materiały dodatkowe. Jakościowo to kolejna dobra robota Egmontu.
Mimo sporej ilości uwag powtórzę, że całość czytało mi się naprawdę w porządku – lepiej od kilku innych historii z Batmanem, które miałem w ręku w tym roku. Pozytywnie zapamiętam szczególnie tytuły poszczególnych rozdziałów nawiązujące do gry w szachy. Stąd ocena lekko pozytywna i zobaczymy, czy się obroni przy powtórce za jakiś czas.
Ocena: 3,5 nietoperka

Recenzował: Juby
Wydanie powstało na podstawie komiksu: BATMAN: H2SH.









